Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theor. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 marca 2019

Theor - strateg

,,Nie kłam sobie, a nikt Ci nie skłamie” ~ Jacek Kaczmarski

Male Wolf by SheltieWolf
autor: SheltieWolf

Imię: Theor
Płeć: basior
Wiek: 7 lat
Urodziny: 21 marca
Stanowisko: strateg
Charakter:
  Zachowanie Theora często może wydawać się absurdalne, a on sam pogrążony na dobre w myślach. Jednak nie daj się zwieść pozorom, basior lubi wyglądać na słabszego (i głupszego) niż jest to w rzeczywistości. A rzeczywistość często bywa brutalna- Theor nie należy do miłych wilków (brutalny, wredny, protekcjonalny, nieokrzesany- to tylko niektóre z przymiotników mogących go opisać) a ponieważ dostrzega więcej niż inni, szybko zorientuje się w twoich słabych i mocnych stronach, marzeniach, miłościach czy strachach i wykorzysta je, jeśli staniesz mu na drodze. Uwielbia przypływy adrenaliny a także wolność, zamknięty w klatce “dziczeje”. Często używa sarkazmu i ironii. Jednak pamiętaj, że zawsze słucha tego co mówisz - przez słowa czy język ciała.. Ma również inną stronę, stronę którą widzą nieliczni: doświadczony lojalny basior, posiadający ogromną wiedzę i inteligencję, służący radą i wsparciem, z którym można porozmawiać na wiele różnych tematów.
Moce: 
•  Theor widzi rzeczy takimi, jakie one są;
•  a także kontroluje cień, którego używa jako drogi
Partnerka: brak
Rodzina:  Trudno powiedzieć co się stało z jego rodziną, ponieważ opowiada on różne (często sprzeczne) wersje tego kim byli i gdzie obecnie się znajdują. Prawdopodobnie nie żyją, a sam Theor miał z tym coś wspólnego.
Potomstwo: brak
Coś więcej o wilku: 
•  Jego prawdziwe imię to Ulisses;
•  Ma wiele blizn niewidocznych na pierwszy rzut oka;
•  Zna języki innych stworzeń
Umiejętności: 
siła: ●○○○○○○○○○
szybkość: ○○○○○○○○○○
zwinność: ○○○○○○○○○○
wytrzymałość: ●○○○○○○○○○
strategia: ●●●●●●●○○○
Właściciel: DoggiGame: Aragorn120

sobota, 12 stycznia 2019

Od Theor'a do Sitri'ego

Byłem zaniepokojony...
Byłem zaniepokojony, tym, że Katany nie było w jaskini, gdy przyszedłem ją odwiedzić rankiem po uczcie. Że prawdopodobnie w ogóle do niej nie weszła od wczorajszej nocy.
Byłem zaniepokojony, tym, że nie mogłem jej znaleźć sam, gdy szedłem po pomoc do Alfy i reszty watahy.
Byłem zaniepokojony, tym, że wyciu Jung obwieszczającym na znalezienie młodej wilczycy, słychać było bezbrzeżny smutek.

Byłem pełen niedowierzania…
Byłem pełen niedowierzania, gdy zobaczyłem Jung Yunge pochyloną nad białą waderą, która wydawała się spać.
Byłem pełen niedowierzania, gdy zobaczyłem spływające łzy po pysku zwykle uśmiechniętej i opanowanej Alfy.
Byłem pełen niedowierzania, gdy usłyszałem tylko dwa bijące serca, zamiast oczekiwanych trzech.

Byłem zrozpaczony…
Byłem zrozpaczony, Katana nie żyła, a ja mogłem tylko patrzeć, jak pozostałe wilki wbiegają na polanę, aby również się o tym przekonać.
Byłem zrozpaczony, Katana leżała teraz w zimnej i ciemnej ziemi wraz ze swoim najcenniejszym skarbem-łukiem, a jedynym fizycznym znakiem, świadczącym o tym, że kiedykolwiek istniała, była nieczuła, zimna, nieruchoma mogiła.
Byłem zrozpaczony, Katana umarła, a wraz z nią umarła także część mnie.

