Panią. Wow, cóż za uprzejmość. Przyznaję, miło mnie tym zaskoczył, zważywszy na to, że ostatnimi czasy miałam okazję spotykać praktycznie same chamskie basiory, którym słowa "dziękuję" czy "poproszę" raczej były zupełnie obce. Dopiero po chwili milczenia, złapałam się na własnym chamstwie i uniósłszy pysk ku górze odparłam:
- Nic się nie stało, to ja powinnam była bardziej uważać... - mruknęłam, bez dłuższego zastanowienia po prostu wymijając samca. Szczerze powiedziawszy, nie w głowie mi teraz były pogaduszki, zwłaszcza, że nieszczęsny żołądek już od bladego świtu dawał o sobie znać. Skrzywiłam się słysząc wydobywające się z brzucha ciche burczenie, któremu towarzyszyło nieprzyjemne uczucie pustki pokarmowej - Zamknij się... - wysyczałam właściwie sama do siebie, nawet nie zastanawiając się nad tym, czy ktoś mógłby to zauważyć. Mówiąc ktoś mam oczywiście na myśli wilka. Owy osobnik z bliżej nieznanych mi przyczyn przez cały ten czas... Szedł za mną (co prawda w odstępie paru metrów, no ale szedł). Dziwne.
Levithan? ^-^
sobota, 30 czerwca 2018
Od Levithana
Od mojego dołączenia do watahy nie minęło wiele czasu. Jung jest moją dawną przyjaciółką, a ja sam nie mam pojęcia jak to się stało, że po tylu latach nasze drogi znów sprawiły, że jesteśmy w jednej watasze. Ba, nie byle jakiej watasze, bo prowadzi ją właśnie Jung Yunge!
Wybrałem się do wodospadu, w celu zaspokojenia oczywistych potrzeb. Przysiadłem ze spokojem nad brzegiem jeziora i delikatnie zacząłem pić życiodajny płyn. Lekki, ciepły wiaterek delikatnie smyrał moje futro. Zbliżają się gorące dni, eh. Położyłem się. Me oczy powoli zaczęły się zamykać, a dźwięk spadającej wody niezwykle mnie relaksował. Nawet nie wiem kiedy, przysnąłem.
Obudził mnie głośny szmer krzaków kilka metrów za mną. Z lekko przymrużonymi jeszcze oczami, zacząłem słuchać. Były to kroki wilka. Podniosłem się powoli, a następnie ruszyłem za dźwiękiem. Przeskoczyłem krzewy i ledwo wyhamowałem przed winowajcom hałasu. Była to wadera, która patrzyła na mnie wielkimi oczami, wyraźnie odchylona do tyłu. Rozumiem ją, sam bym pewnie lepiej nie wyglądał gdyby ktoś niespodziewanie wyskoczył prosto na mnie z jakiś krzaków.
-Przepraszam panią-odpowiedziałem ze spokojem, robiąc krok w tył aby wadera miała przestrzeń.
< Któraś z pań? c: >
Wybrałem się do wodospadu, w celu zaspokojenia oczywistych potrzeb. Przysiadłem ze spokojem nad brzegiem jeziora i delikatnie zacząłem pić życiodajny płyn. Lekki, ciepły wiaterek delikatnie smyrał moje futro. Zbliżają się gorące dni, eh. Położyłem się. Me oczy powoli zaczęły się zamykać, a dźwięk spadającej wody niezwykle mnie relaksował. Nawet nie wiem kiedy, przysnąłem.
Obudził mnie głośny szmer krzaków kilka metrów za mną. Z lekko przymrużonymi jeszcze oczami, zacząłem słuchać. Były to kroki wilka. Podniosłem się powoli, a następnie ruszyłem za dźwiękiem. Przeskoczyłem krzewy i ledwo wyhamowałem przed winowajcom hałasu. Była to wadera, która patrzyła na mnie wielkimi oczami, wyraźnie odchylona do tyłu. Rozumiem ją, sam bym pewnie lepiej nie wyglądał gdyby ktoś niespodziewanie wyskoczył prosto na mnie z jakiś krzaków.
-Przepraszam panią-odpowiedziałem ze spokojem, robiąc krok w tył aby wadera miała przestrzeń.
< Któraś z pań? c: >
Od Jung Yunge
C.d. opowiadania Riley
Ucieszyła mnie odpowiedź Riley. Wręcz można rzec, że dzięki niej otrzymałam kopa do działania. Razem z towarzyszką ruszyłyśmy w stronę serca watahy, w którym to mieści się pełno jaskiń, aby wadera mogła wybrać swoją i się zadomowić.
-Raczej nie stawiam na to, że wataha będzie liczna. Jeżeli nawet, to terytorium jest na tyle ogromne, że każdy wilk będzie mógł uciec w zaciszne miejsce -zaśmiałam się.
