piątek, 30 listopada 2018

Podsumowanie listopada

Witajcie kochani w ostatni dzień miesiąca jakim był listopad! Przyznam, że mam wyjątkowo dobry humor, jak na tak zimny i nielubiany przez mnie osobiście miesiąc :D
Aktywność znacznie się poprawiła (odpukać) co aż sprawia, że chce się dalej bloga prowadzić. Dziękuję wszystkim!

~~~
Podsumowanie w pigułce:

  • 19 napisanych opowiadań! 
  • W watasze nikogo nowego...
  • 2 wilki zostały wydalone z watahy.
  • Pojawił się Event Świąteczny, który jak widać bardzo przypadł naszym członkom do gustu :)
  • Nawiązaliśmy 4 nowe sojusze.
~~~
Najaktywniejszymi wilkami zostali Sitri oraz Teneko, oboje napisali po 3 opowiadania. 
Drugie miejsce na podium zajmują Lupo wraz z Theor'em, którzy napisali po 2 opowiadania. 
Levithan, Katana, Sagitta, Volans, Lacerta, Fornax, Elver, Jung Yunge, oraz Absolem napisali po 1 opowiadaniu. 

W tym miesiącu postanowiłam obdarować wszystkie wilki, które napisały chociaż jedno opowiadanie, jednym punktem do losowej umiejętności (tej, w której jest najwięcej kuleczek zaznaczonych ;)), oraz liczbą FL odpowiadającą ilości napisanych opowiadań. Oznacza to, że np Sitri dostanie 3 FL, Lupo 2 FL, zaś Katana 1 FL. 
Wilki, które nic nie napisały pozostają bez zmian.

~~~
Aktywność na ''Podstronie z Humorem''.
Za rysunki wilków, Jung Yunge oraz Teneko otrzymują po 1 FL.
Lupo za wiersz do Questa (a bo wiem, że to nie łatwe zadanie :D) także otrzymuje dodatkowo 1 FL.

~~~
W tym miesiącu urodziny obchodzili Nibo oraz Arles. Niestety nie są oni ostatnio aktywny, lecz mimo to przyznaję obojgu po 2 FL.

~~~
Na zakończenie chciałabym podziękować wszystkim aktywnym na blogu, oraz każdemu kto nasunął mi wiele pomysłów. Jesteście wielcy, oby tak dalej. Życzę miłego grudnia!

~~~
Edit:
W tym miesiącu nawiązaliśmy współpracę z blogami Hidden, The Island of Cursed, Aed Varen, oraz Line Between Worlds. 

Alfa Watahy Lodowego Księżyca, 
Jung Yunge

Od Theor'a

Ciąg dalszy opowiadania Katany 

- Nie najgorzej, rzekłbym, że ostatnio wręcz znakomicie- odpowiedziałem, uśmiechając się przy tym lekko, by po chwili zaciągnąć się rześkim jeszcze jesiennym powietrzem- A ty? Jak się miewasz?
Wadera, wpatrując się w rozgwieżdżone nocne niebo, przez chwilę milczała, gdy zaś się odezwała, mówiła prawie szeptem:
- Nasza wataha bardzo się rozrosła, nieprawdaż?
- O tak, choć szczerze powiedziawszy, za długo przebywałem sam i z kilkoma z nich nawet nie rozmawiałem. Chyba czas to zmienić - odpowiedziałem, mając nadzieję, że dobrze odgadnąłem, do czego wadera pije.
- Co masz na myśli?- zapytała, wydając się lekko zaniepokojoną. Ciekawe…
- Cóż, tak piękna noc i wszystkie wilki razem. Żal by było nie skorzystać.
- W takim razie nie będę Cię zatrzymywać- powiedziała i odwróciła się do mnie tyłem. Ech, wilczyce, z nimi źle, a bez nich, bodaj jeszcze gorzej.
-Myślałem, że pójdziesz ze mną. Wypadałoby podziękować Alfie i Sitri'emu. - To poskutkowało, bo wadera odwróciła się do mnie zdziwiona
- Sitri'emu? - zapytała - To jeden z nowszych wilków?
- Tak, ten z białą głową. To on i Alfa upolowali niedźwiedzia.
- Skąd wiesz? Rozmawiałeś z którymś z nich?
- Nie musiałem, Absolem mówi dużo, nawet bez pytania - zaśmiałem się lekko na wspomnienie wilka, który wparował mi jak gdyby nic do jaskini, mówiąc przy tym o największej uczcie i największym niedźwiedziu jakiegokolwiek widział.
-Och, chyba nie wiem nawet kim jest Absolem - przyznała cicho wilczyca i opuściła głowę.
- W takim razie proszę za mną. Przedstawię Cię - rzekłem i ruszyłem w stronę pozostałych członków watahy, mili zaskoczony tym, że Katana naprawdę za mną szła. Myślałem, że będzie się opierać, jednak samotne życie musiało zmęczyć ją bardziej, niż był skłonna przyznać.

