sobota, 5 stycznia 2019

Od Katany c.d.Theor'a

Ciąg dalszy opowiadania Theor'a.

Choć w około unosił się radosny śmiech wilków z watahy, ja odczuwałam pewnego rodzaju niepokój. Niepewnie uśmiechnęłam się i spojrzałam na Theor'a.
- Jestem zmęczona, już się powoli oddalę. - odparłam spokojnym tonem. Wszyscy zebrani pożegnali mnie z uśmiechami, oraz życzyli miłej nocy. W drodze do własnej jaskini odczuwałam spory ból w klatce piersiowej, oraz ogromny niepokój. Rozejrzałam się dookoła. Poczułam potrzebę przejścia się gdzieś indziej, byle nie do jaskini. Wczesnym porankiem znajdowałam się na łąkach. Leżałam na brzuchu, ciężko oddychając. Nie czułam smutku, jedynie wdzięczność i poczucie szczęścia, że miałam okazję poznać tak wiele wspaniałych osób.
- Powodzenia, Junge... - wyszeptałam. Tuż po tych słowach moja głowa opadła bezsilnie, a oczy powoli, powolutku... zamknęły się...

*** dobranoc, młody aniołku.

Od Laurentis c.d.Lei

- Gdybyś była trochę milsza, może zastanowiłabym się nad pomocą. - powiedziałam, również zmieniając nastawienie na negatywne.
Wilczyca spojrzała na mnie spode łba, mrużąc oczy, a ja wpatrywałam się w nią, czekając na reakcje. Powinnam jej pomóc, wiem, ale nie pomagam tym, którzy nie potrafią poszanować drugiego wilka.
- Dobra, pomogę ci, ale tylko dla tego, że jesteś młoda. - powiedziałam podchodząc do niej. - Nie chcę mieś dzieciaka na sumieniu.
Wzrokiem omiotłam krzewy, aby ocenić sytuację. Za chol.erę nie wiedziałam, co zrobić z waderką.
- Kiepsko to wygląda. - odparłam
- Wiem. - odpowiedziała i przewróciła oczami
Zmrużyłam oczy i popatrzyłam wprost na nią.
- Jeśli chcesz się stąd wydostać, to bądź milsza. - stwierdziłam. - Bo zaraz się odwrócę i pójdę dalej przed siebie
Wilczyca nic nie odpowiedziała, tylko pokiwała głową. Wydostanie jej z tych pnącz, wydawało się bardzo trudne, ale postanowiłam do tego użyć mojej umiejętności telekinezy. Nigdy wcześniej tego nie próbowałam, na żywej materii tak jak rośliny, czy zwierzęta, ale skupiłam całą swoją uwagę na próbie poruszenia gałęziami. I się udało! Jedna gałązka zaczęła się delikatnie poruszać. Gdy ta zawisła w powietrzu, zobaczyłam na ciele wadery rany, od powbijanych kolców. Po chwili kolejna gałązka ustąpiła, i kolejna, aż w końcu wadera wyła wolna.
- Niema za co. - powiedziałam, gdy ta kulejąc wyszła spomiędzy gałęzi.
To było zdecydowanie ponad moje siły. Ta cała magia mnie osłabiła mnie bardzo. Poczułam osłabienie,a przed moimi oczami zaczęły tańczyć czarne kropki. Zamknęłam oczy i poczułam, że za moment padnę i nie będę w stanie się podnieść. Wzięłam kilka głębszych wdechów, a gdy poczułam się minimalnie lepiej, otworzyłam oczy. Pierwsze, co zobaczyłam, to wciąż stojąca naprzeciwko mnie wadera. Teraz, gdy nie była między tymi krzaczorami, mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Wyglądała inaczej, niż pozostałe wilki. Na szyi miała gęste, białe futro, tak samo na ogonie. Łapki po lewej stronie miały białe skarpetki, a po prawej czarne. Z jej lewego boku ciekła czerwona, lepka maź - krew.
- Powinien opatrzyć cię ktoś kompetentny. - stwierdziłam znacząco patrząc się na jej bok. - Kolce z krzewów różanych są naprawdę ostre
- Różanych? - zapytała zdziwiona