Przede wszystkim byłem wściekły...
Byłem wściekły na siebie, że nie zobaczyłem, że coś jest nie tak. Powinienem był to zrobić, powinienem był wiedzieć, dlaczego więc nie widziałem? Dlaczego nie zauważyłem, że Katana źle się czuje, że umiera? Dlaczego do cholery?
Byłem wściekły na świat i los, że jej już z nami nie ma, że już nigdy nie usłyszymy jej głosu, śmiechu. Że już nie poczujemy jej zapachu. Że nie dotkniemy futra. Że nigdy jej już nie zobaczymy.
Byłem wściekły na Katanę, że umarła i mnie zostawiła. I już nigdy nie będę mógł powiedzieć, że przypominała mi Kali, moją siostrę. I choć wyglądała jak ona, zachowywała się jak ona, i nawet mówiła jak ona, nie żywiłem do niej tylko braterskich uczuć. I być może, że miłość to za duże słowo, jednak najbliższe moim uczuciom do białej wilczycy.
Byłem wściekły na watahę, która nie dość mocno przeżywała jej starte i nie pogrążyła się w totalnej żałobie. Która chciał rozmawiać i nie rozumiała, gdy mówiłem, że nie ma o czym. Która zbyt pogodziła się ze stratą.
Byłem wściekły na Alfę, że próbowała zmusić mnie do rozmów i wychodzenia z jaskini. Że nie pozwalała mi się pogrążyć do cna w rozpaczy. Że zrobiła tę głupią naradę, na której moja obecność była podobno niezbędna, a na którą musiałem przygotować nowy grafik patroli granicznych. Że zmuszała mnie do pracy, przez co nie mogłem zaszyć się w jaskini.
Byłem wściekły na Stiriego, który przeglądał plany, które zrobiłem, jakby uważał, że w którymś momencie mogę się mylić. Który śmiał przypuszczać, że mogłem zrobić choćby najmniejszy błąd w mojej pracy. Który nie miał wiedzy ani doświadczenia pozwalającego mu mnie poprawiać. Który… się odezwał.

- Hmm, plany nie wyglądają źle. Dobra robota, Theorze. Jung, mam jednak kilka uwag...

< Sitri? >

piątek, 30 listopada 2018

Od Theor'a

Ciąg dalszy opowiadania Katany 

- Nie najgorzej, rzekłbym, że ostatnio wręcz znakomicie- odpowiedziałem, uśmiechając się przy tym lekko, by po chwili zaciągnąć się rześkim jeszcze jesiennym powietrzem- A ty? Jak się miewasz?
Wadera, wpatrując się w rozgwieżdżone nocne niebo, przez chwilę milczała, gdy zaś się odezwała, mówiła prawie szeptem:
- Nasza wataha bardzo się rozrosła, nieprawdaż?
- O tak, choć szczerze powiedziawszy, za długo przebywałem sam i z kilkoma z nich nawet nie rozmawiałem. Chyba czas to zmienić - odpowiedziałem, mając nadzieję, że dobrze odgadnąłem, do czego wadera pije.
- Co masz na myśli?- zapytała, wydając się lekko zaniepokojoną. Ciekawe…
- Cóż, tak piękna noc i wszystkie wilki razem. Żal by było nie skorzystać.
- W takim razie nie będę Cię zatrzymywać- powiedziała i odwróciła się do mnie tyłem. Ech, wilczyce, z nimi źle, a bez nich, bodaj jeszcze gorzej.
-Myślałem, że pójdziesz ze mną. Wypadałoby podziękować Alfie i Sitri'emu. - To poskutkowało, bo wadera odwróciła się do mnie zdziwiona
- Sitri'emu? - zapytała - To jeden z nowszych wilków?
- Tak, ten z białą głową. To on i Alfa upolowali niedźwiedzia.
- Skąd wiesz? Rozmawiałeś z którymś z nich?
- Nie musiałem, Absolem mówi dużo, nawet bez pytania - zaśmiałem się lekko na wspomnienie wilka, który wparował mi jak gdyby nic do jaskini, mówiąc przy tym o największej uczcie i największym niedźwiedziu jakiegokolwiek widział.
-Och, chyba nie wiem nawet kim jest Absolem - przyznała cicho wilczyca i opuściła głowę.
- W takim razie proszę za mną. Przedstawię Cię - rzekłem i ruszyłem w stronę pozostałych członków watahy, mili zaskoczony tym, że Katana naprawdę za mną szła. Myślałem, że będzie się opierać, jednak samotne życie musiało zmęczyć ją bardziej, niż był skłonna przyznać.

