niedziela, 9 września 2018

Nowy członek watahy - Nibo!

Voyager by Chickenbusiness
Powitajmy cieplutko Nibo - nowego basiora w naszej watasze!
Mam nadzieję, że się szybciutko zadomowisz i miło spędzisz z nami czas. ^^

sobota, 8 września 2018

Od Levithana do Riley

Riley oparła pysk o mój bark. Leżeliśmy tak chwile, w milczeniu...
Dostrzegłem, że wadera po jakimś czasie zasnęła. Wyglądała bardzo uroczo, a mnie ciekawiło, czy coś Jej się śniło. Ziewnąłem, po czym sam oparłem łeb o podłoże i całkiem odpłynąłem~

Obudziły mnie ciepłe promienie słońca, którym towarzyszył świergot wszelakich ptaków zamieszkujących las. Riley spała dalej, skulona w kulkę i odwrócona tyłem do mnie. Uśmiechnąłem się na ten widok. Wstałem, przeciągnąłem się ospale, po czym usiadłem. Przejechałem suchym językiem po pysku i nosie. Czas się rozbudzić. Niedaleko płynął strumyczek, więc podszedłem do niego i napiłem się. Z racji iż dzień zapowiadał się ciepły (co w moim przypadku oznacza leniwy zapewne), uznałem, że świetnie będzie przemyć futro, tak więc radośnie wskoczyłem w niewielki strumyk. Woda była płytka, nie sięgała mi dalej niż nieco ponad pęciny. Wytarzałem się w chłodnej rzeczce, po czym z zadowoleniem otrzepałem. Ruszyłem w drogę powrotną do Riley.
Wadera się przebudziła gdy przyszedłem.
- Dzień dobry! - uśmiechnąłem się. - Pora wstawać!

Wilczyca zaśmiała się pod nosem i pokiwała głową.
- Dzień dobry, a czemuż jesteś taki.. - wstała - mokry?
- A wiesz, poranny prysznic i takie tam. - przymknąłem jedno oko i wystawiłem język. - To co? Jaka dziś przygoda nas czeka?
- Mam nadzieje, że żadna niebezpieczna - zaśmiała się wadera.

Zjedliśmy na "śniadanie" zające, które z łatwością upolowaliśmy nieopodal, po czym powolnym krokiem ruszyliśmy tam, gdzie niosły nas łapy, a więc w kierunku Gór Gwieździstej Nocy. Wieczorem, będąc już dość wysoko znaleźliśmy rzekę, której nurt co prawda był silny, a głębokość wynosiła zapewne około dziesięciu metrów, lecz woda była krystaliczna i zachęcająca. Napiliśmy się przy brzegu ostrożnie, aby przypadkiem nie skończyć w porywistym żywiole. Podniosłem głowę, po czym się rozejrzałem.
- Chyba jedyną opcją, by iść dalej, jest przejście po tamtym powalonym drzewie. - wskazałem łapą na stary, suchy, i chyba niezbyt stabilny pień, który wznosił się nad rzeką. Spojrzałem waderze w oczy z ekscytacją, lecz ona wyraźnie miała mieszane uczucia co do mojego pomysłu.

Wbrew chwilowemu protestu wadery, oboje po chwili delikatnie stąpaliśmy po drzewie, do momentu w którym coś chrupnęło.
- Levithan? - Riley się zatrzymała. - Słyszałeś to?
- Hm? - także stanąłem, po czym odwróciłem się do wadery. Znajdowaliśmy się na samym środku rzeki. - Faktycznie, słyszałem chrupnięcie.
Nie minęła chwila, a kora pod nami się zapadła i z towarzyszącemu naszemu rykowi pęknięciu kolejnej warstwy pnia, zapadliśmy się wprost do rzeki.
Gnaliśmy z nurtem, przytuleni do siebie na kawałku kory. Nasze miny były komiczne, lecz strach towarzyszył każdej sekundzie. W pewnej chwili rzeka się uspokoiła, a my się puściliśmy. Spojrzałem z głupim uśmiechem na waderę.
- No to nieźle... - odpowiedziałem. Wadera patrzyła na mnie wzrokiem typu "poważnie!? Śmieszy Cię to!?", lecz ku mojemu zdziwieniu, także się uśmiechnęła.
- O mamo... to było super - zaśmiała się, chociaż wciąż z lekkim drżeniem w głosie.
- Masz rację - spojrzałem szczerząc się do wadery. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, który przerwał coraz głośniejszy huk i przyśpieszanie nurtu.
- Riley.. bo ta rzeka chyba się kończy... eee... - spojrzałem przed siebie.
- Wodospadem... - stuliła uszy wadera.