<Lea? Wybacz, za oziębłość Lo, ona już taka jest c: >

czwartek, 3 stycznia 2019

Od Lei c.d.Laurentis

Właśnie gnałam sobie przez zielone łąki pełne kwiatów o kuszących zapachach. Kap. Poczułam jak mimo mojej woli staję. Kap. Poczułam jak zapadam się w ciemna i straszna nicość. Kap. Zmarszczyłam nos i uchyliłam oczy. Kap. Poczułam jak coś mokrego kapie mi na nos. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jakiś cień. Mrugnęłam i już go nie było. Dziwne. Właściwie czym na się przejmuje całe moje życie jest dziwnie! Podniosłam się z posłania które sobie zrobiłam dołączając do watahy 4 dni temu. Przeciągam się, po czym udałam się na zrobienie codziennych rutynowych czynności które wykonuje zawsze po przebudzeniu. Gdy je wykonałam stwierdziłam, że pójdę porobić bałwana. Wychyliłam głowę z mojej jaskini. Zobaczyłam biały puch na całej ziemi oraz parę zasp. Biegiem wbiegłam w jedną z nich robiąc odcisk mojej osoby na śniegu. Wyszłam z zaspy śmiejąc się. Nagle zobaczyłam koło mnie przebiegającą wiewiórkę. - Wiewiórka! - krzyknęłam uradowana. Kochałam te malutkie stworzenia. A w szczególności je łapać, a potem karmić orzeszkami. Wiec rzuciłam się w pogoń za malutkim stworzonkiem o rudej barwie.
15 minut biegu później
-Mam cię! - krzyknęłam skupiając uwagę tylko na zwierzątku. Jednak niestety nie udało mi się złapać wiewiórki a zamiast tego, wpadłam po czubek pyska do ogona w krzewy z kolcami.
- Auu! - warknęłam smutna i zła, bo wiewiórka mi uciekła oraz zaryłam w kolce. Upadłam tak nie fortunnie, że nie mogłam wyjść, bo zrobiłabym sobie dużą krzywdę. Zastanawiałam się co zrobić... Spróbowałam się poruszyć ale gdy to zrobiłam kolce w 4 miejscach wbiły mi się w skórę i stworzyły krwawice rany. - Pomocy! - krzyknęłam. Wtedy zobaczyłam wilczycę o białym pysku, szarym ciele oraz czarnymi łapami i znakami. Jej wzrok fioletowy powodował, że czułam się dziwnie niekomfortowo.
-Co tak stoisz?! Pomóż mi! - zmieniłam nastawienie ze zdziwionej na złą i to warczałam.
<Laurentis? Co zrobisz z Leą? >