Po chwili byliśmy już w kręgu światła padającego z ogniska, natychmiast wypatrzyłem
Absolema i Sitri'ego siedzących koło Alfy i Levithan'a. Ten ostatni wydawał się w lepszym humorze, niż kiedy ostatni raz go widziałem. Złamane serce zawsze boli.
- Alfa, Levithana, Absolem, Stiri - przywitałem się z każdym z osobna, a następnie odwracając się do Katany, dodałem:
- Katano, poznaj Absolema oraz Stiri'ego - I oba wilki przywitały się z moją towarzyszką niemal w tym samym momencie, gdy Levithan mruknął w moją stronę:
- O Theor, wreszcie wylazłeś z jaskini. I nawet nie wyglądasz, jakbyś chciał nas wszystkich zeżreć. Jestem pod wrażeniem. - Słysząc to, wyszczerzyłam zęby do basiora i powoli oblizałem wargi.
- Oj, Levithan, ja po prostu już jadłem - głośny śmiech całej piątki był najlepszą odpowiedzią.


[Ktoś?]

sobota, 24 listopada 2018

Od Theor'a

Gdy Absolem przekazał mi wiadomość o uczcie, na początku w ogóle nie chciałem iść. Mokro, zimno a na dodatek coś łupała mi w stawach. Chyba już się stary robię, ech. Potem jednak uzmysłowiłem sobie, że za bardzo alienuje się od watahy, a nie po to do niej dołączyłem, aby teraz spędzać czas samotnie. Wzdychając, podniosłem się i powolnym krokiem ruszyłem w kierunku wyjścia i po chwili byłem już na zewnątrz mojej jaskini. Trzeba przyznać, że była to piękna, choć zimna noc. Gwiazdy na niebie migotały milionem roztrzaskanych kawałków diamentów, układających się w znane wszystkim konstelacje: Wielką i Małą Niedźwiedzicę, Perseusz czy Trójkąt, a także mniej znany Gwiazdozbiór Jaszczurki*, Strzały* czy Pieca*, tylko Latającej Ryby* znaleźć nie można było. Za to księżyc, drogowskaz i przewodniki, zmierzających do domu, widoczny był w całej swej bladej okazałości. Blask ogniska dodawał otuchy, a cienie powstałe przez ogień i Lunę** nie wydawały się złowrogie, wręcz przeciwnie zapraszały do beztroskich zabaw. Najszybciej szczenięta dały się przekonać bezcielesnym towarzyszom harców i już po chwili rozpoczęły gonitwę. Lekki uśmiech wpłynął na moje wargi.
- Widzę, że jednak się zjawiłeś — przy uchu usłyszałem głos Alfy — Cieszy mnie to. Ostatnio bardzo się izolowałeś. Wina?
- Dziękuje Jung, z miłą chęcią się napije — powiedziałem, odbierając od wadery kieliszek czerwonego trunku bogów. Przez chwilę staliśmy w zupełnej ciszy, popijając pół wytrawny trunek, dopóki nie mignęła w oddali mi biała sylwetka Katany.
- Wybacz mi, lecz muszę z kimś porozmawiać — kiwnąłem głową Alfie na pożegnanie i ruszyłem w kierunku, w którym zniknęła śnieżna wilczyca.
- Katana?- zawołałem cicho, gdy wsunąłem się gęstwinę otaczającą Osadę Główną.


<Katana? Jakiś inny ktoś?>

* imiona Lacerty i jej szczeniąt tj. (w kolejności wymienionej powyżej) Sagitty, Fornaxa i Volansa [taki easter egg ;)]
** Rzymska bogini księżyca, postać z bajki “Duży niebieski dom”, a także księżyc po hiszpańsku

poniedziałek, 1 października 2018

Od Theor'a do Oriabi lub Elvera

Ciąg dalszy opowiadania Jung Yunge.