Runęliśmy w dół, na szczęście zaledwie dwa metry, a nasza "łódź" przetrwała. Wadera siedziała za mną, trzymając się mnie w pasie. Oboje krzyczeliśmy, lecz z uśmiechami na pyskach. Bardzo szybko, z ciągłymi około metrowymi wodospadzikami, przemieszczaliśmy się dalej do przodu.
- Ale zabawa..! - krzyknąłem, po czym zawyłem.

Rzeka się ponownie uspokoiła. To była taka idealna chwila...
- Riley, mógłbym tak spędzać z Tobą każdy dzień - spojrzałem waderze w oczy z uśmiechem.
- Fakt, świetne przeżycie - uśmiechnęła się także.
- A wiesz... - obróciłem głowę. Został największy wodospad. Zamerdałem ogonem. - Chyba śniła mi się ta chwila.
- Co masz na myśli? - zapytała.
- Riley.. - zacząłem. Powoli zbliżyliśmy się ku wodospadowi, już mieliśmy wręcz lecieć.... - każda chwila z Tobą jest wspaniała, proszę, niechaj od dziś mógłbym spędzić każdy dzień przy Tobie!
- Co masz na myśliiii - z uśmiechem powiedziała, z my zaczęliśmy lecieć. Złapaliśmy się za łapy w tym locie.
- A że mi się podobasz! - zaśmiałem się, wyraźnie zadowolony tą chwilą.

Z głośnym chlupnięciem wylądowaliśmy w wodzie, po czym zaczęliśmy płynąć do brzegu.



< Riley? :3 Ależ mnie wena wzięła! >

Od Jung Yunge do Theor'a

Odwróciłam się w stronę pytającego. Theor wydawał się być zaniepokojony. Fakt faktem - uroniłam kilka łez, lecz nic szczególnego się nie wydarzyło. Wstałam i podeszłam do wilka.
- Nawet jeżeli cokolwiek by się stało, to jeszcze nie wiem co takiego. Albo nie chcę wiedzieć. - uśmiechnęłam się z lekkim wymuszeniem. Mój towarzysz rozmowy przytaknął ze zrozumieniem, chociaż wątpię by faktycznie rozumiał co mam na myśli.
- Proponuję się przejść i porozmawiać. - zaoferowałam. Nie czekając na odpowiedź wstałam i ruszyłam ku wyjściu z jaskini, mijając przy tym basiora. Przyznam, że przyzwyczajenie się do stanowiska alfy, zajęło mi dość sporo czasu. Jednakże przy wyjściu zatrzymałam się i spojrzawszy na Theor'a poczekałam aż podejdzie. 
- A wiesz, że w sumie to miewam dość rzeczywiste, lecz mało zrozumiane sny? - powiedziałam cicho. Chyba czas komuś się z tego zwierzyć...*

< Theor? Przepraszam, że takie krótkie. >


*Jung męczą sny, podczas których zmierza ku górskiej rzece. Jeden z nich opisany został tutaj: [klik!]