środa, 2 stycznia 2019

Od Absolema c.d.Lacerty

Absolem zastanawiał się przez chwilę nad sugestią Lacerty, ale po namyśle pokręcił głową.
– Już też nad tym myślałem – przyznał. – Ze dwa razy specjalnie sprawdzałem, czy jedzenie i moje napary nie zawierają czasem czegoś trującego dla królików. Nic takiego nie znalazłem, a w obydwu przypadkach futrzaki i tak umarły.
– Dziwne... – mruknęła do siebie wilczyca, jakby się nad czymś zastanawiając.
– Wręcz podejrzane – dodał Zielona Herbata Bez Cukru, po czym przeciągnął się. – Ale rzeczywiście tak jest. Króliki giną zawsze.
– Co dziwniejsze, zajęcy już to nie dotyczy – oznajmił Absolem. Lacerta spojrzała na niego z zaciekawieniem, więc kontynuował: – Pewnego dnia zaprosiłem na podwieczorek zająca i dzikiego królika. Jedli dokładnie to samo, po czym następnego dnia okazało się, że królik się śmiertelnie zatruł.
– Jesteś pewien, że to ty go otrułeś? Może sam coś zjadł? – zasugerowała wilczyca.
– Może raz czy dwa, kto wie? Ale żeby zawsze? Nie sądzę – odpowiedział basior. Po chwili namysłu dodał: – Może kilka razy rzeczywiście byłem dość nieogarnięty i podałem im coś trującego, ale... coś musi być na rzeczy. Klątwa? Albo ktoś usiłuje mnie wrobić? Och, nie wiem, nie wiem!
Absolem zaczął nerwowo krążyć dookoła, przytłoczony morzem myśli, które szalały w jego głowie. Lacerta przyglądała mu się przez chwilę, a potem zaczęła go uspokajać. Po propozycji wypicia filiżanki herbaty popielaty basior zatrzymał się w końcu. Otworzył swój schowek, po czym wręczył każdemu filiżankę największej herbaty na Pustkowiu. Sam błyskawicznie wypił połowę, po czym od razu poczuł się lepiej. Czuł, jak ciepła herbata powoli przywraca mu spokój.
Nagle zaklął po francusku.
Nikt go nie zrozumiał, ale po tonie jego głosu i wyrazie pyska jego towarzysze wywnioskowali, że coś jest nie tak.
– Co się stało, Absolemie? – zapytała Lacerta.
– Pani Fenek – odparł niebieskonosy wilk, ponownie zaczynając chodzić w kółko. – Nie wiem, co się z nią stało! Odłączyła się od nas...
– Króliki pobiegły za nami – przypomniała mu wilczyca. – Pani Fenek na pewno jest cała i zdrowa.
– A co, jeśli nie? – zaczął się zamartwiać zielarz. – Wtedy będę miał na sumieniu kolejne istnienie!
– Absolemie... – zaczęła Lacerta, ale basior już zmierzał z powrotem w kierunku Pustkowia. Nie zauważył w ogóle, że wilczyca się odezwała – w nerwach był w stanie myśleć tylko o Pani Fenek i możliwym zagrożeniu jej życia.
Po czym nagle zatrzymał się i ponownie zaklął, tym razem po fińsku. Dostrzegł w końcu, że Lacerta miała rację – pustynna lisica musiała być bezpieczna. Zaraz też brązowa wadera pojawiła się obok niego w towarzystwie Kocimiętki i Zielonej Herbaty Bez Cukru.
– Wybaczcie mi – powiedział Absolem. – Nie rozumiem, co tu się dzieje. Czy ktoś ma jakieś propozycje?
<Lacerta?>

