niedziela, 30 grudnia 2018

Podsumowanie grudnia

Witajcie w przedostatnim dniu grudnia. Ah, więc wataha istnieje już ponad pół roku..
Post pojawia się dziś, ponieważ jutro nie znajdę już na niego chwili. W końcu sylwester, nieprawdaż? ;)
~~~
Podsumowanie w pigułce:

  • 13 napisanych opowiadań
  • 2 wilki zostały wydalone z watahy
  • 1 wilk dołączył do watahy

~~~
Najwięcej opowiadań napisał w tym miesiącu Levithan, który otrzymuje 3 punkty do wybranych um., po dwa opowiadania zaś napisali Sitri oraz Nimdhir, którzy otrzymują po 2 punkty do wyb. um.
Po jednym opowiadaniu napisali Absolem, Lea, Jung Yunge, Lacerta, Lupo oraz Oriabi.

~~~
Z watahy zostały wydalone dwa wilki jakimi byli Arles, oraz Nibo. Powód: nie pisanie opowiadań.

~~~
On nowego roku regulamin ulegnie zmianom, które wejdą w życie między lutym a marcem. Będą one dotyczyć głównie zmiany czasu na napisanie opowiadania (ulegnie on skróceniu).

~~~
24.12 nasz Lupo obchodził urodziny. Z tej okazji otrzymuje 3 FL.

~~~
Zawarliśmy także sojusz z nowo założoną Watahą Najskrytszych Marzeń!
Zapraszam :) watahanajskrydszychmarzen.blogspot.com

~~~
W trudem muszę przyznać, że w własnej watasze zaczęłam się mniej odnajdywać, niż w innych do których należę. No trudno, miejmy nadzieję, że niedługo ten fakt ulegnie zmianie.
W tym miejscu dopiero chciałabym życzyć Wam wszystkim szczęśliwego nowego roku, zdania wszelkich testów, które przed Wami stoją, powodzenia w szkołach i pracach, jak i oczywiście w sprawach rodzinnych, miłosnych... oraz dużo, dużo zdrowia. Bo to chyba najważniejsze, nieprawdaż?

Ten rok przyniósł nam wiele... powstała wataha, poznaliśmy się...
Przez watahę przewinęło się dwadzieścia jeden wilków, z czego szesnaście dalej w naszych szeregach jest. Tylko jedna wadera odeszła z własnej woli, reszta niestety została z niej wyrzucona z powodu braku aktywności. Oj słabiutko..
Zdecydowanie najbardziej aktywnym miesiącem był lipiec, w końcu wakacje, jak i wiele wilków dołączyło.
Najwięcej opowiadań napisał Levithan, który w watasze jest od jej początków. Tuż za nim w rankingu wypada Riley, która niestety z naszych szeregów odeszła.
Oby kolejny rok był lepszy dla nas wszystkich. Powodzenia!


Pozdrawiam i do "zobaczenia" w nowym roku :)

czwartek, 27 grudnia 2018

Od Oriabi c.d.Fornax'a

Super się bawiliśmy. Na prawdę. Było trochę śmiechu i zauważyłam, że Volans starał się mi zaimponować. Cóż na pewno doprowadził mnie do śmiechu, przez co zaświeciły mu się oczy i dalej pobiegliśmy nad wodospad. Brat Volansa - Fornax ucieszył się z tego pomysłu i potruchtał przodem, prowadząc nas na miejsce. W międzyczasie opowiedziałam 2 żarty, które dobrze się przyjęły. Były to żarty typu dziwnych kształtów i skąd się wzięły, ale jednak każdy się zaśmiał. Kiedy byliśmy na miejscu, postanowiłam zaproponować zabawę.
- Hmm może będziemy wskakiwać do wody na mój znak, a ten kto wskoczy ostatni, będzie groźnym rekinem. My natomiast będziemy skakać przez wodę, po różnych kamieniach, a on będzie musiał nas chociaż lekko dotknąć. Jeśli kogoś dotknie, to wchodzi za niego. I jak? - uśmiechnęłam się i pomachałam ogonem.
