poniedziałek, 25 marca 2019
Od Aiden
Nowa członkini Watahy. Ale to słabo brzmi, no ale jak już jestem tą członkinią Watahy, przydałoby się obejrzeć okolicę. Narazie zdążyłam tylko obejrzeć własną jaskinię w Osadzie. Zdecydowałam, aby przejść się nad rzekę. Podobno nurt wody jest spokojny, dzięki czemu można spokojnie przejść. Po krótkiej przechadzce byłam już przy rzeczce. Przypomniały mi się czasy, gdy razem z moim bratem chcieliśmy upolować sarnę bez pomocy naszej matki. Wtedy właśnie odkryłam moją umiejętność kontrolowania zwierzętami. Upadłam na ziemię, nie mając pojęcia ile energii mnie to kosztuje. Derek w tym czasie podciął szyję sarny pazurami. Mój brat próbował mnie obudzić i po kilku minutach mu się to udało... Moje wspomnienia przerwał głos łap. W mgnieniu oka wstałam i zaczęłam się wpatrywać w nieznajomego. Spojrzałam jeszcze raz na basiora i odwróciłam się. Przeszłam przez rzekę idąc prosto przed siebie. Zaczęłam biec, słysząc odgłosy łap za sobą. Długo tak nie biegłam, bo czułam, że zaraz przyda mi się moja umiejętność i muszę chwilę odpocząć. Kiedy w polu mojego widzenia pojawiła się drobna sarenka. Moje oczy zmieniły kolor, na ten, który lubię najbardziej. Sarna zaczęła się do mnie zbliżać, a ja wiedziałam, co zrobić. Podskoczyłam i przegryzłam jej gardło. Byłam lekko zmęczona po tym, więc położyłam się na trawie i zaczęłam lekko podgryzać kończyny sarny. W oddali zauważyłam tego samego basiora, którego spotkałam nad rzeką. Wydawało mi się, że cały czas obserwował to co ja robię...
Aiden - łucznik
"Pies merda z radości ogonem.
Potrzebne do tego radość i ogon."
~ Stanisław Jerzy Lec

autor: whitespiritwolf (DA)
Imię: Aiden
Płeć: wadera
Wiek: 4 lata
Urodziny: 03.03
Stanowisko: łucznik
Charakter:
No cóż... Aiden z natury ma dość trudny charakter. Jest typową pesymistką. Rozsiewa wokół siebie aurę tajemniczości. Lecz na ogół wydaje się dość spokojna. Jednak to tylko pozory. To złośliwa samiczka, która będzie zawsze stawiała na swoim, więc jeśli postanowi nie iść to znaczy, że nie pójdzie i koniec, bez dyskusji, no chyba że Alpha będzie kazać iść, będzie musiała się do tego zmusić. Uwielbia denerwować wilki, których nie lubi, ale jeszcze bardziej ubóstwia, kiedy oni po prostu są od niej z daleka i nie musi się odzywać. Jest tak jakby aspołeczną waderą. Nawet przy swoich przyjaciołach może siedzieć cicho. Jest uparta, więc nie ma szans na uproszenie miłym słowem, czy czymkolwiek innym. Współpraca przychodzi jej w zależności od osoby. Aiden jest dość wredną waderą, lecz gdy kogoś pokocha jest bardzo wierna i oddana. By zadowolić przyjaciela lub partnera zrobi wszystko co w jej mocy, choćby miała to przypłacić własnym dobrem. Aiden od starszego brata Derek'a nauczyła się, jak szybko wyczuć jakiś słaby punkt. Wystarczy chwila nieuwagi, by się na ciebie rzuciła, oczywiście tylko jak cię nie toleruje, co jest rzadkością. Nie wiadomo kogo nie lubi, nie da się określić, kiedy się na nią patrzy nie widzisz, czy chce cię zaatakować, czy jesteś dla niej obojętny. Nie radzę przy niej mieć czegoś cennego, ponieważ lubi kraść i ma niemałą kolekcję ukradzionych rzeczy. Czasami gdy ją zobaczysz w jakimś miejscu, w tajemniczy sposób w czasie kiedy ty się odwrócisz lub chociażby mrugniesz, już jej nie widzisz. Ciekawe nieprawdaż? Nauczył ją tego również brat Derek. Nie to nie jest jej "supermoc" czy coś takiego. Ona się zwyczajnie chowa.