Od Absolema – Quest Świąteczny #2

Wołanie wyrwało Absolema z płytkiego snu.
Wilk zamrugał kilka razy, oślepiony blaskiem słońca wpadającym do jego jaskini. Był mroźny grudniowy poranek, co stanowiło przeciwieństwo barwnego snu zielarza o ciepłej herbatce. Popielaty basior podniósł się i skierował ku wyjściu z jaskini, ciekawy, kto go szuka.
Jak się okazało, była to sama Alfa Jung Yunge.
– Dzień dobry, Absolemie! – przywitała się wilczyca. – Wybacz, że przychodzę z samego rana, ale potrzebuję pomocy.
– Tak? O co chodzi? – zapytał popielaty basior, nadstawiając uszu.
– Wataha potrzebuje na święta jakiejś choinki, a ja jestem teraz bardzo zajęta – wyjaśniła Jung Yunge. – Mógłbyś zebrać kilka wilków i znaleźć odpowiednie drzewko, a potem je ustroić?
– Oczywiście, z największą przyjemnością – odpowiedział Absolem, uśmiechając się. – Wypiję tylko herbatkę i ruszam!
Basior pożegnał Alfę, po czym zagotował wodę. Tego dnia postanowił wypić zieloną herbatę, której zaparzył cały dzbanek, tak na wszelki wypadek. Po opróżnieniu dwóch filiżanek i przegryzienia kilu pożywnych zbożowych ciasteczek, schował resztę naparu do schowka. Następnie wyciągną stamtąd spore świąteczne poroże renifera, które przyczepił sobie do głowy.
– Popatrz, agencie Herbata, jestem reniferem! – zawołał do Zielonej Herbaty Bez Cukru. Kot uniósł głowę i przyjrzał się wilkowi z dezaprobatą.
– Nie, Absolemie. Nie jesteś reniferem – prychnął rudy kocur.
– Nie? To co powiesz teraz, ty... – odparł Absolem, po czym obrzucił przyjaciela najróżniejszymi wyzwiskami w języku reniferów. Kot, porównany między innymi do najtańszej herbaty w woreczkach, nie zwrócił na to większej uwagi. Popielaty basior tylko przewrócił oczami, po czym wyszedł na zewnątrz jaskini. Poszukiwanie świątecznego drzewka czas zacząć.
>>> <<<
Zebrany przez Absolema zespół składał się z Sitriego, Teneko i Levithana – tylko tę trójkę udało się basiorowi znaleźć i zmobilizować. Stwierdził jednak, że w czwórkę chyba jakoś sobie poradzą, więc całą grupką zaczęli szukać odpowiedniego drzewa. Po dłuższym spacerze po lesie i oglądanie wspaniałych iglastych drzew najróżniejszych gatunków, połowie puszczy można było przylepić karteczkę z wielkim NIE. Żadna z choinek nie zyskała aprobaty szalonego zielarza, co powoli zaczynało denerwować jego kompanów.
– Mógłbyś się w końcu zdecydować – mruknęła zniecierpliwiona Teneko. – Z tego, co wiem, musimy jeszcze je potem ozdobić.
– Wybacz, droga Teneko, ale żadna z tych choi... O! Ta będzie idealna! – zawołał Absolem, podbiegając do dwuipółmetrowej jodły. Wybrana przez niego choinka miała w środku swojej wysokości zdecydowanie krótsze niż powyżej i poniżej gałązki, co nie dałoby jej zwycięstwa w konkursie piękności.
– Nie jestem przekonany – stwierdził sceptycznie Sitri, przypatrując się drzewku z uwagą.
– Mamy cały las ładniejszych choinek – dodała Teneko.
– Nie zamierzam dyskryminować choinek ze względu na ich specyficzny wygląd – odrzekł na to Absolem. – Bierzemy tę i koniec.
Teneko chyba chciała się sprzeczać, ale Levithan w porę ją uciszył. Zdawał się wiedzieć, że dyskusja na ten temat byłaby bezcelowa.
– Ty tu dowodzisz, Absolemie – oznajmił szybko. – Masz może pomysł, jak ściąć tę choinkę?
– Lepiej wykopać ją z korzeniami – zauważył niebieskonosy. – Wsadzimy ją do doniczki, a dziurę nakryjemy jakąś płachtą. Jak skończą się święta, to ją tu zasadzimy z powrotem.
– Łatwiej będzie, jeśli ją po prostu zetnę – przypomniał mu Sitri, po czym zbliżył się o krok do drzewka. Kolejnego nie zdążył zrobić, bo drogę zagrodził mu Absolem.
– Nie! Nie zetniesz jej! – zawołał, po czym objął pień rośliny. – Ona jest jeszcze taka młoda...
– Ty chyba oszalałeś... – powiedziała Teneko.
– Miło, że zauważyłaś – odparł popielaty zielarz, uśmiechając się do niej. – Ale powiem wam w sekrecie, że tylko wariaci są coś warci.
Czarna wilczyca wyglądała, jakby była na skraju załamania psychicznego. Nie umknęło to uwadze Absolema, który postanowił bezzwłocznie wrócić do ich zadania.
– Musimy czymś ogrzać tę ziemię – zaczął. – Jest zima, więc może być zamarznięta. I przydałoby się coś do kopania, może łopaty...
– Chyba dam radę ją ogrzać – stwierdziła Teneko.
– Świetnie. Levithanie, Sitri, który z was ma ochotę na podróż poza przestrzeń?