Wszyscy się zgodzili i zaczęliśmy wskakiwanie. Skończyło się na tym, że mój brat został rekinem, a wszyscy śmiali się i dobrze unikali jego dotyku, ale w końcu ja dostałam i się z nim zmieniłam. Zaczęłam warczeć na niby, żeby dodać grozy bycia rekinem, ale śmiałam się dalej. W końcu usłyszałam głos mamy, która była niedaleko.
- Oriabi! Elver! Wracajcie już! - krzyknęła.
- Już idziemy mamo! - odkrzyknęłam. - Było super. Dzięki, że pozwoliliście nam się ze sobą pobawić.
- Nie ma sprawy. To pa. - odparła Sagitta.
- Papa. - powiedział Elver i pobiegliśmy do mamy.
- Hej moje maleństwa. - powiedziała mama.
- Hejka! - odparłam wesoło i opowiedziałam jej, co się zdarzyło.
Potem malowaliśmy jeszcze po ścianie jaskini i lekko ciągaliśmy się za uszy. Następnie pod wieczór udaliśmy się na dach jaskini, żeby popatrzeć na księżyc i gwiazdy. Były takie piękne! Chciałabym kiedyś jakiejś dotknąć. Razem z bratem i mamą udaliśmy się na spoczynek z uśmiechami na pyszczkach.

sobota, 22 grudnia 2018

Przerwa Świąteczna

Witajcie towarzysze! Boże Narodzenie już za rogiem, a więc pragnę życzyć Wam wszystkim zdrowych, wesołych i rodzinnych świąt.
Z racji iż większość z nas obchodzi wyżej wymienione święta i myślę, że nie będzie miała czasu na takie rzeczy jak wataha, ogłaszam świąteczną przerwę. Wszelkie opowiadania, zapytania itd można dalej wysyłać, lecz zostaną dodane one z opóźnieniem.
Przerwa potrwa do około 28 grudnia. :)

wtorek, 18 grudnia 2018

Od Sitri'ego c.d.Lei

-Nic mi nie jest, powtarzam po raz ostatni...- westchnąłem chcąc uciec jak najdalej od Alfy, Lacerty i Absolema. Jung Yunge katowała mnie swoim przerażonym lamentem od ponad godziny, oczywiście nie do końca wiedząc co się stało. -Obiecuję, że popracuje nad zwinnością. - dodałem chcąc ją jakoś obłaskawić.
Jednak to nie przekonało zmartwionej wilczycy, która coraz bardziej się nakręcała. Wytykała wszystko co tylko mogła aby zatrzymać mnie w jaskini chociaż na parę dni. Ostatecznie nie miałem innego wyjścia jak tylko skapitulować pod groźbą związania i unieruchomienia na amen.
-Na trzy dni zostajesz zwolniony z obowiązków. W tym czasie masz odpoczywać i pod żadnym pozorem się nie przemęczać. Będę Cię sprawdzać!- warknęła zła gdy pozostali opuścili już moją kwaterę.- A teraz łaskawie wyjaśnisz mi co się stało?
Tego dnia przegrałem dwa razy. Najpierw z nadopiekuńczością Alfy, potem z jej przenikliwym wzrokiem...

~Trzy dni później.~

Wraz z Lupo i Theor`em otrzymaliśmy zadanie, którym było sprawdzenie naszych granic tuż przed śnieżycą. Jung Yunge chciała mieć pewność, że wataha będzie bezpieczna podczas gdy większość traktów zamieni się w zaspy. W ostatnim czasie na naszych terenach mogło zagnieździć się "coś", o czym nie mieliśmy pojęcia. Na dodatek po śnieżycy utknęli byśmy z tym "czymś" aż do wiosny, więc bez problemu zgodziliśmy się z Alfą. Oczywiście nie obyło się od szczególnych wytycznych, z których nie odpowiadała mi jedna decyzja, a mianowicie ta, która zakazywała mi walki. Przełknąłem jedynie ślinę, nie chcąc grabić sobie u Jung jeszcze bardziej. Co za uparta wilczyca...