Moce:
- Może kontrolować zwierzętami, oczywiście takimi, które nie są członkami watahy.PDaje komendy takim zwierzęciom jak na przykład sarna lub jeleń, aby same do niej podeszły i by mogła je po prostu zabić, lecz zużywa na to dużo siły i ledwo daje radę je zaatakować.
- Aiden posiada zdolność do wchłaniania bólu zwierząt, dotykając łapą ich skóry u przednich kończyn.
- Może kontrolować zwierzętami, oczywiście takimi, które nie są członkami watahy.PDaje komendy takim zwierzęciom jak na przykład sarna lub jeleń, aby same do niej podeszły i by mogła je po prostu zabić, lecz zużywa na to dużo siły i ledwo daje radę je zaatakować.
- Aiden posiada zdolność do wchłaniania bólu zwierząt, dotykając łapą ich skóry u przednich kończyn.
Partner: brak
Rodzina:
Matka - Talia Hale. Aiden nie chce nikomu opowiadać o jej relacjach z matką, więc zostawmy to tak i pójdźmy dalej.
Ojciec - Nigdy go nie poznała, jej matka chciała, aby ona i jej brat nic o nim nie wiedzieli.
Brat - Derek Hale, swego czasu były alpha, w którego stadzie znalazła się Aiden. Darzy swojego brata miłością i chciałaby, aby również znalazł się w tym miejscu, lecz jest on Betą w stadzie swego przyjaciela.
Wujek - Peter Hale, zamykał Aiden w zamrażarce na kilka godzin, dzień lub nawet dwa, gdy tylko zrobiła coś źle. Nienawidzi jak ktoś się pyta o jej wujka, przez którego ma poważną klaustrofobię.
Matka - Talia Hale. Aiden nie chce nikomu opowiadać o jej relacjach z matką, więc zostawmy to tak i pójdźmy dalej.
Ojciec - Nigdy go nie poznała, jej matka chciała, aby ona i jej brat nic o nim nie wiedzieli.
Brat - Derek Hale, swego czasu były alpha, w którego stadzie znalazła się Aiden. Darzy swojego brata miłością i chciałaby, aby również znalazł się w tym miejscu, lecz jest on Betą w stadzie swego przyjaciela.
Wujek - Peter Hale, zamykał Aiden w zamrażarce na kilka godzin, dzień lub nawet dwa, gdy tylko zrobiła coś źle. Nienawidzi jak ktoś się pyta o jej wujka, przez którego ma poważną klaustrofobię.
Potomstwo: brak
Coś więcej o wilku:
- Kiedy kontroluje jakimś zwierzęciem, jej oczy są kolorów czarnego, białego oraz czerwonego. Twardówka jest cała czarna, tęczówka jest koloru białego, natomiast źrenica jest krwawo-czerwona.
- Często używa sarkazmu, lecz zawsze można pomyśleć "Czy na pewno to jest sarkazm?".
- Kiedy była szczeniakiem cierpiała na ADHD. Tak, ta tajemnicza, sarkastyczna i wredna wilczyca miała ADHD. Trochę dziwne.
- Jedną z najczęściej używanych "umiejętności" Aiden jest jej umiejętność łatwej kradzieży rzeczy bez poczucia winy.
- Ma świetny węch, które pozwala jej śledzić zwierzęta na długich dystansach wyłącznie przez zapach, dopóki zapach nie jest spłukany z deszczem lub nie jest przytłaczany przez silniejsze zapachy, takie jak chemikalia.
- Ze względu na fakt, że Aiden cierpiała przez swojego wujka na klaustrofobię co było związane z tym, że zamykał ją w zamrażarce jako karę za nawet najmniejsze wykroczenia. Aiden ma poważny przypadek klaustrofobii, która jest wyzwalana, gdy znajduje się w małym pomieszczeniu.
- Często używa sarkazmu, lecz zawsze można pomyśleć "Czy na pewno to jest sarkazm?".
- Kiedy była szczeniakiem cierpiała na ADHD. Tak, ta tajemnicza, sarkastyczna i wredna wilczyca miała ADHD. Trochę dziwne.