Oba wilki wymieniły spojrzenia. Gdyby Absolem na nich patrzył, prawdopodobnie zauważyłby brak zrozumienia komunikatu odmalowany na ich pyskach. Ale szalony wielbiciel herbaty otwierał już swój pozaprzestrzenny schowek. Tym razem musiał włożyć w to o wiele więcej wysiłku – w wejściu musiał zmieścić się cały wilk, a nie tylko jego łapa. Po kilku sekundach znalazł się w środku, ostrożnie stawiając kroki pomiędzy rozrzuconymi wokół torebkami i pudełkami z herbatą. W końcu znalazł wystarczająco dużo miejsca, aby odwrócić się i wyjrzeć na zewnątrz magicznej skrytki.
– Sitri? – zwrócił się Absolem do stojącego nieco bliżej basiora. Ten od razu pewnym krokiem wszedł do pozaprzestrzennego schowka, zachowując przy tym nieprzenikniony wyraz pyska. Podobnie jak zielarzowi, znalezienie miejsca pomiędzy herbatą zajęła Sitriemu kilkanaście sekund.
– Wrócimy za kilka minut – rzucił jeszcze niebieskonosy, po czym zamknął schowek. On i jego towarzysz natychmiast zostali otoczeni nieprzeniknioną ciemnością, co jednak nie przeszkadzało popielatemu wilkowi. Widząc jedynie czerń, z łatwością wyobraził sobie Osadę Główną. Machnięciem łapy ponownie otworzył skrytkę, po czym wyskoczył z niego kilka metrów od swojej jaskini. Sitri po chwili znalazł się obok niego.
– Chyba w jaskini powinienem mieć jakąś starą łopatę – oznajmił Absolem. – Mógłbyś się zapytać kogoś, czy nie ma jeszcze jakiejś?
Sitri tylko kiwnął głową, po czym oddalił się szybkim truchtem. Zielarz przez kilka sekund odprowadzał go wzrokiem, po czym wszedł do swojego mieszkania. Zastał tam Zieloną Herbatę Bez Cukru i Kocimiętkę, którzy drzemali wtuleni w siebie.
– Zielona Herbato Bez Cukru, widziałeś gdzieś łopatę? – zawołał wilk od wejścia. Kocur uniósł głowę i posłał niebieskonosemu zaskoczone spojrzenie wyrwanej ze snu osoby.
– Jaką znowu łopatę? – zapytał rudy kot.
– Tę, której używałem, gdy próbowałem zasadzić herbatę – przypomniał mu Absolem.
– Prawy kąt jaskini, za puszkami z herbatą – odparł Zielona Herbata Bez Cukru. – Co ty byś beze mnie zrobił?
– Marnował o wiele więcej czasu – stwierdził basior, zmierzając ku wskazanej części mieszkania. Rzeczywiście, w kącie stała przystosowana dla wilków łopata, już nieco podniszczona, ale nadal sprawna. Absolem chwycił ją zębami i wybiegł na spotkanie Sitriemu. Jak się okazało, towarzysz zielarza wyjątkowo szybko wykonał powierzone mu zadanie – czekał już na Absolema z kolejnymi dwiema łopatami. Niebieskonosy ponownie użył schowka, aby przetransportować ich w miejsce, gdzie reszta zespołu ogrzewała ziemię wokół choinki.
>>> <<<
Kopanie zajęło im kolejne kilka godzin. Gdy w końcu skończyli, słońce chyliło się ku zachodowi, zabarwiając niebo na różowo i pomarańczowo. Aby transport drzewka był łatwiejszy, owinęli gałęzie linami, a korzenie starym materiałem, które Absolem znalazł w czeluściach swojego schowka. Następnie Levithan użył swojej mocy, aby unieść choinkę w powietrze. Pomagając sobie wzajemnie, czwórka wilków przeniosła jodłę aż do centrum watahy. Nim znaleźli odpowiednio dużą donicę i ustawili drzewko do pionu, słońce zdążyło już zajść. Choinka wznosiła się nad wilkami w mroku, oświetlana słabo przez odległy blask gwiazd.
– Przydałaby się jakaś latarnia – zauważył Levithan.
– Mam lepszy pomysł – odpowiedziała Teneko. Wilczyca, trochę słabo widoczna w ciemności przez kolor futra, przez chwilę wlepiała wzrok w przestrzeń. Potem w powietrzu zabłysnęła kula ognia, która podzieliła się na kilka mniejszych płomieni. Wszystkie zawirowały wokół choinki, oświetlając ją.
– Dobra robota, Teneko – pochwalił Absolem z uznaniem w głosie. Teraz już nic nie przeszkadzało im w ubieraniu świątecznego drzewka.
Dekorowanie asymetrycznej jodły zajęło im niemal dwie godziny, mimo że pracowali sprawnie. Głównym powodem opóźnienia był ubiór Absolema – basior zaplątał swoje dekoracyjne poroże w lampki. Z niemałym trudem jego towarzyszom udało mu się go wyswobodzić. Potem jednak nie mieli już większych problemów... Może pomijając rozsypaną herbatę, której torebki niebieskonosy zielarz koniecznie musiał zawiesić na gałązkach.
Teneko, uniesiona w powietrze przez Levithana, była właśnie na etapie zakładania na czubek choinki gwiazdy, gdy z mroku wyłoniła się Jung Yunge. Alfa przekrzywiła głowę na bok, przyglądając się ozdobionemu drzewku, po czym odszukała wzrokiem Absolema. Wilk prędko podszedł do niej, domyślając się, że chce z nim porozmawiać.
– Choinka wygląda dość... specyficznie – zauważyła wilczyca.
– Taki był plan – odpowiedział Absolem, spoglądając z dumą na jodełkę. – Musisz jednak przyznać, że wygląda efektownie.
– Tu się muszę zgodzić – przyznała Jung Yunge. W tej samej chwili gwiazda została zamontowana na szczycie, a Teneko opadła łagodnie na ziemię.
– W takim razie zadanie wykonane – stwierdził Absolem. – Czy ktoś ma ochotę na herbatkę?

