wtorek, 31 lipca 2018

Podsumowanie lipca

Nadszedł czas na pierwszy, comiesięczny post organizacyjny w watasze. 
No więc mamy za sobą pierwszy miesiąc wakacji - lipiec! Ah, działo się troszkę. 
~~~

Podsumowanie w pigułce: 
  • 32 napisane opowiadania
  • 5 wilków dołączyło do watahy
  • 2 wilki opuściły sforę 
  • 3 szczenięcia przyszły na świat
~~~

Najaktywniejszymi wilkami okazali się Riley z Levithanem (po 8 napisanych opowiadań), natomiast tuż po nich - Menace, oraz Theor (po 4 napisane opowiadania). Kolejna jest Lacerta (3), Jung Yunge i Katana (po 2), oraz Daemon (1 opowiadanie).
~~~

Riley dołączyła do grona administracji bloga, wykonała etykiety, oraz bardzo mi pomagała, za co pragnę raz jeszcze podziękować tutaj na forum. Stworzyła także dla nas dwa piękne bannery, które można zauważyć w zakładce "różności".
~~~

Ustaliliśmy kwestię starzenia się wilków - co trzeci miesiąc istnienia watahy, wilk starzeje się o rok. Oznacza to, że następne postarzenie wszystkich wilków w watasze nastąpi 23.09.2018.
~~~

W tym miesiącu zawarliśmy sojusz z Watahą Diamentowych Piór, Watahą Mrocznych Skrzydeł, Slaves of Delta, oraz Stadem Dzikich Wierzchowców.
~~~

Teraz czas na najprzyjemniejszą część podsumowania - wynagrodzenia
Za największą aktywność Riley oraz Levithan otrzymują po 3 FL, Menace i Theor po 2 FL, Lacerta, Jung Yunge, Katana i Daemon - 1 FL
Za dwa piękne bannery, królowanie swą obecnością na chacie, oraz wiele rad, pomocy, miłych słów jak i pomysłów, Riley otrzymuje dodatkowo 2 FL, oraz jeszcze jedne, szczere podziękowania. 
~~~

Ogłaszam też, że jeżeli nastanie taka potrzeba, Fornax, Volans, oraz Sagitta - mogą zostać postarzone w sierpniu, zamiast we wrześniu.
~~~

Nasza droga Katanka ma dziś urodziny! Z tej okazji otrzymuje 1 FL, a my zaśpiewajmy sto lat! :3