Po chwili byliśmy już w kręgu światła padającego z ogniska, natychmiast wypatrzyłem
Absolema i Sitri'ego siedzących koło Alfy i Levithan'a. Ten ostatni wydawał się w lepszym humorze, niż kiedy ostatni raz go widziałem. Złamane serce zawsze boli.
- Alfa, Levithana, Absolem, Stiri - przywitałem się z każdym z osobna, a następnie odwracając się do Katany, dodałem:
- Katano, poznaj Absolema oraz Stiri'ego - I oba wilki przywitały się z moją towarzyszką niemal w tym samym momencie, gdy Levithan mruknął w moją stronę:
- O Theor, wreszcie wylazłeś z jaskini. I nawet nie wyglądasz, jakbyś chciał nas wszystkich zeżreć. Jestem pod wrażeniem. - Słysząc to, wyszczerzyłam zęby do basiora i powoli oblizałem wargi.
- Oj, Levithan, ja po prostu już jadłem - głośny śmiech całej piątki był najlepszą odpowiedzią.


[Ktoś?]

Od Sitri'ego - Quest Świąteczny #2

Tego dnia obudziłem się wcześniej niż zwykle. Siarczysty mróz dotarł nawet do najdalszego zakamarka jaskini przez co zmuszony byłem rozważyć jakiekolwiek działania zaradcze aby na przyszłość nie obudzić się ze szronem na uszach, albo kto wie w o wiele gorszych miejscach. Brrr! Zima to jednak upierdliwa pora roku. Pozornie cieszymy się, że spadnie śnieg ale tuż po świętach zaczynamy z tęsknotą wyczekiwać na wiosnę.
-Puk puk!- zaśmiała się Jung Yunge, która właśnie wkroczyła w moje skromne progi.
-Witaj Sitri! Wybacz, że tak wcześnie ale chciałam Cię prosić o pomoc. Jesteś zainteresowany ?
-Coś poważnego?- zapytałem, bacznie się jej przyglądając. Nie wiem dlaczego ale wilczyca wydawała mi się zadziwiająco zadowolona a wręcz radosna?
-Jak dobrze wiesz, święta tuż tuż więc wpadłam na pomysł aby zorganizować nam wspólną Wigilię. Nie chciała bym aby ktokolwiek spędził ten wyjątkowy wieczór sam, a szczenięta nie mogą się doczekać niespodzianek ukrytych pod choinką... I tutaj właśnie pomyślałam o Tobie! Gdybyś zajął się tą sprawą była bym niezwykle wdzięczna!- wyszczerzyła się jak nigdy dotąd, co jeszcze bardziej wzbudziło we mnie podejrzliwość. - Zgadzasz się? Jesteś moją ostatnią deską ratunku!
-Są jakieś szczególne wymagania?
-Niewielkie. Nawet ich nie odczujesz. Nie możesz odmówić, tyle szczeniąt na Ciebie liczy rycerzu!
-No to chyba faktycznie nie mam wyjścia.- westchnąłem lekko się uśmiechając. Nie miałem pojęcia, że właśnie zawarłem pakt z diabłem, który zrujnuje mi cały dzień.
-Świetnie! Pamiętaj, że nie ma odwrotu! Tak więc potrzebujemy dwie choinki: jedną taką piętnastometrową na plac główny watahy, obojętnie jakiego gatunku i drugą taką samą, najpiękniejszą w całym lesie do nowej izby głównej, którą w końcu będę miała zaszczyt otworzyć właśnie w Wigilię! Czy to nie cudowne?- zakrzyknęła uradowana, machając ogonem.- Sitri?
Patrzyłem na wilczycę nie do końca kojarząc co tu się tak właściwie stało. Jakimś cudem z jednego drzewka zrobiły się dwa, do tego gabarytowo nie dał bym rady tego przenieść w nienaruszonym stanie nawet gdybym był koniem pociągowym a żeby było śmiesznie, jedno z drzewek miało stać w centrum izby?! Szlak trafił idee przyniesienia maks półtora metrowego świerku, rosnącego nieopodal. Zamrugałem kilkakrotnie z niedowierzania po czym westchnąłem niczym największy męczennik tego świata.
-Zobaczymy co da się zrobić.
Rozpromieniona alfa podskoczyła radośnie, klasnęła w łapy i skierowała się do wyjścia. Tuż przed opuszczeniem jaskini, wzdrygnęła się nagle jakby właśnie przypomniała sobie coś ważnego, po czym odwróciła się i rzuciła przez ramię:
-Ozdoby czekają w kącie sali. Powodzenia!
Patrzyłem jeszcze przez kilka minut w kierunku pustego wejścia do jaskini. Że co proszę? Jakie ozdoby? Jeszcze przed sekundą miałem tylko zdobyć monstrualne choinki a teraz miałem jeszcze je ubrać?! Nie dość, że nienawidziłem kłujących igieł z całego serca to jeszcze taki numer... Oj zapamiętam sobie aby nigdy ale to przenigdy nie zawierać żadnej umowy z alfą kiedy jest w tak bajecznym humorze. Po raz ostatni dałem się wkopać!
-Za jakie grzechy...- westchnąłem zbierając się z jaskini.- Samo się nie zrobi.