- Jedną z najczęściej używanych "umiejętności" Aiden jest jej umiejętność łatwej kradzieży rzeczy bez poczucia winy.
- Ma świetny węch, które pozwala jej śledzić zwierzęta na długich dystansach wyłącznie przez zapach, dopóki zapach nie jest spłukany z deszczem lub nie jest przytłaczany przez silniejsze zapachy, takie jak chemikalia.
- Ze względu na fakt, że Aiden cierpiała przez swojego wujka na klaustrofobię co było związane z tym, że zamykał ją w zamrażarce jako karę za nawet najmniejsze wykroczenia. Aiden ma poważny przypadek klaustrofobii, która jest wyzwalana, gdy znajduje się w małym pomieszczeniu.
Umiejętności:
siła: ●○○○○○○○○○
szybkość: ●○○○○○○○○○
zwinność: ●●○○○○○○○○
wytrzymałość: ○○○○○○○○○○
strategia: ○○○○○○○○○○
Właściciel: deucalion, sayonaragvrl@gmail.com
środa, 20 marca 2019
Od Oriabi c.d Kaze
- A ty? Czym się zajmujesz? - zapytał Kaze.
- Jestem na patrolu. Same nudy w sumie. - stąpałam rytmicznie po ziemi i nuciłam sobie w myślach jakąś piosenkę.
- A twoim zadaniem jest zeskakiwanie na kogoś z powietrza?
- To był wypadek. Chodziłam sobie po drzewach i jakoś tak wyszło. - uniosłam uszy. - Jesteśmy już niedaleko. - podbiegłam w podskokach jak mały zając, który skacze sobie po łące.
- Ori? - Elver uniósł łeb na dźwięki z zewnątrz.
- Hejo. Mam tu rannego. To jest Kaze. - pokazałam na samca, który akurat wszedł.
- Witam. Jestem Elver. Pokaż, co tam masz. - odparł spokojnie.
Ten tylko przytaknął i podszedł do mojego brata. Zaczął zadawać pytania typu: „Co się stało?" lub inne takie. Jakieś opatrunki mu dał czy coś. Nie wiem, nie patrzyłam uważnie. Widziałam tyle, że coś tam mu grzebał przy skrzydle, ale to nic złego, skoro jest medykiem. Postanowiłam ich zostawić samych i pójść do mamy. Może się lepiej poznają? A mi się nudziło, więc to i tak była lepsza opcja. Akurat zastałam ją, jak patrzyła na nasze rysunki na ścianie jaskini.
- Mamo? - spojrzałam ciekawskim wzrokiem na nią, ale dalej mówiłam szczęśliwym tonem.
- Hmm? O hej Oriabi. - odwróciła się i uśmiechnęła.
Podeszłam do niej, usiadłam obok i położyłam łapę na swoim rysunku.
- Nie tak dawno to robiłam co? - zaśmiałam się i mój ogon znów poszedł w ruch.
- Tia. Nie aż tak dawno. - westchnęła.
Po jakimś czasie postanowiłam wrócić do mojego nowego kolegi. Podeszłam pod wejście i w sumie nie wiem, czy wbiłam w środek konwersacji, ale jakoś tak wyszło.
- To co, jak tam z skrzydłem? - zapytałam.
- Jestem na patrolu. Same nudy w sumie. - stąpałam rytmicznie po ziemi i nuciłam sobie w myślach jakąś piosenkę.
- A twoim zadaniem jest zeskakiwanie na kogoś z powietrza?
- To był wypadek. Chodziłam sobie po drzewach i jakoś tak wyszło. - uniosłam uszy. - Jesteśmy już niedaleko. - podbiegłam w podskokach jak mały zając, który skacze sobie po łące.
- Ori? - Elver uniósł łeb na dźwięki z zewnątrz.
- Hejo. Mam tu rannego. To jest Kaze. - pokazałam na samca, który akurat wszedł.
- Witam. Jestem Elver. Pokaż, co tam masz. - odparł spokojnie.