niedziela, 29 lipca 2018

Od Riley do Levithana

Zaraz po posiłku udaliśmy się na spacer przez las, by parę minut później zaklepać miejscówkę pod wielką, starą magnolią, która choć nie mogła się już poszczycić soczyście różowymi pąkami kwiatów; i tak wyglądała całkiem ładnie, a co najważniejsze - dawała przyjemny cień. Ułożywszy się na miękkiej, polnej trawie Levithan przymknął oczy najpewniej oddając się teraz rozkoszom własnych rozmyślań, bądź zwyczajnie ciesząc się chwilą. Po niedługim namyśle uczyniłam to samo. Przekręciwszy się na drugi bok wzięłam głęboki oddech napawając nos i uszy urokami tego niezwykłego miejsca. Zabawne, że ilekroć widzę te drzewa, coś głęboko w sercu karze mi szukać na nich maleńkiego wisiorka Kidy... Tak, moja siostra zawsze miała szalone pomysły, nie tylko będąc dzieckiem. Nigdy nie zapomnę jej pełnego radości pyszczka, gdy oznajmiła całej rodzince, że w końcu znalazła cytuję: miłość swego życia; a już niecałe dwa tygodnie później nieszczęśnik, któremu dane było się z nią spotykać oberwał nie powiem gdzie i wyżalić przyszedł się wtedy oczywiście do mnie... Koniec końców i tak ich związek (o ile w ogóle można tak to nazwać) nie przetrwał próby czasu, co chyba nie zraziło samej Kidy, która zbyt długo nie rozpaczała po utracie kolejnego partnera. Tia, tych miłości to ona miała w życiu sporo, czasem to nawet zastanawiałam się jak ona właściwie to robiła. Ale wracając do wisiorka; to właśnie od tego partnera dostała ową ozdobę, której skubana strzegła jak oka w głowie. Każdego dnia dumnie eksponowała kryształek na swej szyi niczym prawdziwa królowa. Któregoś słonecznego popołudnia zorganizowaliśmy rodzinną grę w piłkę, a że moja siostra należała do wyjątkowo zaciętych w walce zawodników nieopatrznie zgubiła swój drogocenny naszyjnik, który na domiar złego został elegancko wykopany wraz z piłką między gałęzie magnolii rosnącej nieopodal mego starego domu. Kombinowaliśmy całymi dniami jak odzyskać jej skarb. Hah, może i była momentami trochę próżna, ale zawsze potrafiła na swój sposób poprawić humor. Od jej zaginięcia minęło już tyle miesięcy, a ja wciąż łudzę się nadzieją, iż kiedyś znów ją zobaczę...
Nieświadomie uroniłam maleńką łzę, jednak gdy tylko zorientowałam się w sytuacji szybko starłam ją z pyska. Na szczęście Levithan wciąż leżał z zamkniętymi oczyma, najpewniej postanowił uciąć sobie małą drzemkę, zresztą, nie ma się co dziwić. Po tym wszystkim co dzisiaj przeszliśmy chyba dziwne byłoby gdybyśmy nie odczuwali zmęczenia. Po pewnym czasie również odpłynęłam w objęciach snu.
~•~•~•~
Czując przyjemne ciepło pod głową powoli uchyliłam powieki. Ku memu zaskoczeniu (jak i wielkiemu zażenowaniu) gdy tylko obraz nieco się wyostrzył, mym oczom ukazał się... Levithan. W sumie to nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż mój pysk jakimś niewytłumaczalnym cudem spoczął na jego łapach. Samiec patrzył na mnie z wyraźnym zakłopotaniem, jakby nie wiedział jak powinien w owej sytuacji się zachować. Ba! Ja też nie wiedziałam! Odsunęłam się raptownie posyłając mu przepraszające spojrzenie. W odpowiedzi westchnął tylko cicho, po czym podniósłszy się z trawy wysunął pytanie:
- To co? Wracamy do osady głównej, czy przejdziemy się gdzieś jeszcze?

Levithan?

Od Levithana do Riley

Za krzewami skubały trawę dwa dorodne zające.
- To co, bierzesz tego z lewej czy prawej? - zapytałem u uśmiechem, podkradając się obok wadery.
- Z lewej - oblizała się. Atak na uszate nie był ciężkim zadaniem i szybko się uporaliśmy. Niosąc zdobycze w pyskach, napotkaliśmy Jung Yunge, wyraźnie ucieszoną. 
- Witajcie, gdzie byliście tyle czasu? - zapytała spokojnie.
- A wiesz.. - odparłem, odkładając zdobycz na ziemię. - na polowaniu, przechadzce... i w jaskini pod wodospadem.
- Słucham? - zdziwiła się - a z resztą, opowiesz mi kiedy indziej. Słyszeliście nowinę?

Oboje z Riley pokręciliśmy przecząco głowami. Cóż mogło się wydarzyć? Nowe wilki w watasze raczej aż tak by naszej drogiej alfy nie rozpromieniły, a nic 'grubego' nie słyszałem aby się działo. 
- W watasze narodziły się szczenięta - ogłosiła. Chwila, co? Czy naprawdę tyle nas ominęło? Kto w ogóle był szczenny. - Nasza towarzyszka, Lacerta, która nie tak dawno dołączyła, wydała na świat potomstwo. Dwójka basiorów, oraz waderka. 

W odpowiedzi oboje się uśmiechnęliśmy. Jung pożegnawszy się, odeszła dalej w stronę w którą zmierzała wcześniej. Po poniesieniu zdobyczy, spojrzałem na Riley. Wadera odpowiedziała porozumiewawczym zerknięciem. Ruszyliśmy dalej, aby w końcu znaleźć się w cichym i przestronnym miejscu. Oboje skonsumowaliśmy tam swe zające, po czym położyliśmy się w cieniu. Ah, odpoczynek...

