czwartek, 28 lutego 2019

Podsumowanie lutego

Kolejny miesiąc nowego roku już za nami. Słonko powoli wychodzi zza chmur, upominając się, że już niebawem wiosna.

W minionym miesiącu, którym był luty, powitaliśmy w watasze dwa wilki - Kaze, oraz Riley, która niegdyś już była w naszych skromnych szeregach. Pożegnała nas zaś Sagitta, która narodziła się w naszej watasze.

Nastąpiło sporo zmian... regulamin delikatnie uległ zmianie, podobnie jak spora część sklepiku (i kolejno ponownie się może pozmieniać, ale tym razem pod względem estetyki). Do bloga doszedł nowy współtwórca, którym jest właścicielka Riley. Pojawiły się planowane zmiany z wyglądem zakładek z wilkami, które w życie wejdą już niebawem... a może nawet i dziś?

Sytuacja z opowiadaniami nie ma się znakomicie, lecz znacznie lepiej niż bywało. Najwięcej opowieści napisali Riley oraz Kaze (3), Levithan zaś zajmuje kolejne miejsce (2), a Oriabi, Teneko, Lupo i Jung Yunge napisali po jednym opowiadaniu.
Niestety pozostałe wilki milczą, co jest niepokojące (martwię się o Was no :c ) i niestety narusza nowe zasady w regulaminie, związane z aktywnością i obowiązkiem napisania jednego opowiadania podczas miesiąca (bądź wysłania pracy na podstronę z humorem). Na tę chwilę przymknę na to oko, lecz wszelkie nieobecności proszę zgłaszać, a świadomość niechęci do aktywności dobrze przemyśleć i w razie czego dać znać o odejściu.
Powyższe słowa oczywiście  nie dotyczą osób, które zgłosiły nieobecność, bo dobrze rozumiem czym jest brak czasu, czy nawet chwilowa niechęć do bloga/wilków/internetu/pisania...

Myślę, że zawarłam w poście wszystko co potrzebne, a więc małe rozliczenie na koniec:
Riley i Kaze otrzymują po 2 FL za aktywność.
Teneko i Absolem mieli zaś urodziny w lutym, więc z tej okazji pragnę życzyć Wam duuuużo szczęścia, zdrówka, weny i spełnienia marzeń! Do Waszych kont przypisuję po 2 FL, oraz 3 punkty umiejętności do rozdzielenia między wybranymi cechami.

ps. Ten post jest równo dwusetnym w watasze :)

Pozdrawiam serdecznie,
Jung Yunge.