Ten tylko przytaknął i podszedł do mojego brata. Zaczął zadawać pytania typu: „Co się stało?" lub inne takie. Jakieś opatrunki mu dał czy coś. Nie wiem, nie patrzyłam uważnie. Widziałam tyle, że coś tam mu grzebał przy skrzydle, ale to nic złego, skoro jest medykiem. Postanowiłam ich zostawić samych i pójść do mamy. Może się lepiej poznają? A mi się nudziło, więc to i tak była lepsza opcja. Akurat zastałam ją, jak patrzyła na nasze rysunki na ścianie jaskini.
- Mamo? - spojrzałam ciekawskim wzrokiem na nią, ale dalej mówiłam szczęśliwym tonem.
- Hmm? O hej Oriabi. - odwróciła się i uśmiechnęła.
Podeszłam do niej, usiadłam obok i położyłam łapę na swoim rysunku.
- Nie tak dawno to robiłam co? - zaśmiałam się i mój ogon znów poszedł w ruch.
- Tia. Nie aż tak dawno. - westchnęła.
Po jakimś czasie postanowiłam wrócić do mojego nowego kolegi. Podeszłam pod wejście i w sumie nie wiem, czy wbiłam w środek konwersacji, ale jakoś tak wyszło.
- To co, jak tam z skrzydłem? - zapytałam.
< Kaze? >
niedziela, 17 marca 2019
Od Riley c.d Levithana
Rozmowa z alfą watahy przebiegła... Naprawdę dobrze, lepiej niż mogłabym się spodziewać. Gdy tylko stanęłyśmy twarzą twarz, jakby nigdy nic wtuliłyśmy się, po czym wadera wskazała mi moją starą, obecnie odrobinę zaniedbaną już jaskinię. Ach, minęło już tyle czasu... Wszedłszy do środka, rozejrzałam się po wnętrzu groty, jednak dobrze jest wrócić do domu. Prawdę mówiąc nie spodziewałam się takiej życzliwości ze strony Levithana, jak i Jung Yunge, w końcu odeszłam... Tym bardziej poczuwałam się do obowiązku, by im za to jakoś podziękować, ale jak i kiedy to zrobię, to już trzeba będzie lepiej zaplanować, a póki co chyba warto byłoby skupić się na tym, co w obecnej chwili najważniejsze - ogarnięciu tego pierdzielnika, potocznie zwanego niegdyś mą kwaterą. Tym oto sposobem przez kolejną godzinę użerałam się ze stosem pajęczyn, kłębami kurzu i wszystkim czym tylko natura może brzydko mówiąc zaśmiecić każde, ucywilizowane mieszkanko (taa, wypowiedziała się ta, która nawet nie odróżnia niektórych literek, a same "ucywilizowane" czy jak kto woli ludzkie przedmioty są jej raczej obce). Rzecz jasna przyjaciel nie miał zamiaru stać bezczynnie i nim ogarnęłam, że w ogóle wszedł za mną do środka, już zajął się kilkoma większymi robótkami pająków mieszczącymi się u sufitu groty, niemniej jednak szybko wybiłam mu ten pomysł z głowy i koniec końców wyprosiłam basiora z jaskini. Nie żebym miała jakiś problem z jego obecnością, bo należy do grona nielicznych osób, z którymi mogłabym spędzać każdą wolną chwilę, aczkolwiek to nie zmienia faktu, iż nie lubię się wyręczać czyimiś łapami, niezależnie w jakiej pracy.
Levithan? <3
Przepraszam, że tak długo
wtorek, 12 marca 2019
Od Jung Yunge c.d Abolema
- Bardzo chętnie. - odparłam z uśmiechem, zerkając na niezadowolonego, rudego kocura. Ruszyliśmy spacerem w kierunku jaskini Absolema, która na szczęście nie była daleko. Zielona Herbata Bez Cukru wskoczył samcowi na grzbiet, tłumacząc się szczypiącymi od śniegu opuszkami łapek. Uśmiechnęłam się na ten widok. W jaskini popielatego basiora zasiadłam przy stoliku i obserwowałam jak samiec zaparza z pasją herbatkę dla siebie, kotka i dla mnie.
- Pragniesz cukru? - zapytał szybko, podchodząc do mnie z filiżanką.
- Dziękuję, nie słodzę. - uśmiechnęłam się. Absolem usiadł obok mnie, popijając gorący napój.
- Jak się sprawy miewają? - spytał między jednym łykiem, a drugim. Spojrzałam w swoje odbicie w herbatce.