Najpierw ruszyliśmy przez las w kierunku pustkowia, by jak najszybciej dotrzeć do granicy. Biały śnieg pomagał dostrzec wszelakie tropy a wiatr działał na naszą korzyść. Niestety zanim zdążyliśmy opuścić rozległy las, dotarły do nas opady śniegu. Mimo to brnęliśmy dalej, mając na względzie bezpieczeństwo watahy. Pod wieczór postanowiliśmy rozbić prowizoryczny obóz . Nazbieraliśmy nieco opału a Lupo rozpalił ognisko. Temperatura spadała więc postanowiliśmy rozgrzać się przed dalszą wyprawą. Nie zdążyłem dobrze rozgrzać zmarzniętych łap, gdy ni stąd ni zowąd Lupo zaczął kłócić się z ... szczeniakiem? Nie miałem pojęcia skąd młoda wilczyca wzięła się tutaj a na dodatek kompletnie sama. Zabrałem więc młodą damę na stronę by porozmawiać z nią sam na sam a Theor w tym czasie uspokajał Lupo. Poznawszy Lee, wypytałem ją o najważniejsze rzeczy. Byłem w szoku, gdy usłyszałem, że młodziutka waderka przybyła sama, nie do końca wie gdzie się znajduje a na dodatek miała czelność zadzierać nosa i oskarżać nas o niszczenie śniegu.
-Chciał bym Cię z kimś poznać. Należymy do Watahy Lodowego Księżyca i myślę, że nasza Alfa nie będzie miała nic przeciwko, jeżeli zechcesz zostać z nami.- zaproponowałem, szukając najbardziej odpowiednie wyjście z sytuacji. Lea zamrugała kilkakrotnie po czym w jej oczach pojawiły się dziwne iskierki. Mimo to zgodziła się z lekkim uśmiechem. Wróciliśmy więc do pozostałych aby się przegrupować.
-Zabiorę naszą młodą damę do Jung i zdam raport a wy zajmiecie się ukończeniem misji?- zaproponowałem na co Theor zgodził się bez przeszkód. Jedynie Oblivion mruczał coś pod nosem co drugi wilk szybko mu wyperswadował szturchnięciem łapą w bok.
Pożegnawszy się z towarzyszami, ruszyłem w drogę powrotną. Lea wydawała się być pewną siebie wilczycą. Mimo wszystko była jednak tylko szczeniakiem, przez co w połowie drogi zauważyłem, jak zaczynają plątać jej się łapki a odgłos ziewania zwiększył częstotliwość.
-Wezmę Cię na grzbiet. Będzie Ci cieplej a ponadto dotrzemy szybciej do Watahy.-zaproponowałem.
-Nie ma mowy! Sama sobie poradzę! Pokaże Ci jaka jestem silna-ahh!- naburmuszyła się, ziewając po raz kolejny.
-Nie twierdzę iż jesteś słaba. Uważam jednak, że lepiej się pospieszyć.- odparłem chcąc ją jakoś przekonać.
Lea jednak dalej upierała się przy swoim, więc ruszyliśmy dalej. Po kilku kilometrach zmęczona waderka potknęła się, przez co wylądowała w zaspie. Prychnąłem widząc jedynie wystający z śniegu, machający w wszystkich kierunkach ogon. Wyciągnąłem samiczkę z zaspy, która teraz wyglądała nie tylko na zmęczoną ale bardzo zmarzniętą.
-Ponawiam propozycję młoda damo.- rzuciłem kładąc się obok wilczycy.
-Dobrze ale jesteś dla mnie tylko transportem!- zaznaczyła wdrapując się na mój grzbiet.
-Wedle życzenia.- zaśmiałem się, przyspieszając kroku.
Po parunastu minutach poczułem jak Lea wtula się w moje gęste, zimowe futro. Otulona nim zasnęła spokojnie. Uważając więc na śpiocha, maszerowałem przed siebie, przedzierając ciemną, śnieżną noc.
Kiedy dotarliśmy do watahy, oboje przypominaliśmy bałwanki. Nie budząc malucha skierowałem się do Yunge , która właśnie czytała jakąś księgę.
-Witaj.- szepnąłem- Przyniosłem małą wojowniczkę, która miała czelność kłócić się z Lupo.
Przedstawiłem Alfie naszą nową członkinie po czym oddałem malucha w jej łapy.