Wyłoniwszy się z jaskini, skierowałem się do pierwszej lepszej jaskini sąsiada. Wszystko wszystkim ale zastrzeżeń co do tego abym walczył z chaszczami w walce jeden na jeden nikt nie wysunął, tak więc rozsądniej było to robić w grupie. Pierwszym i jak się szybko przekonałem, najgłośniejszym pomocnikiem został Nibo. Odkąd zaproponowałem mu współpracę, basior rozpromienił się szatańsko niczym Jung Yunge a do tego, zaczął śpiewać świąteczne piosenki, przez cały okres poszukiwań Theor'a i Levithana. Tak więc we czwórkę ruszyliśmy w głąb lasów aby znaleźć wymagane drzewka. Błąkaliśmy się po nim jakieś trzy godziny, szukając drzewka spełniającego wymagania. Jednakże nie było to wcale takie łatwe jak nam się wydawało, ponieważ potencjalne choinki albo były krzywe, albo posiadały kilka odstających w różnych kierunkach czubków, albo zostały zmasakrowane przez zwierzęta. Winnych przypadkach gaduła Nibo protestował, że za taką choinkę sami zawiśniemy jako ozdoby albo, że jest to herezja dla jego oczu czy też co my sobie wyobrażamy uznając taki wiecheć za choinkę idealną. Tak więc szukając drzewka perfekcyjnego, zmuszeni byliśmy po raz pięćdziesiąty słuchać Last Christmas. Nie mając sił słuchać go dłużej, zwiększyliśmy zakres poszukiwań aby ratować swoje biedne uszy, więc najzwyczajniej w świecie szliśmy w szeregu w dużych odstępach.
- Last Christmas, I gave you my heart. But the very next day you gave it away. This year- urwał serenadę, krztusząc się śniegiem. Theor nie wytrzymał i w końcu zrobił to o co każdy z nas z osobna modlił się w duchu.- Za co to?!
-Za katowanie tejże pieśni do porzygu!- warknął wściekle.- Uszy mi więdną więc jak nie przestaniesz to Cię w tej zaspie zaraz zakopie i to definitywnie będą Twoje ostatnie święta.
-Co myślicie o tym drzewku?- przerwałem im kłótnie, wskazując łapą na gigantyczny, gęsty, rozłożysty i na szczęście idealny okaz jodły kaukaskiej.
-Na brodę Świętego Mikołaja! W końcu znaleźliśmy to jedyne drzewko!- zakrzyknął Nibo. Przysiągł bym, że na widok tego krzaka miał w oczach serduszka.