środa, 27 lutego 2019

Od Kaze c.d Oriabi

Spojrzałem na niebo. Choć na niebie nie było niemal żadnej chmury i choć słońce mogło w pełni dzielić się z ziemią swym blaskiem, to dzień nie należał do najcieplejszych. Ostre podmuchy mroźnego wiatru co rusz powodowały u mnie lekkie drżenie. Nie mogłem liczyć na żadną ochronę ze strony drzew, gdyż te same nie miały się jak obronić. Postanowiłem więc zrezygnować z kręcenia się po tym czarno-białym labiryncie i przyjrzeć się nieco wszystkiemu z góry. Pech jednak chciał, że miejsce, z jakiego postanowiłem wzbić się w powietrze, było dość gęsto otoczone ogołoconymi z liści gałęziami, o które nieumyślnie zawadziłem. Natychmiast wylądowałem z powrotem, czując, że ostry koniec rozciął skórę na jednym z moich skrzydeł. Z wąskiej rany zaczęła sączyć się krew, której natychmiast się pozbyłem. Poczułem się jednak nieco uziemiony, gdyż każda próba poruszenia skrzydłem kończyła się ponownym krwawieniem z rany. Choć niechętnie, byłem jednak zmuszony obrać pieszy sposób wędrówki. Pamięć na szczęście mnie nie zawiodła i dość szybko udało mi się dotrzeć nad rzekę, z której mogłem się napić. Pijąc, zdałem sobie jednak sprawę, że prócz odgłosów brnącej przed siebie wody słyszę coś jeszcze. Coś, co przypominało nucenie, lecz nie tylko. Zastrzygłem uszami i zacząłem iść w stronę źródła dźwięku. Miałem wrażenie, że jestem coraz bliżej, lecz nic nie pojawiało się na horyzoncie. Nieco zdezorientowały, uniosłem wzrok, gdy nagle coś, a raczej ktoś, przygwoździł mnie do ziemi. Odruchowo warknąłem ostrzegawczo. Wilk natychmiast zszedł ze mnie.
- Ups. Przepraszam. - Zaśmiała się wilczyca, siadając na śniegu. - Sorka, nie chciałam się zaśmiać.
Spojrzałem na nią skołowany. Samica była biała, z niebieskimi elementami na łapach i ogonie. Całości jej obrazu dopełniały oczy w kolorze dojrzałych jabłek oraz szeroki uśmiech. Na pierwszy rzut oka wydawała się niegroźna, jednak coś sprawiało, że czułem się w jej pobliżu trochę niekomfortowo. Jakby aura, która zdawałą się kłócić z moją. Nabrałem ochoty, aby jak najszybciej wydostać się z tej sytuacji.
- Nieważne. - Mruknąłem i wzbiłem się ponad ziemię, gdy nagle poczułem, jak wadera chwyta mnie za łapę.
- Zaczekaj! - Zawołała, ściągając mnie na ziemię. - Jesteś nowy, prawda? Jak masz na imię? Ja to Oriabi.
- Kaze. - Odpowiedziałem krótko.
Wilczyca chwilę przypatrywała mi się, machając ogonem na lewo i prawo. Wydawała się zadowolona, może nawet szczęśliwa, choć nie byłem w stanie rozszyfrować z jakiego powodu. Nie potrafiłem jej do końca zrozumieć i dość szybko doszedłem do wniosku, że być może nawet nie powinienem próbować. Kto wie, czy to nie zakończy się dla mnie jedynie migreną.
- Cóż, skoro to wszystko to ja już pójdę. - Powiedziałem, chcąc wyminąć waderę, ta jednak ponownie mnie zatrzymała.
- Jesteś ranny. - Stwierdziła, przyglądając się ranie na moim skrzydle.
Odsunąłem się o krok. Moja strefa komfortu została już przez nią wystarczająco naruszona, kiedy ta nagle na mnie spadła. Spojrzałem na ranę, z której ponownie zaczęła wyciekać krew, która barwiła śnieg na czerwono.
- To nic takiego. - Odparłem, odwracając wzrok i zastanawiając się, czy kiedykolwiek dane mi będzie po prostu sobie pójść.
- Mój brat może to opatrzyć. Chodź, zaprowadzę cię do niego. - Powiedziała wesoło Oriabi, machając łapą, bym za nią podążał.
Przewróciłem oczami i ruszyłem za waderą, zastanawiając się jednoczenie, dlaczego tak właściwie się na to godzę. Po drodze samica sporo mówiła, a uśmiech niemal nie schodził z jej pyska. Było to trochę męczące, a zarazem nieco odświeżające, gdyż dawno nie spotkałem nikogo równie żywego. Z czasem ta jej wesoła aura przestała być tak przytłaczająca i zdecydowałem, że być może warto zamienić jej dotychczasowy monolog w faktyczną rozmowę.
- Więc... twój brat jest medykiem? - Zapytałem, aby upewnić waderę w tym, że słucham jej słów.
- Mhm. - Potwierdziła ze skinieniem głowy Oriabi.
- A ty? Czym się zajmujesz?

<Oriabi?>

niedziela, 24 lutego 2019

Od Jung Yunge do Absolema

Mroźny powiew wiatru po raz chyba setny rozwiał mą grzywkę, przez co ponownie na chwilę straciłam widoczność przed oczami. Zima zdecydowanie nie należy do moich ulubionych pór roku, lecz co począć - trzeba ją przejść. Zbliżyłam się do zamarzniętej rzeki, po czym postukałam lekko w lód, z zamiarem rozbicia mroźnej tafli. Niestety, bez skutku. Rozejrzawszy się w około, mój wzrok przykuła spora gałąź. Przyciągnęłam ją do rzeki, po czym rzuciłam w lodową okrywę, która pękła na dziesiątki, a nawet i setki kawałków. Ostrożnie zsunęłam się ku wodzie i napiłam. Woda była na tyle lodowata, że aż odskoczyłam do tyłu. Patrząc z lekkim oburzeniem w niewielką kałużę, westchnęłam. Niedaleko mnie usłyszałam cichy śmiech.

- Witaj Jung. Widzę, że zima Ci nie na łapę... - westchnął z uśmiechem samiec, który wyłonił się zza ośnieżonych krzaków.