Od Laurentis

Przechadzałam się nieopodal rzeki, gdy postanowiłam skręcić i pójść w jej górę. Dookoła porastały krzaki, które drapały moje ciało i drzewa. Wszystkie rośliny pozbawione były liści, w końcu nastała zima. Zimny śnieg podrażniał moje łapy, a rzeka w niektórych miejscach była pokryta cienką warstwą lodu. Miałam ochotę wrócić do jaskini, ale potrzebowałam spaceru. Najlepiej mi się myśli, na świeżym powietrzu.
Idąc, spotkałam na mojej drodze most. Co mogło być po drugiej stronie? Nie wiedziałam, byłam tutaj pierwszy raz, ale moja ciekawość zwyciężyła i szybko znalazłam się na drewnianej konstrukcji. Deski skrzypiały pod łapami i nie wyglądały na takie, które wytrzymają wszystko, wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że z każdym kolejnym krokiem spadnę do lodowatej rzeki razem z tym mostem. Ale nie, na całe szczęście udało mi się spokojnie przejść na drugą stronę, gdzie również wyrastały te łyse, drapiące krzaki. Tyle, że w tych krzakach coś się poruszało. Nadstawiłam uszy, i zjeżyłam grzbiet gotowa do ataku.
- Pomocy! - usłyszałam zamiast tego
Powoli i ostrożnie ruszyłam do przodu, nie do końca będąc pewna, co mam zrobić. Gdy byłam już wystarczająco blisko, zauważyłam wilka. Nie znałam go. Ale był cały wplątany w krzewy z kolcami.

<Ktoś chętny do dokończenia?>

Nowy członek watahy - Laurentis!


Pragnę powitać Laurentis, nową członkinię watahy. 
Życzę Ci wielu miło spędzonych chwil w nowym gronie. ^^
Netka Sidereum Graphics