Słuchałem Jung, gdy ta opowiadała mi o ostatnich snach, które zdecydowanie mi się nie podobały. Ja rzadko śniłem, ewentualnie w nocy doganiały mnie wydarzenia z przeszłości, te, o których chciałem raz na zawsze zapomnieć.
- Jung, ja nie znam się na snach, w zasadzie nigdy mnie one nie interesowały - zwróciłem się do Alfy - Wiem jednak, że większość snów pochodzi z naszej podświadomości czy z lęków.
- Wiem, wiem, po prostu obawiam się, jednak może być jakaś zewnętrzna przyczyna - powiedziała Jung cichym głosem i przez chwilę wydała mi się starsza i bardziej zmęczona niż zwykle.
- Alfa, kiedy ostatnio spałaś? - zapytałem, gdy wchodziliśmy do Osady.
- Theor, nie jestem zmęczona - powiedziała tonem, który kończył rozmowę. Miałem trochę inne spostrzeżenia i choć wiedziałem, że nie powinienem, brnąłem w to dalej.
- Alfa, moja matka powiedziała mi kiedyś, że dobra alfa, to silna alfa. Jesteś takim samym wilkiem jak inne i również potrzebujesz snu, gdy będziesz zmęczona to, kto nas obroni? - Wiedziałem, że moje słowa mogą być odebrane jako jawne wyzwanie i sugestia, że się nie nadaje. Był to też sposób, aby Alfa zaczęła bardziej dbać o swoje zdrowie i samopoczucie, więc jeśli przeżyje, może kiedyś ktoś mi podziękuje. Może. Widząc jednak błysk w oku wilczycy, byłem pewny, że Raily jako medyk będzie miała dużo pracy, Jednak poczuliśmy zapach Lupo i jakiegoś obcego wilka, wadera więc nie patrząc na mnie, przeszła krzaki, Ja zaś postanowiłem zejść jej z oczu i zapolować.
Użyłem Cienia i już po chwili otoczył mnie las, świergot ptaków i zapach… szczeniąt Teneko? Co? Zacząłem węszyć, ale wynik pozostawał ten sam - szczenięta Teneko same w lesie, to nie było dobre. Postanowiłem sprawdzić, o co chodzi i po kilkunastu krokach znalazłem się przed przytulonymi do siebie młodymi. Przez chwilę przyglądaliśmy się sobie nawzajem.
- Co tu robicie? Nie wiecie, że las nie jest dobrym miejsce dla szczeniaczków?- zapytałem, lekko się uśmiechając.
Maluchy jeszcze bardziej zbliżyły się do siebie, gdy tylko mnie zobaczyły. No tak, w końcu ja w tej watasze gram rolę ’’Dużego Złego Wilka'', szczególnie że Teneko za mną nie przepadała. No cóż, trudno zdarza się… Popatrzyłem na szczenięta i poczułem się bardzo, bardzo zmęczony. Westchnąłem i zwróciłem się do Oriabi i Elvera:
- Wejdźcie mi na grzbiet. Odprowadzę was do matki, która pewnie szaleje z niepokoju.

[Oriabi? Elver?]