Ja zająłem się ścięciem choinki a Levithan delikatnie za pomocą swoich mocy położył drzewko na śniegu. Z kolei Nibo wraz z Theor`em ciasno związali gałęzie drzewka abyśmy mogli bez większych przeszkód przetransportować je do watahy. Cała akcja poszła sprawnie i gładko, przez co zaczęliśmy mieć nadzieję, że z drugim mniej ważnym drzewkiem lepiej sobie poradzimy. Niestety podczas srogi powrotnej nasz niereformowalny bard ponownie zaczął katować świąteczną piosenkę. Kiedy dotarł do słów: All I want for Christmas is you, nie wytrzymaliśmy jego wokalu. Związaliśmy basiora dokładnie, zwracając szczególną uwagę na najgłośniejszy organ jego ciała zwany pyskiem, po czym przewiesiliśmy go niczym worek na pniu drzewa i transportowaliśmy w ciszy w kierunku watahy.
Niespełnionego piosenkarza uwolniliśmy dopiero przed wejściem do izby głównej. Ledwo to zrobiliśmy a nasze uszy zostały zaatakowane niezdarnie śpiewnymi słowami piosenki Jingle Bells. Nie wierzyłem że wilk jest w stanie tak długo zdzierać gardło i mieć przy tym tyle radości. Moi towarzysze z kolei prawdopodobnie marzyli o tym aby lokalny odpowiednik Kakofonixa w końcu stracił głos i dał im święty spokój. Wnieśliśmy więc choinkę do Izby, nie chcąc tracić więcej czasu a niewyżyty artysta Nibo od razu zaprosił do zabawy w ubieranie choinki wszystkie szczeniaki. Młodziki okazały się o wiele bardziej kompetentne w tejże kwestii niżeli pieśniarz, który sam z siebie zrobił drugą choinkę.
-No Panowie, choinka zapiera dech w piersiach!- ekscytowała się alfa.
-Jeszcze nie! Jeszcze Gwiazda na czubek!- zakrzyknął Nibo, niezgrabnie szukając możliwości zamontowania najważniejszej ozdoby.
Odwróciliśmy się wraz z Theor`em i Levithanem w celu przytaszczenia kolejnego drzewka na plac główny kiedy usłyszeliśmy wołanie o pomoc. Zerknąłem przez ramię w kierunku Nibo, który źle obliczył trajektorię lotu i utknął w połowie choinki tak, iż tylko wystawał z niej jego tyłek i machający nerwowo ogon.
-Nie dość, że przynieśliśmy choinkę, to jeszcze z wbudowaną pozytywką.- zaśmiał się Theor.- Szkoda, że bez wyłącznika i z wiecznie pełnym akumulatorem.
Drugą choinkę przynieśliśmy już we troje, pozostawiając barda w drzewku, gdzie jego miejsce.