< któryś z panów? //Zaklepane dla Absolema >

Od Levithana c.d Riley

Sam nie wiem co w tedy czułem. Szczęście, przecież Riley wróciła... stała tutaj, przed mną... mnóstwo pytań walających się po mojej chorej głowie, troskę, bo  wzruszenie słowami Riley było o tyle silne, że to już nawet nie kwestia faktu, iż rodzina wadery żyje, a same jej słowa, jej ton głosu, jej... głos. Po prostu... taki piękny. No i te nieuniknione, gorące uczucie w klatce piersiowej. Podszedłem bliżej samicy, po czym przytuliłem ją. Po prostu. Tego w tej chwili potrzebowałem najbardziej.

- Oczywiście, że ja bym chciał abyś została, Riley. Tęskniłem do Ciebie przez cały ten czas, myślałem gdzie jesteś, co robisz... czy jeszcze się zobaczymy.. - westchnąłem, po czym przestałem tulić waderę i spojrzałem jej w oczy. - Chodźmy do Jung. Myślę, że się ucieszy.

< Riley? Przepraszam, że tak długo i krótko, ale to kompletnie nie jest "moja" pora na pisanie :/ >

Od Oriabi do kogoś

Wstałam sobie rano. Mróz opatulił moje ciało. Zrobiłam się trochę głodna, więc poszłam na polowanie. Odwiedziłam jeszcze brata, a potem pobiegłam na patrol. Pogadałam sobie trochę z Volans'em, a potem rozeszliśmy się w różne kierunki. Rozglądałam się i nie było nic specjalnego. Wspięłam się na drzewo i stamtąd też obserwowałam, ale urwała się gałąź i spadłam w zaspę śnieżną. Szybko z niej wyskoczyłam i otrzepałam się ze śniegu. Rozejrzałam się, czy nikt mnie nie zobaczył i lekko się zawstydziłam. Masakra normalnie. Mroźny wiatr nie ułatwiał też sprawy. Za bardzo się chciałam przed kimś popisać czy co? W każdym razie jednak postanowiłam się przejść. Nie zrezygnowałam jednak z wchodzenia na drzewa. Kto to widział, żeby wilk skakał po drzewach? A jednak. Nuciłam sobie jakąś piosenkę. Elver mówił mi, że ładnie śpiewam. Trochę się wstydzę przed kimś śpiewać. To jakby takie niezręczne, szczególnie kiedy kogoś nie znam. Wracając do skakania po drzewach, to skoczyłam i było zbyt ślisko, więc zsunęłam się i upadłam na kogoś. Poczułam lekki warkot pod sobą i futro. Otrzepałam z pyska śnieg i szybko i zwinnie zeszłam z wilka.
- Ups. Przepraszam. - lekko się zaśmiałam. - Sorka nie chciałam się zaśmiać. - usiadłam na śniegu.

<Ktoś?>

Od Kaze c.d Riley

Rozejrzałem się na boki, przez chwilę wahając się z odpowiedzią. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak się prezentuję i nie sposób było odmówić jej racji. Właściwie nie miałem powodu, by odmówić takiej propozycji, a jednak gdzieś z tyłu mojej głowy wciąż gnieździła się wątpliwość. Gdyby miała zamiar mnie zaatakować, równie dobrze mogłaby to zrobić teraz. Byłem w tym momencie niemal tak samo bezbronny, jak podczas snu. Nie miałem pewności czy miałem dość siły, aby uciec, a co dopiero się bronić.

- Jeśli to nie będzie problem, chętnie skorzystam z oferty. - Odparłem po chwili.

