niedziela, 30 września 2018

Podsumowanie września

Witajcie drodzy towarzysze! Dziś jest ostatni dzień września, więc nadszedł czas na comiesięczny post podsumowujący. Za większością z nas pierwszy miesiąc szkoły, mam nadzieję, że oceny znakomite, a zmęczenie jeszcze nie doskwiera!
Wataha istnieje już ponad trzy miesiące, strasznie szybko ten czas leci... a pamiętam jak dopiero co pisałam formularz Jung. Ahh, ale do rzeczy. 

~~~

Podsumowanie w pigułce:
  • 24 napisane opowiadania (jest dobrze! Oby tak dalej!)
  • 5 wilków dołączyło do watahy (i to jest dla mnie prawdziwy hit!)
  • 2 szczenięta urodziły się w watasze.
  • Pojawił się konkurs.
  • 2 wilki spadły na rangę omegi.

~~~

Najwięcej opowiadań napisała Teneko (4), tuż po niej - Nibo i Arles (3), zaś Absolem, Nimdhir, Riley, oraz Sitri, zajmują wspólnie trzecie miejsce (każde z nich napisało po 2 opowiadania).
Po jednym napisanym opowiadaniu we wrześniu mają: Elver, Jung Yunge, Katana, Levithan, Lupo, Oriabi, oraz Theor.

~~~

Wynagrodzenia.
Teneko otrzymuje 3 FL, oraz 2 punkty do wybranych umiejętności.
Nibo, oraz Arles zaś - 2 FL i 2 punkty do wybranych umiejętności.
Każdy z wilków, który napisał po dwa opowiadania, otrzymuje 1 FL i 1 punkt do wybranych um.
Za to wilki, które napisały po jednym - 1 FL.

~~~

Dziś obchodzimy w naszym ludzkim (lecz nie mniej barwnym od wilczego) świecie dzień chłopaka. Tak więc wszystkim przedstawicielom płci męskiej życzę wszystkiego co najlepsze! 



Samica alfa Watahy Lodowego Księżyca,
Jung Yunge.

Od Arles do Nimdhr

Sen..Co?gdzie ja jestem?jestem w lesie!? jak?co do..nie mogłem nic powiedziedź bo jakieś ciernie zaczeły mnie dusić rozerwałem je ale zaraz pojawiały sie następne. Wyrosły z ziemi i chwyciły za szyję ,zaczęły podnosić ktoś krzyknął nie! Obudziłem się w lesie. Drzewa były bez liści.Była mgła usłyszałem hihot obrazki migały mi przed oczami ciernie,tamta wadera, oraz ten krzyk znowu śmiech. Cofnołem się i jakieś coś chwyciło mnie pazurami i rzuciło o drzewo, to był jakiś cień.. pazurem podniosło moją głowę spojrzałem mu w oczy i zobaczyłem siebie. Natychmiast się obudziłem. Pośpiesznie wybiegłem z jaskini,na skale pomyślałem o Nimdhir. miewa koszmary może mi pomoże? postanowiłem pobiegać po lesie.Piękna noc.. ze mną jest coś nie tak powiedziałem.Nagle nadleciały,świetliki pobiegłem za nimi i doprowadziły mnie do Nimdhir.Wszedłem do jej jaskini spała,gdy się obudzi pewnie mnie wyczuje i pewnie mi pomoże. Pokręciłem się po jej domu i czekałem aż sie obudzi minęła godzina a ona nadal śpi. Położę się obok Nimdhir i poczekam bo to co się stało nie było normalne...

Nimdhir?

Od Elvera c.d.Oriabi

- Oriabi! O nie, nie, nie. Przepraszam, że cię nie pilnowałem. Mama mnie zabije, albo nas... Otwórz oczy! - zacząłem panikować.
Ori jednak leżała i widać było tylko jak oddycha. Musiałem odgonić jakoś niedźwiedzia i zaciągnąłem go gdzieś w las. Wróciłem i zobaczyłem jak siostra otwiera oczy.
- Elver złap mnie za łapę. - wymamrotała. Zrobiłem jak powiedziała i pojawiliśmy się gdzieś w lesie. Zaczął boleć mnie brzuch i zwymiotowałem od tej nagłej podróży.
- Siostra... niedobrze mi. - zacząłem robić się smutny i chciałem zacząć płakać.
- Przepraszam, ale to zaraz minie. - wstała i zaczęła iść kulejąc.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałem.
- Znowu się nie udało. Ałł boli mnie łapa. - syknęła z bólu.
- Co się nie udało?
- Chciałam, żebyśmy byli przy domu, ale się nie udało...
- Ja chcę do mamy. - zacząłem płakać.
- Chodź do mnie... - przytuliła mnie. - Ja też się boję i chcę do mamy. - odparła po chwili.
Poczułem znajomy zapach jakiegoś, ale nie wiem jakiego wilka i zaczęły szeleścić krzaki. Przytuliliśmy się mocno i skuliliśmy.