*Nie miałem na celu obrazić żadnego wilka tak więc, traktujmy tę przygodę jako żart i rozgrzewkę przed prawdziwymi świętami xd Pozdrawiam!

czwartek, 29 listopada 2018

Od Sitri'ego c.d.Levithana

Rozciągnąłem zdrętwiałe mięśnie gdy basior postanowił sobie uciąć krótką drzemkę. Spędziliśmy cały dzień nad Jeziorem Trzeciej nocy, plotkując o różnych błahostkach, byleby odreagować przygnębiającą aurę. Mimo iż Levithan żywił melancholijne podejście do świata, powoli zaczynał się uśmiechać i reagować bardziej pozytywnie na bodźce zewnętrzne. Chociaż z drugiej strony, mógł dobrze udawać... Mimo to szczerze wierzyłem, że szybko wyjdzie na prostą. Położyłem łeb na wyprostowanych przed sobą łapach. Mieliśmy szczęście, gdyż tej nocy raczył nas odwiedzić Księżyc w pełni. Bezchmurne niebo delikatnie a za razem w całej okazałości eksponowało srebrną poświatę, zdobiąc wszechobecną ciemność setkami gwiazd. Stuliłem uszy wzdychając cicho. Nie raz marzyłem o tym, by wznieść się w powietrze i zostać tam na wieki, zostawiwszy przeszłość raz na zawsze na Ziemi aby móc dotknąć srebrzystej tarczy i na nowo poczuć opuszkami chłód Leraje*! Żałowałem, że położyłem swą dumę na szalę, w zamian za coś, co było nieosiągalne. Takim sposobem straciłem Leraje i to, czego tak namiętnie wciąż szukałem. Zerknąłem na towarzysza, któremu udało się przejść z płytkiej drzemki do silnych objęć Morfeusza. Wciąż nie rozumiałem jak wilk mógł mieć tak podobne oczy do Księcia! Pamiętam do dziś, jak ćwiczyliśmy szermierkę na dziedzińcu. Mimo iż był nieco starszy, nie potrafił dobrze wyczuć swego miecza, notorycznie narażając się na cios z prawej strony, przez co ciągle zarzucałem mu brak skupienia. Ćwiczyliśmy nocami w towarzystwie Księżyca, który był jedynym świadkiem tego tańca. To właśnie on rozbłyskał w naszych klingach dając nam do zrozumienia, że to co może być nieosiągalne wcale takie nie musi być. Mimo tego, iż był tak daleko od nas, notorycznie nas odwiedzał i dopingował abyśmy dążyli do celu za głosem serca.
-Nie idź tam...- sapnął towarzysz wyrywając mnie ze wspomnień. -Nie możesz...
Wilk zrobił się wyraźnie niespokojny, jakby nękany koszmarem. W pierwszej chwili chciałem go obudzić ale na szczęście mara dała mu spokój, dzięki czemu odprężył się, śpiąc dalej. Niestety po kilku minutach wytwór wyobraźni na nowo zaczął go męczyć, więc chcąc nie chcąc, musiałem zrobić to o czym myślałem wcześniej. Wstałem, po czym powoli podszedłem do towarzysza aby trącić go łapą w bok. Niestety nie był to dobry pomysł o czym przekonałem się dopiero po chwili. Zdezorientowany wilk wrzasnął po czym jakimś cudem wyłamał, po czym cisnął we mnie pniem drzewa, na którym to właśnie wisiała tabliczka z nazwą lokacji! Odruchowo użyłem efektu zbroi, przez co poleciałem wraz z drzewem paręnaście metrów do tyłu. Cała akcja trwała niespełna sekundę a ja utknąłem pod kłodą, zdając sobie sprawę, że niestety ale mój refleks okazał się zbyt wolny i solidnie uszkodziłem tylną łapę. Na moje nieszczęście, zaklinowała się pod drzewem, przez co z bólu nieomal niecenzuralnie wrzasnąłem. Dodatkowo gałęzie skutecznie przyszpiliły mnie do gleby. Zacisnąłem szczęki, przygryzając jednocześnie język do krwi, przez co szkarłatna struga pomknęła czym prędzej z mego pyska aby skryć się w ciemnej ziemi. Dopiero po kilku minutach usłyszałem zdenerwowany głos Levithana, który najwyraźniej sądził iż właśnie witam się z przodkami.
-Wyciągnij mnie...- sapnąłem ochryple z bólu.
-Żyjesz?!- wrzasnął podbiegając do kłody.- Jak to zrobiłeś?!