Od Teneko

Ostatnio dostałam pewien eliksir. Chcę mieć grupkę szczeniaków, więc chętnie wypiłam zawartość. Przez chwilę zaczął mnie dziwnie boleć brzuch. Znaczy to nie było takie bolesne, ale tak przez chwilę czułam jakbym miała cięższy brzuch. Trochę mi potem przeszło. Teraz muszę na siebie uważać. Co chyba mi nie wyjdzie. Może poproszę kogoś o pomoc? Nie no co ja mam 3 miesiące, żeby kogoś prosić? Sama sobie poradzę. To tylko ciąża hehe... O matko to będzie okropne. To dopiero pierwszy dzień, a ja normalnie się już martwię. Już się boję co będzie potem... zachcianki, zmiany nastroju... Będę musiała więcej jeść, bo najpierw jedzą maluchy w brzuchu, a dopiero potem ja. Tak mi mówiła mama. Koniec na razie tego tematu, bo zaraz oszaleję. Wstałam i wyszłam z jaskini. Przypomniało mi się jak Oblivon odprowadził mnie do domu. Chyba go zaczynam lubić. Jednak nie zapomnę mu tej gałęzi, która na mnie zleciała. W sumie na razie nie będę z nikim za bardzo gadać. Może powiem alfie potem, że jestem w ciąży... takiej dziwnej, bo z eliksiru, ale jednak. Na razie muszę pobyć sama. Miałam ochotę na królika. Szybko wytropiłam ofiarę i potem się zajadałam. Poszłam na wszelki wypadek na zwiady. Tak w sumie to po prostu poszłam, bo trochę mi się nudzi i zrobię coś przydatnego. Przeszłam się i obserwowałam uważnie teren. Było spokojnie. Postanowiłam, że pójdę nad wodospad. Byłam niedaleko, bo usłyszałam szum wody. Podeszłam bliżej i usiadłam nad brzegiem. Zamknęłam oczy i wyciszyłam swoją duszę czy jak to tam nazwać. Czasem mogę być zbyt żywiołowa, ale też czasem potrafię być spokojna jak tafla jeziora. Jednak nie mogę być zbyt spokojna, bo czuję się tak nieswojo. Ciekawe ile będę mieć szczeniaków. Może będzie to miało coś wspólnego z moim naszyjnikiem. Chciałabym, żeby byli jak yin yang... różni, ale potrafią się dogadać. Może to tylko moje głupie marzenia, ale kto wie? Nie mogę się tego doczekać. Medytowałam trochę nad tym wodospadem i potem udałam się powoli w stronę domu. Nuciłam sobie coś pod nosem i przypomniało mi się, że ćwiczyłam sztuki walki, a nawet z tego nie korzystam. Na razie sobie odpuszczę, ale muszę znowu potrenować. Jak co wieczór odprawiłam mój rytuał, czyli patrzenie w gwiazdy i poszłam tym razem nie spać, ale znalazłam kamień, którym można rysować po ścianie jaskini. Zaczęłam szkicować różne rzeczy np. yin yang i moie szczeniaki (chyba coś mi odbija powoli na tym punkcie). Narysowałam nad nimi siebie, żeby było widać, że jestem ich matką. Co prawda nie są to rysunki największej jakości, ale zawsze coś. Może to będzie taka tradycja.
- Oooo wiem! Narysuję to jako drzewo genealogiczne! - powiedziałam sama do siebie i zabrałam się do mazania po ścianie. Każdy następny będzie rysować swoją część. Zaczęłam od dołu i zostawiłam miejsca nawet dużo. Rysowanie łapą jest ciężkie. Kiedy zaczęła mnie boleć, przestałam rysować i odstawiłam kamień koło miejsca gdzie śpię. Po chyba 2 godzinach rysowania, poszłam spać.

czwartek, 6 września 2018

Nowy członek watahy - Absolem!


Pragnę dzisiejszego wieczoru powitać (z lekkim opóźnieniem) Absolem.
 Życzę Ci miło spędzonych chwil w watasze! 