< Riley? >

piątek, 27 lipca 2018

Od Menace do Lacerty

Nadać dzieciom imiona pochodzące z nazw gwiazdozbiorów? Cóż... Dla mnie to nieco dziwne, ale to jej dzieci i może je nazwać jak sobie chce. Nie mam wpływu na jej decyzję. W milczeniu oboje przyglądaliśmy się maluchom, które co jakiś czas się wierciły.
- Co ci jest? -spytała Lacetra z pewnym przerażeniem.
W pierwszej chwili nie zrozumiałem o co jej chodzi, jednak po chwili w pysku poczułem słodki smak krwi. Sączyła się ona wolno z mojego nosa.
- A... To... Spadłem z sarny a ona jeszcze kopnęła mnie tylnymi kopytami. Ale to nic poważnego - zaśmiałem się cicho z zakłopotaniem.
Wadera położyła uszy po sobie i spojrzała na mnie z lekkim zdenerwowaniem.
- A właśnie. Mam dla ciebie sarnę... - zacząłem się wycofywać z nory.
Kiedy z trudem się z niej wydostałem podążyłem do sarny, która leżała nieopodal. Złapałem ją za kark i przyciągnąłem tuż przed norę. Z uśmiechem i dość nieukrywaną dumą.

(Lacerta?)

czwartek, 26 lipca 2018

Od Lacerty do Menace

Uśmiechnęłam się, słysząc podekscytowany głos Menca, jak zwykłam nazywać w myślach basiora. Nie dziwi mnie jego reakcja, szczenięta są śliczne, wszystkie, bez wyjątku. Popatrzę na basiora, raczej nie stanowił zagrożenia, zafascynowanego szczeniętami. I tym razem mu się nie dziwię.
- Masz jakieś pomysły na imiona? - zapytał cicho wilk, pamiętając moje wcześniejsze słowa.
- Tak - nawet przez chwilę nie miałam wątpliwości jak chce nazwać swoje dzieci. - Volans, Sagitta i Fornax - wskazałam nosem najpierw na czarno-biało-niebieską kulkę, następnie pokazuje jego ciemną waderkę i rudo brązowego samczyka.
Mance przyglądał mi się, jakbym zwariowała, westchnęłam i zaczęłam tłumaczyć.
- To nazwy gwiazdozbiorów - wyjaśniłam spokojnie. - To tradycja w mojej rodzinie.- Menc pokiwał głową, ale nadal nie był przekonany co do mojego wyboru. Czekaj, czemu ja w ogóle przejmuje się tym reakcją basiora na imiona moich dzieci. Lacerta ty go nawet nie znasz, dla twojego dobra i dobra twoich dzieci, uspokój się. Mój zdrowy rozsądek wreszcie się uruchomił. Nie wiedziałam, że w ciągu doby tak bardzo polubiłam mojego towarzysza podróży. Teraz musiałam być bardzo ostrożna. Nie mogłam ryzykować zdrowia i życia moich dzieci.

[Menace? Ech, to nie jest dobre. Wena mi gdzieś uciekła. Wybacz :( ]