- W zasadzie, to średnio bym rzekła. Tracimy wilki w szeregach, szczególnie z ostatniego pokolenia, mróz wypędza z okolicy zwierzynę, owoce nie śmią myśleć o zaczęciu rośnięcia przez to zimno, a cała wataha nie jest gotowa na żaden atak. W przypadku gdyby sfora utraciła głowę 'królestwa', to czeka watahę bezkrólewie. - westchnęłam. - Nie sądziłam, że zarządzanie własną watahą może być tak... problematyczne?
Samiec pokiwał ze zrozumieniem głową. Wzięłam łyk herbaty.
- Spodziewałam się małej grupki wilków, która będzie niczym rodzina, a tutaj przez nasze szeregi przechodzi ich spora ilość, a każdy wilkiem do drugiego wilka. - zaśmiałam się z westchnieniem. - Ciężko ogarnąć to samemu.
- Pragniesz cukru? - zapytał szybko, podchodząc do mnie z filiżanką.
- Dziękuję, nie słodzę. - uśmiechnęłam się. Absolem usiadł obok mnie, popijając gorący napój.
- Jak się sprawy miewają? - spytał między jednym łykiem, a drugim. Spojrzałam w swoje odbicie w herbatce.
- W zasadzie, to średnio bym rzekła. Tracimy wilki w szeregach, szczególnie z ostatniego pokolenia, mróz wypędza z okolicy zwierzynę, owoce nie śmią myśleć o zaczęciu rośnięcia przez to zimno, a cała wataha nie jest gotowa na żaden atak. W przypadku gdyby sfora utraciła głowę 'królestwa', to czeka watahę bezkrólewie. - westchnęłam. - Nie sądziłam, że zarządzanie własną watahą może być tak... problematyczne?
Samiec pokiwał ze zrozumieniem głową. Wzięłam łyk herbaty.
- Spodziewałam się małej grupki wilków, która będzie niczym rodzina, a tutaj przez nasze szeregi przechodzi ich spora ilość, a każdy wilkiem do drugiego wilka. - zaśmiałam się z westchnieniem. - Ciężko ogarnąć to samemu.
< Absolem? >
wtorek, 5 marca 2019
Od Absolema c.d Jung Yunge
Królowanie zimy nie przeszkodziło Absolemowi w wybraniu się na samotny spacer. W przeciwieństwie do Zielonej Herbaty Bez Cukru i Kocimiętki, którzy zostali w jaskini, wilk całkiem lubił zimę. Podobała mu się niezwykła, wręcz magiczna atmosfera, jaka powstawała po solidnych opadach śniegu. Świat pogrążony w bieli, cichy i tajemniczy, zdecydowanie miał w sobie piękno, dostrzegalne nawet pomimo podmuchów mroźnego wiatru.
Po półgodzinie chodzenia po czarno-białym lesie, Absolem przyspieszył do truchtu. Mróz przeniknął już przez jego futro i obudził tęsknotę za ciepłem herbaty i przytulnej jaskini – w końcu chłód działał na wszystkich tak samo, nawet na miłośników zimy. Może na prawie wszystkich...
W pewnym momencie popielaty wilk wyczuł nasilający się zapach Jung Yunge. Przemknęło mu przez myśl, że dawno nie rozmawiał z Alfą. Pogawędka mogłaby być miłą odmianą... Absolem skręcił więc w prawo, w kierunku rzeki. Po chwili dostrzegł spomiędzy ośnieżonych krzewów wilczycę, której futro zlewało się z leżącym dookoła białym puchem. Właśnie udało jej się rozbić taflę za pomocą gałęzi – teraz pochyliła się, by zaspokoić pragnienie. Po chwili odskoczyła do tyłu. Nie wyglądała na wystraszoną, więc Absolem wywnioskował, że jej nagłą reakcję wywołała temperatura wody. Wiedział, że nie powinno go to bawić, ale nie mógł powstrzymać śmiechu. Jung Yunge odwróciła głowę w jego stronę, więc niegrzeczne byłoby, aby nadal pozostawał w ukryciu.
– Witaj, Jung. Widzę, że zima ci nie na łapę... – rzekł do niej Absolem, wychodząc zza ośnieżonych krzewów. Uśmiechnął się do Alfy, która odwzajemniła gest.