Ktoś skończy opowiadanie tego malucha? :3

Od Lupo do Sitri'ego lub Jung Yunge

Nie ma to, jak ranne polowanie. Wiatr na futrze i delikatny szelest liści pod łapami. Ah. Jak ja lubię jesień a gównie przez jesienną depresję co powoduje, że ta pora roku jest do mnie trochę podobna. I jest zimno i się nie przegrzewam w moim futrze. Właśnie biegłem za małym szarym zajączkiem wyskoczyłem za nim z krzaków. Zatrzymałem się i obejrzałem wilka od stup do głów. Silny i wytrzymały, ale nie zbyt zwinny.
- Kim jesteś?- Zapytałem, a raczej warknąłem patrząc na niego z ukosa.
Nie ma to, jak ranne polowanie. Wiatr na futrze i delikatny szelest liści pod łapami. Ah. Jak ja lubię jesień a gównie przez jesienną depresję co powoduje, że ta pora roku jest do mnie trochę podobna. I jest zimno i się nie przegrzewam w moim futrze. Właśnie biegłem za małym szarym zajączkiem wyskoczyłem za nim z krzaków. Zatrzymałem się i obejrzałem wilka od stup do głów. Silny i wytrzymały, ale nie zbyt zwinny. Od czekałem chwilę tworząc szybki plan w głowie.
-Przedstawisz się w końcu? To bardzo niegrzeczne nie odpowiadać, gdy inni grzecznie pytają. - Powiedziałem wkurzony i strzepnąłem uchem. - Twa godność? - zapytałem oficjalnie.
-Wybacz. - O w końcu kultura. - Jam Sitri - odparł spokojnie.
-Jesteś sam? W jakim celu przybywasz? - Zapytałem wystawiając machając znudzony czarnym jak noc oraz zakończonym fioletową plamą (Nie wiem jak to nazwać) ogonem.
-Mości Panie chciałbym zapolować na niedźwiedzia. Przybywam samotnie. - Odparł. U mych stup pojawiła się Merry spojrzała mu w oczy.
~... Mówi Prawdę...~ Powiedziała, ale jednak nieufnie stając przy mnie w postaci wilka. Spokojnie go obwąchałem i sprawdziłem grzbiet i kark. Znowu obejrzałem go dokładnie.
-Chodź za mną dziwaku. Idziemy do alfy. - Powiedziałem stanowczym głosem co on przemilczał.
-Merry idź z tyłu. Gdyby chciał uciec powiadom mnie - powiedziałem szeptem do niej, na co kiwnęła łbem oraz zajęła pozycję za wilkiem. Zacząłem go prowadzić w stronę Osady Głównej. Szliśmy w ciszy. Tylko pozostałe ptaki, które nie odlatywały świergotały na drzewach. Po chwili usłyszałem szelest. Wyciągnąłem Kunai i nim rzuciłem. Z krzaków wyszła alfa, która się szybko odsunęła i spojrzała na mnie.
- Witaj Oblivion. Co to za wilk? - Zapytała mrużąc oczy.
- To Sitri. Przyszedł do nas z daleka zapolować na niedźwiedzia. - rzekłem do alfy.

<Sitri lub Jung Yunge?>

czwartek, 27 września 2018

Od Riley do Levithana

Rany, to dopiero była przygoda! Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio się tak dobrze bawiłam! Wpadliśmy do wody z głośnym pluskiem, by parę minut później wypłynąć na brzeg. Znalazłszy się na stałym lądzie padłam na ciepły piasek. Futro wciąż ociekało wodą, ale nie przeszkadzało mi to ani trochę - wręcz przeciwnie, przy takim upale kąpiel w rzece to chyba najprzyjemniejsza rzecz, jaką mogłabym sobie wymarzyć. Po chwili z błękitnej tafli zbiornika wynurzył się także mój towarzysz, któremu najwyraźniej niespieszno było wychodzić z wody.
- Wygrałam! - rzuciłam z triumfalnym uśmiechem podchodząc do basiora, na co ten spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem.
- Że co?
- Dopłynęłam jako pierwsza! - oznajmiłam szczerząc się od ucha do ucha.
Przyjaciel spojrzał w mym kierunku z wymownym, pełnym politowania uśmiechem - A ktoś mówił, że to wyścigi? - uniósł brew ku górze, powolutku wspinając się na leżącą nieopodal kłodę.
- Ha! Nawet gdyby to i tak nie masz żadnych szans!
- Założymy się? - Levithan przewrócił oczyma otrzepując się z wody, tym samym "zupełnie przypadkowo" ochlapując nią także mnie.
- Hej, przed chwilą się wysuszyłam! - warknęłam skoczywszy na przyjaciela. Sturlaliśmy się z pnia lądując na miękkiej trawie. Zielonooki popatrzył na mnie z rozbawieniem, jednak nie odezwał się ani słówkiem. Oho, coś kombinuje, widzę to!
- I co? Co Cię tak bawi? - mruknęłam uważnie obserwując malujący się na jego pysku tajemniczy uśmieszek - Wiesz co, Ty też mi się podobasz - powiedziałam i delikatnie liznęłam czubek jego nosa.
Nagle zapadła między nami cisza. W zasadzie nie wiem czemu, ale nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słówka, nie wspominając nawet o jakimś żarcie, bo dziwnym trafem żaden mi się jakoś na myśl nie nasuwał. Dziwne. Jeszcze nigdy przedtem nie czułam się tak nieswojo w obecności Levithana. On chyba też nie. Przez ten cały czas patrzyliśmy sobie w oczy, jakby wszystko dookoła po prostu przestało mieć znaczenie...
Nieoczekiwanie w lesie rozległo się głośne, przeciągłe wycie, płosząc stada okolicznych kruków, tym samym wyrywając nas z tego... Hm, dość nietypowego, błogiego stanu?
- Słyszałeś to? - zastrzygłam uszami momentalnie zrywając się na równe nogi.
Basior pokiwał głową, również podnosząc się z gleby.
- Myślisz, że to wilk albo kojot...?
- Nie mam pojęcia, ale to na pewno nikt z naszych - odparł samiec uważnie nasłuchując echa odbijającego się jeszcze między pniami drzew, jednak ku naszemu zaskoczeniu odgłos już nie nie powtórzył.
- To co robimy? Ten ktoś może potrzebować pomocy... - stwierdziłam spoglądając wyczekująco na Levithana.