- W takim razie chodźmy. - Powiedziała wilczyca, ponownie racząc mnie uśmiechem.
Bez słowa zacząłem więc podążać za czarną niczym bezksiężycowa noc wilczycą. Riley zaprowadziła mnie do miejsca, które nazwała sercem watahy. Będąc tam, dostrzegłem kilka kolejnych wilków. Jeśli wcześniej miałem jakiekolwiek wątpliwości co do faktycznej obecności jakiejś watahy, to w tym momencie zupełnie one znikły. Na miejscu spotkałem alfę imieniem Jung Yunge, która pozwoliła mi wypocząć w jednej z wolnych jaskiń. Powiedziała też, że chciałaby ze mną porozmawiać, gdy już zregeneruje siły. Zgodziłem się, nawet jeśli nie budziło to we mnie jakiegoś szalonego entuzjazmu, w końcu tyle przecież mogłem zrobić. Riley zaprowadziła mnie na miejsce, po czym pożegnała się, pozostawiając mnie samego w jaskini. Pozwoliłem sobie na skorzystanie z wolnego łóżka. Odetchnąłem, a całe napięcie znikło, dając odpocząć ciału.
******
Budząc się, z zadowoleniem stwierdziłem, że dawno już nie czułem się tak wypoczęty. Leżałem tak jeszcze chwilę, gdy wróciły do mnie wspomnienia z dnia poprzedniego. Zerwałem się więc i rozejrzałem wokół. Wszystko wyglądało spokojnie i nic jakoś szczególnie nie przyciągnęło mojej uwagi. Ziewnąłem więc i wygramoliłem się na zewnątrz, gdzie powitał mnie skrzący się w świetle słońca śnieg. Sądząc po położeniu słońca na niebie, musiałem spać naprawdę długo. Aby nie marnować już więcej czasu, postanowiłem wrócić do miejsca, w którym poprzednio widziałem się z alfą. Wilczyca już tam siedziała, nie byłem pewien czy czekała na mnie, czy może zwyczajnie lubi tam przesiadywać. To właściwie i tak nie miało większego znaczenia, chciała ze mną porozmawiać, więc oto jestem. Tak więc od słowa do słowa oraz po serii kilku niezbyt komfortowych dla mnie pytań zostałem przyjęty do watahy. Był to dla mnie dość dobry obrót spraw, więc podziękowałem Jung z lekkim uśmiechem. Zostając członkiem watahy, zyskałem możliwość nieskrępowanego poruszania się po jej terenach, nawet jeśli nie do końca wiedziałem, gdzie chciałbym się udać. Czułem, jak mój żołądek skręca się, usilnie próbując mi w ten sposób przypomnieć o swojej obecności i pustym wnętrzu. Skrzywiłem się nieco i już miałem wyruszyć na samotne poszukiwania jakiegoś miejsca, w którym mógłbym zapolować, gdy kątem oka dostrzegłem czarną wilczycę, która przyprowadziła mnie tutaj dnia poprzedniego.

- Riley! - Zawołałem, zatrzymując waderę.
Prócz alfy była ona obecnie jedynym wilkiem, którego imię znałem, więc wydawało mi się to lepsze niż zaczepianie kogoś obcego.

- Hej. - Przywitała mnie, po czym z uśmiechem dodała. - Widzę, że sen dobrze ci zrobił.

- Tak sądzę. - Powiedziałem, zamyślając się na chwilę. Potrząsnąłem głową, szybko wyrywając się z tego stanu. - W każdym razie, mogłabyś mi wskazać najbliższe miejsce, w którym mógłbym w miarę szybko na coś zapolować?

<Riley?>

piątek, 22 lutego 2019

Od Teneko c.d Lupo

Położyłam uszy po sobie. To smutne. Jeju nie chciałabym czegoś takiego przeżyć.
- L-Lupo j-ja... - zająkałam się na chwilę. - ...Nie wiedziałam. To brzmi bardzo tandetnie. - uśmiechnęłam się słabo. - Zgrywam taką wściekłą prawie cały czas. Coś się chyba ze mną dzieje. Co nie? - spojrzałam na basiora.

- Nie wiem. Nie znam cię na tyle długo w sumie. - chyba się zamyślił.

- Mama powiedziała mi kiedyś, że miałam napad agresji, jak byłam mniejsza.

- Hmm? - spojrzał na mnie.

- Warczałam, krzyczałam, jakby coś mnie opętało i waliłam łapami o skałę naszej jaskini. - wbiłam wzrok w podłogę.

W końcu nie wytrzymałam. Wstałam i podeszłam do Lupo. Z moich oczu poleciały łzy i wtuliłam się w niego, będąc świadoma, że może mnie odtrącić, jednak potrzebowałam takiego gestu, nawet jeśli to ja go wykonam.
- Przep-praszam. Jestem taka głu-upia, że się na c-ciebie wkurzyłam. - w przerwie od moich szlochów, udało mi się tylko to powiedzieć, po czym zatopiłam pysk w jego futrze, czekając na dalszy obrót historii.

<Lupo? :3>
Netka Sidereum Graphics