sobota, 1 września 2018

Od Theor'a do Jung Yunge

Ostatniej nocy postanowiłem nie wracać do jaskini, tylko przenocować w Górach Gwiaździstych. Spanie na świeżym powietrzu uspokaja mnie, jednocześnie dając przypływ wolności. Ostatnie dni były nudne i monotonne na tyle, że zacząłem zastanawiać się nad odejściem. Oczywiście jestem tu, ponieważ chciałem: spokoju, poczucia przynależności, bezpieczeństwa, watahy… Tego wszystkiego pragnąłem, a teraz z własnej woli chcę to porzucić. Co ze mną jest nie tak? Chyba po prostu się do tego nie nadaję, a to, co miało być moją oazą, zmieniło się w więzienie. Matka miała rację, zresztą jak zwykle, mówiąc, że powinienem uważać na to, czego pragnę. Szkoda, że dopiero teraz czerpię z jej mądrości. Z drugiej strony jakaś nieznana siła mnie tu trzyma i jakkolwiek brak atrakcji daje mi się we znaki, to nie chcę stąd odchodzić. Nadal niepewny co do przyszłości uznałem, że powinienem porozmawiać z Alfą, która już wcześniej zauważyła moje oddalenie się od innych wilków, i kilkakrotnie próbowała rozmawiać ze mną na ten temat, a ja ją zbywałem. Winien jestem jej wyjaśnienia. Katanie w sumie też. I Riley. A także Levithan’owi, Menace’owi, Lacercie, Dameon’owi, Teneko czy Oblivon’owi, czy jakkolwiek chce, by go nazywać. Z drugiej strony, co ja mam im wyjaśniać, skoro nie mam pojęcia co mam zrobić, jestem w punkcie zero. Nadal, myśląc o konsekwencjach każdej w decyzji, zawitałem w grocie koło wodospadu, tej samej, w której kiedyś, może nie tyle ile podjąłem (bo decyzja podjęta została już w momencie spotkania wilczyc), co wyraziłem na głos chęć dołączenia do watahy. Gdy wszedłem do wnętrza, okazało się, że z Alfą porozmawiam szybciej, niż się spodziewałem. Jung Yunge siedziała tyłem do mnie i choć nie wiedziałem na pewno, wydawało mi się, że płacze.
- Alfa?- zapytałem cicho. Nie było jednak odpowiedzi, więc spróbowałem jeszcze raz - Jung? Czy coś się stało?
Wilczyca odwróciła się w moją stronę.

[Jung Yunge?]

piątek, 20 lipca 2018

Od Theor’a c.d. Katany

- Ja z wielką chęcią zostanę tutaj na jak najdłużej. A Ty? - Katana patrzyła na mnie z nadzieją.
No właśnie czy chce? Z jednej strony, oczywiście, że tak, życie samotnego wilka, choć może dla niektórych bardzo romantyczne, w rzeczywistości jest bardzo trudne i niebezpieczne. Z drugiej jednak, życie w watasze wymaga zaufania i posłuszeństwa, a ja nie mam ochoty ani za dużo o sobie opowiadać, ani ślepo słuchać kogokolwiek. Westchnęłam w myślach, dobrze wiedząc, co odpowiem waderom. Spodobało mi się to miejsce, spokojne i ciche, poczułem nutkę sympatii do młodej Alfy i jeszcze młodszej Katany, a także byłem ciekawy, kim są pozostali członkowie Watahy Lodowego Księżyca (notabene bardzo interesująca nazwa jak dla watahy). Przypadkowymi wędrowcami, którzy trafili tutaj przypadkiem? Wyrzutkami, uciekinierami lub byłymi omegami? A może rodzeństwem, kuzynostwem Alfy? Która to teraz alfa, przypatrywała mi się z zainteresowaniem. Odwzajemniłam jej spojrzenie.
- Jeżeli nie ma jakiś szczególnych warunków, którym mógłbym nie sprostać, to chętnie dołączę do watahy - odpowiedziałem spokojnie. Starsza z wilczyc uśmiechnęła się, a młodsza wydawała się wniebowzięta. Być może nie tylko ja, w jakiś sposób, po nie całym dniu znajomości poczułem coś na kształt przywiązania do towarzyszki podróży.
- Witajcie więc w watasze - powiedziała po chwili po wciąż uśmiechnięta starsza z wilczyc.- Należą do niej jeszcze Riley i Levithan, którzy jakkolwiek nie wiem, gdzie są, to jednak coś czuję, wystarczająco blisko, aby się o nich nie martwić.
A więc wilki, których zapach czułem, odkąd tylko tu przybyliśmy, należą do watahy. Cóż nie było to coś nie do przewidzenia.
- Jak się czujesz Katano?- zapytała po kilku chwilach milczenia Alfa.