niedziela, 16 grudnia 2018

Od Lupo - Quest Świąteczny #3

Moje picie herbaty z Fiołków Brylantowych (Tak z Questa) przerwało pukanie, a raczej walenie w drewniane drzwi. Zdenerwowany zeszedłem na dół, aby sprawdzić co, a raczej kto dobijał się do mnie. Otworzyłem drzwi, ale nikogo nie zastałem. Zrobiłem krok, aby wyjrzeć czy jakiś szczeniak nie robi sobie żartów i wtedy poczułem coś pod moimi łapami. Spojrzałem, aby zobaczyć, na co stanąłem. Był to list ładnie zapakowany. Podniosłem go i zamknąłem drzwi. Wróciłem do stołu. Otworzyłem delikatnie kopertę oraz wyjąłem list. Przeczytałem go bardzo szybko.
~... Czyli Zaprosili cię na wigilię? A mnie nie...~ Głos mojej towarzyszki przybrał delikatnie smutnej barwy.
-Bo gdyby ciebie zaprosili to by szczeniaki nie przyszły straszydło - obejrzałem się na nią. Zobaczyłem jeszcze do koperty. Była tam jakaś karteczka, którą wyjąłem. "Na święta dajemy sobie również prezenty. A teraz proszę wylosowaną osobę: Katana" Zadziwiony przeczytałem jeszcze raz. O Jezu. Spojrzałem na datę. O nie. Czas do jutra! Wstałem szybko i wziąłem sztylet. - Wychodzę - rzekłem na odchodne. Po chwili wybiegłem z domu. Idę do Teneko.
Chwilę Później
Wszedłem do jaskini Teneko wilczyca patrzyła się na swoje pociechy bawiące się. Powolnym krokiem podszedłem do niej. - Hej... - powiedziałem cicho i zobaczyłem zdziwiony wzrok szaro żółtej. - P-potrzebuje pomocy... - pierwszy raz prosiłem kogoś o pomoc. To takie dziwne. - Dzieci zaraz wrócę - powiedziała spokojnie do swoich wilczków. Po czym wstała i machnęła ogonem, abym poszedł za nią. Gdy już odeszliśmy usiadła.
- Co Chcesz? - zapytała spokojnie.
- Co lubi Katana? - spojrzałem na swoje łapy. Eght jakie to żałosne. Wilczyca nie ukryła zdziwienia.
-Ale że kwiaty? Czy ogólnie? Bo tak ogólnie jest łuczniczką więc... - powiedziała zdziwiona moim pytaniem. A no tak. Łuczniczka.- Dziękuje! - rzekłem i zostawiłem jednego kwiatka przy wilczycy. Po czym odbiegłem. Szybko prze teleportowałem się do drzewa z fiołkami brylantowymi zwanego Czarnym Brylantem. Miało bardzo wytrzymałe drewno więc zacząłem szukać wielkiej gałęzi i zbierałem parę małych. Z wielkimi zapasami czarnych patyków świecących różnymi kolorami. Wziąłem pierwszą lepszą książkę o smokach. I zacząłem szukać pewnego gatunku. Od kiedy ja się tak angażuje - zadałem sobie pytanie, nad którym zastanawiałem się już jakiś czas. W końcu natrafiłem na daną stronę. "Smok wodolodowy - Smok występujący w wodzie. Zamieszkuje czeluście mórz i jezior. Przy powierzchni jest tylko w zimę. Bardzo pożądanym produktem od niego jest włos sprężysty i wytrzymały" Wziąłem sztylet i Luustiano moim kierunkiem było Jezioro Trzeciej Nocy.
Jakiś czas potem
Gdy już doszedłem do jeziora było ciemno. Szybko zażyłem eliksir, po czym wskoczyłem do wody. Dziwnym uczuciem było, gdy uświadomiłem sobie, że mogę oddychać. Zacząłem pływać w poszukiwaniu niebieskiego gada. W pewnym momencie poczułem jak coś miota mną o ścianę, po czym przygniata do niej ogonem. Zobaczyłem Gada patrzącego na mnie przeszywającym spojrzeniem. Ciemność panująca wokół dodawała mu groźności. Poczułem jak kładę po sobie uszy. Jedna z nie licznych sytuacji, których się przestraszyłem.

- Czego chcesz?! - zapytał wyraźnie zły i zirytowany
- J-ja.. - zatrzymałem się i przełknąłem ślinę - Możesz mnie puścić? - zapytałem delikatnie pewniej.