– Dzień dobry, Absolemie – przywitała się wilczyca. – Nie uśmiecha mi się, że każdego dnia muszę na nowo rozbijać lód, by napić się wody, w dodatku lodowatej. Ale przynajmniej mam co pić – oznajmiła z optymistycznym podejściem.
– Rzeczywiście, ciężko dostać się do wody – przyznał Absolem. – Ale jeśli o mnie chodzi, jej temperatura mi nie przeszkadza. I tak muszę ją podgrzać, jeśli chcę zaparzyć herbatę.
– Jeśli chce się pić herbatę, to faktycznie wodę trzeba najpierw podgrzać – odpowiedziała Jung Yunge.
– Absolem, do yerba mate – rozległo się niezadowolone miauknięcie. Popielaty basior odwrócił się i ujrzał, ku swemu zdziwieniu, Zieloną Herbatę Bez Cukru brnącego przez śnieg. Wilk nic z tego nie rozumiał. Przecież kocur został w domu, czyż nie? Co wiec robił tutaj, wśród śniegów?
– Jak miło, że zostawiłeś mnie w tym śniegu dla jakiejś panienki – prychnął kocur.
– O co ci chodzi? Zostałeś przecież w jaskini – odpowiedział Absolem z nutą irytacji w głosie. Potem zwrócił się do Jung Yunge. – Wybacz mu, Jung. Naprawdę nie lubi śniegu. Lepiej wrócę z nim do domu i zrobię mu jakąś herbatkę... Może też przyjdziesz? Nie musiałabyś pić tej lodowatej wody.
Po półgodzinie chodzenia po czarno-białym lesie, Absolem przyspieszył do truchtu. Mróz przeniknął już przez jego futro i obudził tęsknotę za ciepłem herbaty i przytulnej jaskini – w końcu chłód działał na wszystkich tak samo, nawet na miłośników zimy. Może na prawie wszystkich...
W pewnym momencie popielaty wilk wyczuł nasilający się zapach Jung Yunge. Przemknęło mu przez myśl, że dawno nie rozmawiał z Alfą. Pogawędka mogłaby być miłą odmianą... Absolem skręcił więc w prawo, w kierunku rzeki. Po chwili dostrzegł spomiędzy ośnieżonych krzewów wilczycę, której futro zlewało się z leżącym dookoła białym puchem. Właśnie udało jej się rozbić taflę za pomocą gałęzi – teraz pochyliła się, by zaspokoić pragnienie. Po chwili odskoczyła do tyłu. Nie wyglądała na wystraszoną, więc Absolem wywnioskował, że jej nagłą reakcję wywołała temperatura wody. Wiedział, że nie powinno go to bawić, ale nie mógł powstrzymać śmiechu. Jung Yunge odwróciła głowę w jego stronę, więc niegrzeczne byłoby, aby nadal pozostawał w ukryciu.
– Witaj, Jung. Widzę, że zima ci nie na łapę... – rzekł do niej Absolem, wychodząc zza ośnieżonych krzewów. Uśmiechnął się do Alfy, która odwzajemniła gest.
– Dzień dobry, Absolemie – przywitała się wilczyca. – Nie uśmiecha mi się, że każdego dnia muszę na nowo rozbijać lód, by napić się wody, w dodatku lodowatej. Ale przynajmniej mam co pić – oznajmiła z optymistycznym podejściem.
– Rzeczywiście, ciężko dostać się do wody – przyznał Absolem. – Ale jeśli o mnie chodzi, jej temperatura mi nie przeszkadza. I tak muszę ją podgrzać, jeśli chcę zaparzyć herbatę.
– Jeśli chce się pić herbatę, to faktycznie wodę trzeba najpierw podgrzać – odpowiedziała Jung Yunge.
– Absolem, do yerba mate – rozległo się niezadowolone miauknięcie. Popielaty basior odwrócił się i ujrzał, ku swemu zdziwieniu, Zieloną Herbatę Bez Cukru brnącego przez śnieg. Wilk nic z tego nie rozumiał. Przecież kocur został w domu, czyż nie? Co wiec robił tutaj, wśród śniegów?