[Katana? Jung Yunge?]

wtorek, 17 lipca 2018

Od Theor'a c.d. Jung Junge

- Daleko? - pytam, bo choć Katana jest na tyle szczupła (a może nawet chuda), że mógłbym ją nieść przez przynajmniej pół dnia, to jeśli to faktycznie daleko mógłbym użyć Cienia, chociaż to nieroztropne. Nie znam tych samic, one nie znają mnie, więc pokazywanie swoich mocy i umiejętności jest po prostu głupie.
- Hmm... Dość daleko - odpowiada po chwili Alfa - prawie pół dnia wędrówki. Przy brzegu rzeki zrobimy postój.
- Dobrze- zgadzam się i nic więcej nie mówiąc, kładę się przed młodszą z samic. - Wchodź - zwracam się do młodej, która oczywiście zaczyna protestować.
- Nie trzeba, dam radę - czy ta mała nie ma choć krztyny samoświadomości? Już mam warknąć, coś czego pewnie nie powinienem, ale uprzedza mnie starsza z wader.
- Jesteś ranna i wycieńczona, więc lepiej będzie Theor doniesie cię do rzeki, potem, jeśli będziesz mogła, pójdziesz sama - tłumaczy, a młodsza samica kiwa głową, choć nie wiem czy zgadza się z argumentem, czy, co bardziej prawdopodobne, czy z powodu powagi Alfy. Nie ma to jednak większego znaczenia w obecnej sytuacji i już po chwili czuję, jak młoda przy pomocy wadery pakuje się na mój grzbiet i gdy tylko leży dość pewnie, podnoszę się.
- Możemy iść, Alfa? - pytam dość ulegle, wole nie mieć z nią na pieńku od samego początku.
- Tak, chodźmy - mówi samica i po podniesieniu lawendy kieruje się w stronę lasu, a ja podążam za nią.

[Katana? Jung Yunge?]

wtorek, 10 lipca 2018

Od Theor’a c.d. Katany


****

Moja towarzyszka zdecydowanie była realna, choć kiedy ją zobaczyłem, myślałem że mam omamy. Była tak podobna do Kali… Stop! Myślenie o tym nie było ani mądre, ani dobre, ani bezpieczne. Aby zmienić kierunek swoich myśli, dokładnie przyjrzałem się waderze. Była bardzo młoda, dość szczupła i wysoka, a także widocznie wycieńczona. Oddychała ciężko i nierówno… Chwila, czy to krew? Niedobrze, bardzo niedobrze.
- Krwawisz - stwierdziłem patrząc na białą samicę, która stała naprzeciwko mnie lekko drżąc. - Dlaczego?

Wilczyca nie odpowiedziała, co nieszczególnie mnie zdziwiło. Nie była zbyt rozmowna. Zacząłem węszyć aby sprawdzić w jakiej odległości znajdują się najbliższe, potencjalnie niebezpieczne, stworzenia.
Inne wilki znajdowały się kilka, może kilkanaście kilometrów od nas, co dla mnie nie jest jakoś szczególnie daleko, nie byłem jednak pewny czy wilczyca ma wystarczająco dużo sił, aby gdziekolwiek iść, tym bardziej jeśli coś pójdzie nie tak i trzeba będzie uciekać. Mogę, co prawda, zostawić ją tutaj i sam pójść po wilki, ale to potrwa, a jeżeli okolica nie jest aż tak bezpieczna jak mi się wydaje, to może być z nią krucho. Mógłbym też zawyć i czekać, aż wataha nas znajdzie. Chociaż jak to zrobię, a wilki nie będą zbyt towarzyskie to mamy problem. Znaczy ja mam bo teoretycznie rannemu wilkowi, który prosi o opiekę, Alfa powinna pomóc. Gorzej ze mną, zwłaszcza jeśli uznają, że to ja jej coś zrobiłem. Zerknąłem na osłabioną samicę, która teraz leżała obok mnie, i zawyłem. Wilczyca próbowała proderwać się do góry, ale z brak sił nie mogła, więc tylko patrzyła na mnie jakbym stracił rozum. Wiedziałem wtedy, że podjąłem dobrą decyzje.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała przestraszona wadera. - Przecież teraz wiedzą gdzie jesteśmy i mogą nas znaleźć.
- Właśnie sama sobie odpowiedziałaś - odburknąłem i zawyłem znowu.