- Mogę - przybliżył się do mnie - ale nie muszę. Dalej mów - warknął zirytowany.
-Bo ja chciałem twój włos - powiedziałem i wziąłem oddech.
-Więc tak po prostu sobie przychodzisz i chcesz go wziąć? - zapytał - Odważnie. Możesz go wziąć, ale jesteś mi winny przysługę. Przysługą tą będzie, że musisz w ciągu miesiąca wykonać dwa moje żądania. - Poczułem jak smoczysko puszcza mnie. - Rozumiesz? - zapytał. Na co kiwnąłem głową. Wyrwał włos i podał mi go. Po czym wypchnął mnie na powierzchnię. A ja zdziwiony i zmieszany prze teleportowałem się do domu. Odłożyłem podarunek od gada a sam poszedłem się wytrzeć. Gdy to zrobiłem wziąłem sztylet podszedłem do czarnego drewna. I zacząłem skrobać.
Parę godzin później około czwartej
Gdy skończyłem swoje arcydzieło do perfekcji dorobiłem do niego sznurek z włosa i koniec! Efekt był taki, jakiego pragnąłem - Mistyczny i tajemniczy.

Strzały też były idealne i z trudno zniszczalnego materiału, którego miałem nie sety mało więc zrobiłem 6 sztuk. Teraz moim jedynym marzeniem było położyć się spać. Nawet nie zdążyłem odejść od łuku a błogi sen mnie objął. Gdy obudziłem się mistycznego łuku nie było.
- CO JEST! - wystraszony warknąłem. - MERRY CO ZROBIŁAŚ Z MOIM ŁUKIEM - zapytałem a moja towarzyszka się pojawiła.
~... To nie ja!...~ zaprotestowała. Zobaczyłem, na którego oknie nie zamknąłem ślady łapek jakichś gadów. Już wiedziałem co jest nie tak. Przeteleportowałem się na skraj lasu przy łąkach. Zobaczyłem młode ogniste stworki - fiouny pędzące z moim łukiem na pustynie.

Ruszyłem za nimi. - EJ WY - odwrócili się na mnie. - TO MOJE! - krzyknąłem i zobaczyłem, że stają i szykują rogi do walki. - Oh. - wyciągnąłem pazury. Zobaczyłem, że na mnie szarżują - 6 osobników. Uderzyłem jednego pazurami a reszta uderzyła mnie rogami odpychając. - A więc to tak.- warknąłem strzepnąłem krew z barku. Byłem pobijany, ale rzuciłem się na nich co za skutkowało wystraszeniem się młodych i ich ucieczką. - Łatwo poszło - powiedziałem naprzeciw mojemu wyglądu. Miałem wypalony kawałeczek futra oraz wiele ranek i obdarć. Zabrałem szybko mój łuk ze strzałami. Nie miałem czasu na nic więcej niż na doklejenie karteczki z napisem: Dla Katany. Przeteleportowałem się do miejsca spotkania te zaczęło się już. Więc odłożyłem mój prezent pod choinkę - Wolałem zostać anonimem. I niezauważenie zająłem sobie miejsce. Alfa po jakimś czasie gadania powiedziała: „Czas na dawanie sobie prezentów.” Wszystkie wilki zerwały się, aby dać sobie prezenty. Ja tylko spojrzałem na katanę, która już zdążyła znaleźć swój prezent oraz uśmiechnąć się. Mimo wolne również się uśmiechnąłem. - Spodobał jej się mój prezent jej - pogratulowałem sobie cicho.

Od Lacerty c.d.Absolema

Trzeba przyznać, że rzadko bywałam w tak abstrakcyjnych sytuacjach. Bo bycie gonionym przez… króliki, jednak nie jest typowe. Zastanawiałam się co właściwie mogłyby mam zrobić? Wyprychać albo za miziać puchatymi pyszczkami? No błagam… Najgorsze jednak było to, że nie miałam odwagi się zatrzymać i na własnej skórze przekonać o słuszności moich poglądów. Mogłam pocieszać się jedynie, że Absolem również nie ma ochoty stawać pyskiem w pysk z bandą małych zającowatych.