-Tak samo jak tym we mnie rzuciłeś!- warknąłem trzęsąc się. Kłoda była okropnie ciężka a ból łapy nie pozwalał mi się dobrze skupić przez co efekt zbroi malał a drzewo powoli przygniatało mnie coraz bardziej. -Pospiesz się!
-Choler*, przepraszam muszę się skupić. Szlak by to!- warknął przerażony, patrząc na mnie spanikowany.
-Będzie dobrze...- mruknąłem nie do końca sam przekonany co do swych słów.- Odetchnij.
-Nigdy nie przemieszczałem tak dużego obiektu i to na dodatek pod taką presją!- krzyknął łamiącym się głosem.- Sitri przepraszam... To moja wina. Gdybym tylko...
-Spokojnie. -przerwałem mu.- Unieś ją chociaż trochę, abym mógł wyciągnąć nogę. Wierzę w Ciebie.
Wilk patrzył na mnie przerażony a ja czułem, że z każdą minutą jest coraz gorzej. Krew z rozciętego języka pozostawiała znajomy metaliczny posmak w ustach a oddech zamierał mi w piersi. W ciągu tak krótkiej chwili doznałem urazu łapy i prawdopodobnie żeber, które na wskutek wymuszonej pozycji dodatkowo naciskały na płuca. Uniosłem łeb zerkając na basiora, który najwyraźniej toczył walkę sam ze sobą. Wyglądał jakby patrzył na coś kompletnie innego, gorszego, bardziej przerażającego niż rzeczywistość. Chciałem się odezwać ale zamiast jakichkolwiek słów wydałem jedynie z siebie cichy, zdławiony jęk bólu. To wystarczyło aby Levithan gwałtownie otrząsnął się i spróbował ponownie mi pomóc. Tym razem uniósł na tyle kłodę, że zdołałem się spod niej wyślizgnąć ale na ucieczkę zabrakło mi sił. Zamknąłem oczy padając na ziemię po czym usłyszałem trzask opadających gałęzi, które pękały w nowych miejscach. Nie czując na sobie ciężaru uchyliłem ostrożnie powiekę. Wilk zdołał nie tylko unieść kłodę ale także przesunąć ją nieco bardziej na wschód, przez co leżałem bezpiecznie między ciężkimi gałęziami. Następnie przecisnął się między nimi, chwycił mnie delikatnie za futro jak szczeniaka i delikatnie wyciągnął spomiędzy gałęzi.
-Sitri? Słyszysz mnie? - wypytywał krążąc nade mną, jednakże nie miałem sił aby cokolwiek odpowiedzieć.- Zabiorę Cię do watahy, muszą koniecznie Cię opatrzyć!
Basior chciał mnie podnieść z ziemi ale to jedynie przyprawiło mnie o kolejną falę bólu. Widząc, że nie jest za ciekawie zaczął rozglądać się nerwowo na boki. Patrzyłem na niego spod lekko przymkniętych powiek, powoli przestając logicznie myśleć. Adrenalina krążąca jeszcze kilka minut temu w moich żyłach, ograniczała doznania bólu, które teraz powróciły ze zdwojoną siłą. Byłem niemalże pewien że połamałem żebra ale nie miałem pojęcia, że w rzeczywistości mogło być o wiele gorzej. Wilk zdawał się myśleć podobnie a przynajmniej taką miał minę. W jego malachitowych oczach malował się strach, przygnębienie albo ... troska?
-To nic...- mruknąłem chcąc dodać mu chociaż nieco otuchy. Sam nie do końca wiedział bym jak pomóc drugiemu wilkowi będącemu aktualnie na moim miejscu, nie każdy jest przecież medykiem. Niestety te dwa słowa kosztowały mnie trochę za dużo, przez co złapał mnie kaszel, w skutek którego jedynie zwinąłem się z jękiem z bólu. Młodzieniec stulił uszy na kilka sekund. Mimo bólu nie chciałem aby się obwiniał, sam nieraz nękany koszmarem potrafiłem poczęstować kogoś prądem. Teraz jednak czułem się niebywale zmęczony a niska temperatura nie działała na niekorzyść. -Odpocznijmy....
Wilk skinął głową patrząc na mnie czujnie. Delikatnie zadrżałem czując na sobie powiew zimnego wiatru. Zmęczony organizm sam zaczął walczyć z bólem w znany sobie jedyny sposób, pozbawiając mnie przytomności.