Wadera znowu spróbowała wstać, a gdy jej się to nie udało jej oczy zaszły łzami i spojrzała na mnie oskarżycielsko.
- Czemu to robisz? - spytała słabo.
- Ponieważ jesteś ranna i potrzebujesz kogoś, kto zna się na leczeniu.
- Ale, ale…
- Nie! Nie ma żadnego ale - przerwałem. - Krwawisz i nie umiesz ustać na łapach, więc prędzej czy później cię znajdą. Dla ciebie lepiej żeby jednak wcześniej, bo to może być coś poważnego. Jeśli przestrzegają prawa to nic ci nie zrobią. Rozumiesz, dziecko? - znowu zawyłem i tym razem odpowiedziało mi wycie.


[Levithan?/ Riley? lub jakiś chętny]

poniedziałek, 2 lipca 2018

Od Theor'a

Uwielbiam to uczucie, gdy poza odpowiednim przebieraniem łapami nic więcej się nie liczy, a ty zaczynasz bawić się w berka z wiatrem. To uczucie, gdy serce przyspiesza po to abyś miał wystarczająco tlenu, by biec szybciej i szybciej. Gdy gdzieś w twoim ciele zaczyna się budzić endorfina a wycie samo wychodzi z gardła. Chociaż ja akurat rzadko mu na to pozwalam, bieg i rozkoszowanie się biegiem samym w sobie nie jest zbytnio niebezpieczne, no chyba że się zagapisz i wpadniesz na coś lub kogoś, ale wycie a co za tym idzie oznajmianie innym istotom swojej obecności może skończyć się tragicznie. Tym bardziej jeżeli wyczułeś zapach innych wilków, w tym alfy.Watahy nie lubią innych na swoim terytorium, tym bardziej takich jak ja. Gdy masz już połowę swojego życia za sobą, a mimo to nie masz watahy, to znaczy że coś z tobą jest nie tak. Wilki to zwierzęta stadne, a wataha to rodzina, rodzina związana więzami silniejszymi niż krew, silniejszymi niż wszystko. Dlatego odejście z wilka z watahy jest takie rzadkie, a wyrzucenie go z niej jest dla niego największą karą. Wilk bez rodziny jest słaby, wataha to siła… Powtarzali mi to od szczenięcia, i choć nie cierpię się do tego przyznawać, mieli rację. Właśnie dlatego czując coraz mocniejszy zapach jakiegoś mojego krewniaka nie zmieniam drogi, owszem zwalniam do wręcz ślimaczego tempa, opuszczam głowę i ogon, a także skulam się, aby wydawać się mniejszym niż jestem, ale nie zawracam. Czeka mnie jeszcze około kilometra, aż poznam swojego przyszłego rozmówcę.
Wlokąc się gorzej niż mucha w smole, dochodzę do łąk, teraz ukwieconych lawendą, trzeba przyznać, że to miejsce ma swój urok, chociaż góry bardziej mi się podobały. Hmm... Może dlatego, że tam biegłeś kretynie, a nie smażyłeś się w słońcu, pomyślałeś o tym? Ech, głos w mojej głowie często kwestionuje moje poczynania, ale dopóki to ja mam kontrolę nad moim ciałem i umysłem, nic nie może zrobić. Ignoruje go, zastanawiając się czy góry również należą do terytorium tutejszych wilków. Pewnie tak, skoro już tam wyczułem zapach alfy. Słaby bo słaby, ale jednak. Pogrążony w myślach, słyszę szmer kilkanaście metrów ode mnie. A więc zaczęło się. Jeszcze bardziej opuszczam pysk i zaczynam szybciej oddychać. Przedstawienie czas zacząć. Odwracam się, aby stanąć oko w oko z moim już-nie-tak-bardzo-przyszłym rozmówcą.


[do kogoś chętnego]

Nowy członek watahy - Theor!

Male Wolf by SheltieWolf
Nowy miesiąc.. nowe łapy na naszych terenach. Serdecznie witam w watasze nowego basiora - Theor!
Netka Sidereum Graphics