– Jak miło, że zostawiłeś mnie w tym śniegu dla jakiejś panienki – prychnął kocur.
– O co ci chodzi? Zostałeś przecież w jaskini – odpowiedział Absolem z nutą irytacji w głosie. Potem zwrócił się do Jung Yunge. – Wybacz mu, Jung. Naprawdę nie lubi śniegu. Lepiej wrócę z nim do domu i zrobię mu jakąś herbatkę... Może też przyjdziesz? Nie musiałabyś pić tej lodowatej wody.
<Jung Yunge?>
piątek, 1 marca 2019
Kaze - posłaniec
"To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia." Jonathan Carroll
Autor; MapleSpyder
Imię: Kaze
Płeć: basior
Wiek: 5 lat
Urodziny: 16 listopada
Stanowisko: posłaniec
Charakter:
Kaze jest dość pewnym siebie wilkiem. Oczywiście nie oznacza to, że chodzi dumny jak paw i patrzy na wszystkich z góry. Właściwie to jest zupełnie na odwrót. Samiec wie, na co go stać, ale swoją ocenę zachowuje dla siebie. Naprawdę bardzo trudno go sprowokować jakąś krytyką czy docinkami. Takowe zwykle ignoruje i puszcza mimo uszu. Nie pali się jakoś szczególnie do pomocy i nie rzuca wszystkiego, tylko dlatego, że widzi, że ktoś sobie nie radzi. Stara się nie wtrącać w życie i działania innych, póki nie zostanie o to zapytany. Nie jest jakoś mocno rozmowny, ale jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi podtrzymać konwersację. Właściwie to nie jest szczególnie dobry, jeśli chodzi o kontakty towarzyskie, zwykle relacje, jakie tworzy, są płytkie i szybko popadają w zapomnienie. Jest to wynik przeszłych wydarzeń, które sprawiły, że wilk niechętnie otwiera się na innych. W głębi jednak bardzo pragnie bliskości, chodź sam przed sobą, nie chce tego przyznać. Kaze także w pewnym sensie boi się szczeniaków. Uważa je za trochę zbyt nieprzewidywalne i trudne do opanowania. Oczywiście jest to tylko kwestia jego przyzwyczajenia do tego, że niewielka liczba jakichkolwiek wilków obecna była w jego życiu. Poza tym uważa je też za nieco bezbronne i zbyt łatwe do nieumyślnego skrzywdzenia więc zwyczajnie woli się do nich nie zbliżać. Basior bardzo ceni sobie czystość i porządek. Lubi być czysty i zwykle unika wszystkiego co mogło by takowy stan rzeczy zmienić. Nie przepada także gdy ktoś za bardzo narusza jego przestrzeń prywatną lub dotyka jego rzeczy bez wcześniejszego pozwolenia.
Moce: Rzadko zdarza mu się mówić to na głos ale nie posiada żadnych zdolności magicznych.
Partnerka: -
Rodzina: Jedyną bliską rodziną jaka mu pozostała jest siostra bliźniaczka imieniem Ame.
Potomstwo: -
Coś więcej o wilku:
• Gdy KAze i Ame się urodzili, jak to bliźniaki, byli do siebie bardzo podobni. Druga para skrzydeł zaczęła się pojawiać u Kaze dopiero gdy ten skończył ok. 8 miesięcy.
• Wilki z rodzinnej watahy basiora twierdziły, że druga para skrzydeł to zły omen i przekleństwo, był to główny powód dla którego samiec postanowił opuścić watahę.
• Nie bójmy się tego przyznać, Kaze jest w pewnym stopniu pedantem czego czasem aż trudno nie zauważyć. Gdy jednak sprawa tego wymaga jest gotów pobrudzić sobie łapy (bywa jednak potem nieco zrzędliwy).
• Ma bardzo dobrą pamięć jeśli chodzi o swoje otoczenie. Jeśli coś nie znajduje się tam gdzie było wcześniej, wysoce prawdopodobne, że szybko to dostrzeże.
Umiejętności:
siła: ○○○○○○○○○○
szybkość: ●●○○○○○○○○
zwinność: ●○○○○○○○○○
wytrzymałość: ○○○○○○○○○○
strategia: ●○○○○○○○○○
Właściciel: anako (howrse/doggi)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