Od Daemona do Lacerty

- Co to jest?
Midori od rana chodziła ze mną po nowych terenach i oglądała zioła. Jako moja "nauczycielka" nie mogła powstrzymać się od sprawdzenia moich umiejętności.
- Żyworódka pierzasta - mruknąłem, oglądając kwiat z bliska - I zanim spytasz. Zawiera dużo witaminy C i soli mineralnych. Ma właściwości regenerujące, przeciwzapalne, bakteriobójcze, wirusobójcze oraz antygrzybiczne.
- Dobrze, już dobrze. Jesteśmy tu dopiero jeden dzień, a ty już marudzisz!
Zaśmiałem się cicho, gdy jej skrzydło otarło się o mój bok w pocieszającym geście. Nigdy nie przypuszczałbym, że ktoś postanowi zaakceptować w swojej watasze uciekiniera. Ale jednak stało się. I znów miałem nową rodzinę, choć jak do tej pory nie odważyłem się by do kogokolwiek się odezwać.
Wszedłem do jednej z jaskiń, która została mi przydzielona przez alphę i położyłem zioła na półce skalnej. Wiedziałem, że znajduje się tu drugi medyk, lecz jak zawsze wolałem zrobić zapasy samemu, by choć na chwilę odsapnąć od tej nowej sytuacji.
- To chyba wszystkie z podstawowych ziół. Na razie wystarczy - smoczyca spojrzała przez szczelinę w skale na zewnątrz i uśmiechnęła się - Ktoś idzie.
Moje uszy poszybowały w górę, gdy z zaciekawieniem spojrzałem w stronę wejścia. Do jaskini nagle wpadła czarno-niebieska kulka, machając puchatym ogonem. Z poślizgiem zatrzymała się przede mną, nasze nosy dotknęły się na sekundę. Chwilę później pojawiła się dorosła wadera z piórami w sierści, a za nią dwie małe wadery. Cóż, może nie wyglądam, jak ktoś kto kocha małe stworzenia, ale szczeniaki są dla mnie najcudowniejszą rzeczą na świecie - zawsze cieszę się, gdy dzieci innych wader są zdrowe.
Uśmiechnąłem się ciepło do szczeniaków, czując te przyjemne ciepło rodzinne rozchodzące się po moim ciele.
- Hej, mały - mruknąłem cicho do samczyka stojącego przede mną
- Nie jestem mały! - mówiąc to skoczył na mnie, a ja sturlałem się na bok z lekkim uśmiechem.
- Przepraszam, wojowniku, poddaje się! - młody zszedł ze mnie rozbawiony i szczęśliwy, że dał radę "pokonać" większego od siebie.
- Przepraszam, twoje młode są bardzo piękne. Czy coś się stało, panienko?

<Lacerta?>

Od Riley do Levithana

- Proponuję abyśmy poszli coś zjeść - rzekł spokojnym głosem samiec, przerywając tym samym długotrwałą ciszę, która dziwnym trafem wcale nie była dla mnie tak irytująca jak zazwyczaj, wręcz przeciwnie - czułam się w towarzystwie Levithana wyjątkowo dobrze (może aż za dobrze? Hm, sama już nie wiem).
W odpowiedzi skinęłam tylko głową, podążając za basiorem w pobliskie krzewy. Mimo iż starałam się z całych sił nie wracać już myślami do zdarzeń w tunelu, przez cały czas leżało mi na sercu, że zachowałam się tak nieodpowiedzialnie. Chcąc nie chcąc, w pewnej chwili musiałam odwlec spojrzenie od wierzchołków drzew, które z niewiadomych przyczyn zdawały się być teraz wręcz idealnym punktem do zaczepienia wzroku; dzięki czemu zorientowałam się, że towarzysz od dobrych paru sekund mi się przygląda.
- Emm... Coś nie tak? - zerknęłam na przyjaciela z lekkim zakłopotaniem przygryzając wargę. Zapewne musiałam już od baaaardzo długiego czasu się nie odzywać, wędrując w otchłani wspomnień.
- N-nic takiego... - pospiesznie odwrócił pysk dla niepoznaki. Najwyraźniej spodziewał się innej reakcji, albo zwyczajnie nie zastanawiał się nad tym co robi.
Nieoczekiwanie dobiegł do nas cichy szelest liści. Uniósłszy pysk ku górze basior zastrzygł brązowymi uszami - Słyszałaś to?
- Tak, chyba tak... - przebiegłam wzrokiem po liściastych kępach. Jeśli mój nos jeszcze nie przeszedł na emeryturę (w co szczerze wątpię, ale cóż, kilka razy już mnie szanowny niuch zawiódł, więc teoretycznie powinnam wziąć pod uwagę takową opcję) to gdzieś tutaj musi być jakiś zając. Po wyrazie pyska wilka mogłam wywnioskować, że obydwoje pomyśleliśmy o tym samym.
- Idziemy? - odruchowo zamerdałam ogonem na myśl o kolejnym polowaniu.
- Panie przodem - Levithan uśmiechnął się szarmancko odsuwając łapą jedną z gałązek bym mogła przejść. Posłałam przyjacielowi delikatny uśmiech zupełnie przypadkowo przejeżdżając czubkiem kity po jego nosie, po czym bezszelestnie przeczołgałam się między krzewy.

Levithan? :3
Netka Sidereum Graphics