- Absolem co robimy?- Zapytałam biegnącego koło mnie wilka. Poniewczasie zorientowałam się, że nie może mi odpowiedzieć skoro, w pysku trzymał jednorożca. Rudy kot, siedzący teraz na grzbiecie basiora, rzucił mi zirytowane spojrzenie. A ja uznałam, że, to jednak dobrze, że szczenięta zostały w Osadzie.
Gdy tylko ta myśl przemknęła mi przez głowę, wiedziałam już gdzie biegniemy. Wataha poradzi sobie z królikami, choćby nie wiem jak wściekłymi. Nie byłam jednak pewna, czy rzeź, która miał nastąpić z podoba się Absolemowi. Miałam co do tego wątpliwości, było to jednak najlepsze rozwiązanie w obecnej sytuacji. Puchate kulki był naprawdę wściekłe, a wystarczyło tylko przekroczyć rzekę i w zasadzie byliśmy w Osadzie. Rzeka… Woda… Zatrzymałam się tak nagle, że o mało co nie straciłam równowagi i nie runęłam na ziemię. Spojrzałam do tyłu i bardzo szybko wróciłam do pełnego galopu. Małe potworki było coraz bliżej, co w zasadzie nie powinno być możliwe.
Myśli o nietypowym zachowaniu królików zostawiłam na później, teraz musiałam poradzić się mojego towarzysza w dość pilnej sprawie.
- Absolem, czy króliki umieją pływać?* - zapytałam basiora, gdy tylko się z nim zrównałam. Absolem przekrzywił łeb z zaciekawienie, a po chwili potrząsnął głową w jednoznacznej odpowiedzi.
- Świetnie - wysapałam. - Biegnijmy nad rzekę.
I ruszyłam pędem w kierunku potoku, przecinającego tereny watahy. Po kilku minutach byliśmy już odgrodzeni, od puchatej furii na czterech łapach, spokojnym nurtem rzeczki. Króliki wydawały niepokojące odgłosy, a mój towarzysz raz po raz się skrzywiał.
Widząc mojej zaciekawione spojrzenie, zaczął tłumaczyć, położywszy kota i jednorożca na trawę.
- Lacerto, one uważają, że jestem mordercą. Cokolwiek bym nie zrobił na moich podwieczorkach giną ich współbracia. Nie wiem dlaczego.
- Jesteś pewien, że nie podałeś im niczego trującego?- zapytałam patrząc jak zgraja szaraków powoli zaczyna się rozchodzić.
- Piłem i jadłem dokładnie to, co one- basior westchnął żałośnie.
- Wiesz, może to, co nie jest trujące dla wilka, może być trujące dla królika?

[Absolem? Szukamy rozwiązania zagadki umierających królików na twoich przyjęciach;)?]

*Teoretycznie króliki, jak większość innych zwierząt, umieją pływać. Ale no.

sobota, 15 grudnia 2018

Od Levithana do Nimdhir

Nastała chwila ciszy. Wadera delikatnie się uśmiechnęła, choć w tym wyrazie była nuta niepewności, bądź zmieszania.
- A tak. Racja... to bardzo ciekawe. - spojrzałem w ziemię. - Chociaż to nie aż takie dziwne.. nie spędzam wiele czasu wśród innych. Pierwsze miesiące wręcz nigdy mnie nie było w pobliżu...

Zaśmiałem się pod nosem. Przypomniało mi się, że odkąd wataha istnieje byłem tutaj ja i Riley. Od samego początku... i obojgu nas nigdy nie było gdy byliśmy potrzebni. Następnie po odejściu wadery izolowałem się wręcz, a ostatnie dwa dni spędzałem z Sitrim prawie na końcu watahy.
Zdałem sobie sprawę, że wadera wpatruje się w zamyślonego mnie już ponad pół minuty, a ja patrzyłem cały ten czas w ziemię. Położyłem lekko uszy po sobie na wznak zawstydzenia.
- Nie znam tu wielu wilków, chociaż należę od samego początku istnienia tejże watahy. - obróciłem oczami. - Słyszałem nawet o szczeniętach, mimo iż nigdy na oczy ich nie widziałem, haha.


< Nimdhir? >
Netka Sidereum Graphics