*Leraje- miecz, który niegdyś należał do Sitriego, wykonany w dużej mierze z Księżycowego meteorytu. Dla Sitriego miecz ten jest dumą rycerską.

Nie szkodzi Levithan, koncepcję nasunąłeś niezmiernie ciekawą, która bardzo mnie uszczęśliwiła :3 Dokończysz?

wtorek, 27 listopada 2018

Od Levithana c.d.Sitri'ego

Towarzysz noszący imię Sitri wydawał mi się być dość miły. W końcu nie każdy wilk zdobywa dla Ciebie pożywienie, ba, a nawet martwi się o Ciebie. A może to powinno być na odwrót... cóż, jednakże coś mnie delikatnie niepokoiło w zachowaniu samca, lecz nie do końca pojmowałem co. Momentami wręcz wydawało mi się, że coś nie tyle co Jego samego gnębiło w myślach, a wręcz zamurowywało basiora na ułamki sekundy. Idąc pół kroku przed towarzyszem, co chwilę zerkałem na niego. Ten zaś bacznie mnie obserwował. Przyznam, że Sitri zaczął mnie sobą zaciekawiać. W Jego postępowaniu było kilka tajemnic, które - o dziwo - chciałem rozwiązać. Przełknąłem ślinę pomyślawszy o Riley. Była i nagle.. nie ma..
- Dokąd zmierzamy? - te słowa wyrwały mnie z myśli niczym najgłośniejszy alarm o poranku wyrywa z błogiego snu. Zająknąłem się, próbując dobrać słowa.
- Otóż.. w zasadzie to z wszystkich terenów watahy, tylko jednego nie znam. Myślę, że możemy tam się udać, zwłaszcza, że to właśnie w tę stronę. - powiedziałem odwróciwszy wzrok.
- Dużo myślisz, wiesz? - uśmiechnął się delikatnie.
- Fakt. Wybacz mi proszę, że myślami odbiegłem do całkiem innego świata. - westchnąłem na te słowa, po czym wzrokiem zawędrowałem ponownie na basiora.
- Innego? Jakiego? - przyspieszył kroku.
- A widzisz.. sam nie wiem. Chyba przeszłego, niedokonanego. - wbrew sobie poczułem jak delikatnie się uśmiecham.

Na miejsce, które dotychczas pozostawało szarą pustką w mej głowie, dotarliśmy dość sprawnie. Piękne, ogromne jezioro, na wschód od Głównej Osady. Totalne odludzie, jezioro w środku lasu... lecz jakie urokliwe, zwłaszcza jesienią.
- Piękne. - odparłem siadając.
- Racja. To Jezioro Trzeciej Nocy? - zapytał Sitri przysiadając obok.
- Tak. - przygryzłem język. - Wiesz może dlaczego ma taką nazwę?
- Szczerze? Nie - rozejrzał się. Na pniu po prawej stronie widniała wyryta nazwa jeziora, co świadczy o tym, że ktoś przed Jung tutaj był i to nie alfa wymyśliła taką zagadkową nazwę. Interesujące..
Miejsce w którym przesiadywaliśmy napawało me oczy swym pięknem, a spokój korzystnie wpływał na zachwianą równowagę w umyśle, jak i sercu. Spojrzawszy w niebo zdałem sobie sprawę, że do Głównej Osady przed nocą nie wrócimy. Biorąc pod uwagę fakt, że nie szczególnie spieszyło nam się na powrót, było wręcz oczywiste, że do Osady wrócimy dopiero kolejnego dnia, nad ranem.