Levithan?

środa, 26 września 2018

Od Nimdhir do Arles

Nie wiem co mnie napadło by atakować tego wilka. Przecież mogłam poczekać, aż sam się przedstawi, podejdzie lub ewentualnie na mnie skoczy. Chodź ta ostatnia opcja nie jest zbyt pozytywna, wole ją od tego, co stało się później się stało. Kiedy Arles zniknął w krzakach westchnęłam cicho. Szczęście w nieszczęściu podczas pod czas obyło się bez niespodziewanych wydarzeń. Wróciłam do – jak od teraz miałam ją nazywać – własnej jaskini i zwinęłam się w kłębek na posłaniu. Zamknęłam oczy, ale sen nie nadchodził. No, przynajmniej nie w swojej pierwotnej postaci. Wizja to coś czego nikt nie chciałby doświadczyć. Przychodzi nagle, jak grom z jasnego nieba, uderza błyskawicznie, a zawsze towarzyszy jej wielki ból. Byłam w Próżni. Nie pierwszy raz odwiedzałam to miejsce, ale dalej zadziwiało mnie jak z niczego pojawia się Coś. Cierniste pędy pojawiły się nagle, rzucając swój cień na wszystko co mnie otaczało. Taką wizję miewałam już kilka razy – zawsze to samo. Duszące mnie rośliny, tworzące zaciskającą się kopułę. Lecz tym razem było inaczej. Nim ciernie na dobre zacisnęły się na mojej szyi zobaczyłam Cień. Kształt niezidentyfikowanego wilka, walczącego z nacierającymi pędami. Moja żywa obroża znikła, a ja padłam na ziemię łapczywie łapiąc powietrze. Cierń zaatakowały samotnego wilka, a ja zdołałam tylko krzyknąć „Nie…!”.

Arles?

Od Arles do Nimdhir

Chmury mruknąłem a taka piękna noc ehh nie fart. Rozmyślania przerwało mi wycie innego wilka, dziwne o tej porze?ruszyłem w kierunku wyku i hałasu. Poczułem woń i głos obcego wilka
-pokaż się - powiedział z tego co poczułem to nie był silny wilk dzieliły nas tylko krzaki skoczyłem a on silnym kopniakiem powalił mnie na ziemię i obezwładnił.Zaraz to była wadera.. próbowałem się ruszyć ale ona mi to uniemożliwiała -kim jesteś warkneła
-jestem zwykłym nic nie znaczącym wilkiem więc łaskawie mnie puść -i puściła a ja łapą zasłoniłem ranę.
-zrobiłam ci coś-Zapytała?
-nie nic poważnego
-zaczekaj masz i czymś polała moją ranę.
-Będzie ci lepiej
-dzięki, kim ty jesteś?-zapytałem
-jestem Nimdhir a ty?
-ja jestem Arles i byłem na zwiadzie. Co ty w nocy tutaj robisz? Wszyscy śpią.
-ja nie śpię bo... Zawahała się
-powiedz nic się nie stanie
-miewam koszmary.
- Jeśli byś chciała to możemy się w nocy spotykać i pogadać o twoich snach.
-Pomyślę nad tym.
- okej to ja dokończę zwiad, i puszczam Ciebie wolno. Ruszyłem w stronę jeziora Trzeciej Nocy, kiedy tam dotarłem wziąłem sobie małą kąpiel. Brrr ale zimna i wydaje się ,że są tam inne wilki pewnie mam zwidy. Od dawna nic nie jadłem może jakiś króliczek z łatwością go wytropiłem i swoje kły wbiłem w jego krtań.Po małej kolacji wróciłem do domu i ruszyłem w stronę krainy snów...


< Nimdhir?>
Netka Sidereum Graphics