poniedziałek, 3 września 2018

Od Riley do Levithana

Prawdę mówiąc nigdy nie spotkałam się z tego typu darem, tym bardziej wydawał mi się on dość... hm, niezwykły? Potężny? Chyba bardziej to drugie, aczkolwiek nie wykluczam poprzedniej opcji. Tak czy inaczej, podziwiam Levithana, bo z doświadczenia wiem, że w wielu sytuacjach trudno zapanować nad gniewem, a kiedy posiada się jeszcze takie umiejętności jak on... Cóż, na pewno nie jest mu łatwo. Dobrze, że moje zdolności nie są tak ściśle związane ze stresem, bo szczerze wątpię czy byłabym w stanie kiedykolwiek pohamować te nagłe wybuchy złości, które chcąc nie chcąc towarzyszą mi wyjątkowo często. Tak, zdecydowanie za często.
- ... a więc, tak to wygląda... - dokończył basior, odrywając wzrok od podłoża, by ponownie skierować go na mnie - Mam tak od zawsze, czasem miewam też wizje, ale to już...
- Wizje? - przerwałam mu strzygąc uszami. Nie ukrywam, iż zaintrygował mnie ten temat. Swego czasu całkiem sporo czytałam o tego typu sprawach, co więcej, ciekawiły mnie nawet bardziej niż sama lewitacja, którą jeszcze przed chwilą byłam tak bardzo zafascynowana (hah, swoją drogą Levithan to już chyba istny ekspert w dziedzinie ciekawych nadprzyrodzonych mocy. Muszę go częściej wypytywać o magiczne umiejętności) - Jakie na przykład?
Przyjaciel popatrzył na mnie z wyraźnym rozbawieniem, a na jego pysku wykwitł delikatny uśmiech - Cóż, trudno powiedzieć. Nie jest to zależne ode mnie i zdarza się stosunkowo rzadko.
Dobra, teraz to serio zaczęła zżerać mnie ciekawość.
- Opowiesz coś o tym? - sama nie wiem czemu, gdy wypowiadałam te słowa, końcówka mego ogona lekko zamerdała, co najwyraźniej jeszcze bardziej rozbawiło rozmówcę, choć dyskretnie starał się tego po sobie nie pokazywać.
- Może innym razem. Ja się już dość dzisiaj nagadałem! - zaśmiał się, by po chwili ułożyć się wygodnie w cieniu jednego z drzew. No tak, wypadałoby chyba dać mu trochę wytchnienia po tym wszystkim. Eh, Riley, gdzież się podziało twoje wyczucie?!
Z uśmiechem na pysku padłam na trawę obok niego. Kiedy tak leżeliśmy w ciszy każde pogrążone we własnych rozmyślaniach, znów dopadło mnie to dziwne uczucie. Tak bardzo chciałam mu powiedzieć co naprawdę czuję ale... moja odwaga dziwnym trafem znów wyparowała jak kamfora. Westchnąwszy cicho przysunęłam się tylko bliżej basiora, opierając pysk o jego bark. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy snów.

Levithan?

sobota, 1 września 2018

Od Theor'a do Jung Yunge

Ostatniej nocy postanowiłem nie wracać do jaskini, tylko przenocować w Górach Gwiaździstych. Spanie na świeżym powietrzu uspokaja mnie, jednocześnie dając przypływ wolności. Ostatnie dni były nudne i monotonne na tyle, że zacząłem zastanawiać się nad odejściem. Oczywiście jestem tu, ponieważ chciałem: spokoju, poczucia przynależności, bezpieczeństwa, watahy… Tego wszystkiego pragnąłem, a teraz z własnej woli chcę to porzucić. Co ze mną jest nie tak? Chyba po prostu się do tego nie nadaję, a to, co miało być moją oazą, zmieniło się w więzienie. Matka miała rację, zresztą jak zwykle, mówiąc, że powinienem uważać na to, czego pragnę. Szkoda, że dopiero teraz czerpię z jej mądrości. Z drugiej strony jakaś nieznana siła mnie tu trzyma i jakkolwiek brak atrakcji daje mi się we znaki, to nie chcę stąd odchodzić. Nadal niepewny co do przyszłości uznałem, że powinienem porozmawiać z Alfą, która już wcześniej zauważyła moje oddalenie się od innych wilków, i kilkakrotnie próbowała rozmawiać ze mną na ten temat, a ja ją zbywałem. Winien jestem jej wyjaśnienia. Katanie w sumie też. I Riley. A także Levithan’owi, Menace’owi, Lacercie, Dameon’owi, Teneko czy Oblivon’owi, czy jakkolwiek chce, by go nazywać. Z drugiej strony, co ja mam im wyjaśniać, skoro nie mam pojęcia co mam zrobić, jestem w punkcie zero. Nadal, myśląc o konsekwencjach każdej w decyzji, zawitałem w grocie koło wodospadu, tej samej, w której kiedyś, może nie tyle ile podjąłem (bo decyzja podjęta została już w momencie spotkania wilczyc), co wyraziłem na głos chęć dołączenia do watahy. Gdy wszedłem do wnętrza, okazało się, że z Alfą porozmawiam szybciej, niż się spodziewałem. Jung Yunge siedziała tyłem do mnie i choć nie wiedziałem na pewno, wydawało mi się, że płacze.
- Alfa?- zapytałem cicho. Nie było jednak odpowiedzi, więc spróbowałem jeszcze raz - Jung? Czy coś się stało?
Wilczyca odwróciła się w moją stronę.

[Jung Yunge?]
Netka Sidereum Graphics