< Sitri? Wybacz, że takie słabe, ale walczę ze snem :/ >

Od Katany c.d. Theor'a

Co prawda wiadomość o tym, że alfa organizuje ucztę, dotarła do mnie dość późno, lecz mimo to postanowiłam się wybrać. Księżyc wzeszedł na bezchmurnym niebie, a cała wataha zebrała się przy kolacji. Szczenięta dokazywały, w powietrzu unosiła się delikatna woń wina, a moja drobna sylwetka przemierzała cicho za plecami innych towarzyszów. Czułam się lekko nieswojo, ponieważ mówiąc wprost - o wielu wilkach jedynie ze słyszenia wiedziałam. Minusy samotniczego życia. Albowiem, w pewnej chwili poczuwszy czyjś wzrok na sobie, przystanęłam. Obróciwszy delikatnie głowę, dostrzegłam zbliżającego się w mą stronę Theor'a. Chwilę pobłądziłam wzrokiem po swych bokach, lecz nie znalazłam nikogo, do kogo mógłby basior zmierzać - a więc pozostałam ja.
Theor jest jednym z nielicznych wilków z watahy, z którymi w ogóle zamieniłam chociaż kilka słów. Ba, Theor jest jednym z tych, którzy są tutaj najdłużej, a sama ja byłam przy mości pana dołączeniu do naszych szeregów.
- Witaj Katano, ostatnio się nie widywaliśmy. - przywitał z lekkim uśmiechem.
- Witaj, to prawda. - odwzajemniłam uśmiech. Szczerze powiedziawszy, poczułam ulgę, że ktoś kogo znam jest w tej chwili obok i rozmawia właśnie ze mną. - Piękna noc.
- Fakt... - rozejrzał się. - Co Ty taka oddalona od wszystkich? Nie chciałaś posiedzieć wśród nowych (i starszych) członków watahy, bliżej ognia?
- Coś nie bardzo właśnie. Wolałam pobyć w dystansie. - uciekłam wzrokiem, wciąż z lekkim uśmiechem. - Jak tam życie mija, Theor'ze?

< Theor? c: >

poniedziałek, 26 listopada 2018

Od Sagitty - Quest Świąteczny #1

Wreszcie spadł puszysty, biały i… zimny śnieżek. Ale super! Mimo że to moja pierwsza zima, (a przynajmniej pierwsza, którą będę pamiętać) już mi się ona podoba. Szczególnie w lesie jest bardzo przyjemnie, chociaż mróz trochę szczypie w nos. Wracam od Katany, która uczy mnie strzelania. To bardzo fajne zajęcia wymaga jednak dużo wytrwałości. Podobno, jeśli ty opuścisz łucznictwo na jeden dzień, łucznictwo opuści ciebie na dziesięć dni*.
Nagle czuje na pysku śniegu! Dużo, dużo śniegu! Otrzepuje się i spoglądam w kierunku, z którego dochodzi mnie znajomy śmiech. Volans stał, raczej lewitował za olbrzymią sosną i śmiał się, jakby zaraz miał pęknąć. Biorę uspokajający oddech, a mój wzrok zatrzymuje się na gałęzi, pod którą znajduje się mój bart. W tę grę może grać dwóch, Vol. Naciągam łuk, wiszący mi do tej pory na plecach i posyłam strzałę w upatrzoną wcześniej gałąź. Volans zdaje się tego nie zauważać, bo nadal rechocze. Przestaje dopiero wtedy, gdy hałda śniegu zsypuje mu się na głowę. Jednak po chwili wygrzebuje się i znowu rzuca we mnie śniegiem, tym razem jednak udaje mi się skryć za drzewem i to w nie uderza kulka. W tej chwili słyszę głos mojego drugiego brata i naszej mamy dochodzący gdzieś w mojej lewej strony. Nie wiele myśląc, to w tamtą stronę rzucam śnieżkę i niemal w tej samej chwili można usłyszeć warknięcie Fornaxa. Wtedy zaczynam się śmiać. Niestety zapominam o nieprzyjacielu z tyłu i kulka śniegu ląduje za moim uchem. Prycham, ale nie mam czasu na kontratak, bo z lewej dochodzi zmasowany atak. Najwidoczniej mama i For połączyli siły. W tej sytuacji pozostaje mi tylko jedno:
- Vol, co powiesz na sojusz?
- Ty i ja przeciwko mamie i Forowi? Brzmi nieźle — Mój bart wyszczerza się do mnie i przekrada się do miejsca, w którym stoję. Tak oto rozpoczyna się największa bitwa na śnieżki w moim dotychczasowym życiu, która kończy się remisem, dopiero po jakiejś półtorej godzinie, gdy już nikt nie może zobaczyć więcej niż czubek własnego nosa. To ustala mama, ponieważ „jest już ciemno i trzeba iść spać” Do domu wracamy zmarznięci, zmęczeni, ale szczęśliwi.

*Przysłowie dawnych łuczników tureckich; http://www.lucznictwokonne.pl/traktat/rozdzialy/150_cwiczenia/exercises.html
Netka Sidereum Graphics