-To dobrze -odrzekła Riley.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, ale nim się obejrzałyśmy, byłyśmy już w głównej osadzie. Ciemno-futra wadera ze spokojem zaczęła przemierzać jaskinie i szukać tej, w której pragnie się ugościć. Ja zaś zwabiona jeszcze jednym, a nawet dwoma obcymi zapachami, poinformowałam Riley, że idę na obchód i tak też zrobiłam.
Idąc lasem zwolniłam kroku. Ciepłe słoneczne promienie zaczęły przedostawać się przez korony drzew, ocieplając moje futro. Zbliżał się wieczór, a o zmęczeniu nie było nawet mowy. Podniosłam wyżej głowę, nabierając nosem wyraźne zapachy. Wspaniałe, woń lasu, stworzeń w nim żyjących, oraz ten szum wody z rzeki... Otworzyłam oczy, zdając sobie sprawę, że znów marzę i nie patrzę pod nogi. Przed mną widniał spokojny nurt rzeki. Wybrałam jedno z węższych miejsc i ze spokojem przeskoczyłam na drugą stronę. Zapach dwóch wilków był wyraźniejszy, a moje ciało delikatnie zaczęło się napinać. Będzie dobrze, Jung, co się martwisz. Twoja tułaczka się już skończyła, tutaj możesz zostać już do końca swoich dni. A, no i nie jesteś sama. Weź się w garść!
Ucieszyła mnie odpowiedź Riley. Wręcz można rzec, że dzięki niej otrzymałam kopa do działania. Razem z towarzyszką ruszyłyśmy w stronę serca watahy, w którym to mieści się pełno jaskiń, aby wadera mogła wybrać swoją i się zadomowić.
-Raczej nie stawiam na to, że wataha będzie liczna. Jeżeli nawet, to terytorium jest na tyle ogromne, że każdy wilk będzie mógł uciec w zaciszne miejsce -zaśmiałam się.
-To dobrze -odrzekła Riley.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, ale nim się obejrzałyśmy, byłyśmy już w głównej osadzie. Ciemno-futra wadera ze spokojem zaczęła przemierzać jaskinie i szukać tej, w której pragnie się ugościć. Ja zaś zwabiona jeszcze jednym, a nawet dwoma obcymi zapachami, poinformowałam Riley, że idę na obchód i tak też zrobiłam.
Idąc lasem zwolniłam kroku. Ciepłe słoneczne promienie zaczęły przedostawać się przez korony drzew, ocieplając moje futro. Zbliżał się wieczór, a o zmęczeniu nie było nawet mowy. Podniosłam wyżej głowę, nabierając nosem wyraźne zapachy. Wspaniałe, woń lasu, stworzeń w nim żyjących, oraz ten szum wody z rzeki... Otworzyłam oczy, zdając sobie sprawę, że znów marzę i nie patrzę pod nogi. Przed mną widniał spokojny nurt rzeki. Wybrałam jedno z węższych miejsc i ze spokojem przeskoczyłam na drugą stronę. Zapach dwóch wilków był wyraźniejszy, a moje ciało delikatnie zaczęło się napinać. Będzie dobrze, Jung, co się martwisz. Twoja tułaczka się już skończyła, tutaj możesz zostać już do końca swoich dni. A, no i nie jesteś sama. Weź się w garść!
piątek, 29 czerwca 2018
Od Riley do Jung Yunge
Szczerze powiedziawszy, zaskoczyła mnie propozycja nowej znajomej. Przyznaję, od dawna zastanawiałam się nad ułożeniem sobie życia, założeniem rodziny i w ogóle o stabilizacji, ale nie sądziłam, iż okazja ku temu nadarzy się tak nagle i tak szybko.
- To bardzo miłe z twojej strony... - zaczęłam, ale głos jakby utkwił mi w gardle, poruszony przez dziwne, nieznane dotąd uczucie. Może powinnam zaufać tej waderze? Może warto zaryzykować, przestać w końcu uciekać? Sama nie wiem, czy lepszy jest los wędrowca uwięzionego w spirali wiecznej tułaczki, czy też nudny żywot w otoczeniu bliskich. Zapewne dla większości osób wybór w tej sytuacji byłby niezwykle prosty, ja jednak jestem skłonna rozważyć jedną i drugą opcję, zwłaszcza że żadna z nich nie zdawała mi się teraz być tą właściwą. Dopiero po dłuższej chwili do mnie dotarło, iż przez ten cały czas, gdy tak sobie układałam w łepetynie plan na dalsze życie, biedna Jung Yunge wyczekiwała zniecierpliwiona na odpowiedź. Brawo, Riley. Teraz to cię na pewno uznała za nienormalną, a o samym dołączeniu do jej watahy, to już możesz sobie tylko pomarzyć.
- A więc? - wilczyca podniosła na mnie wzrok, w oczekiwaniu na wciąż nieotrzymaną odpowiedź. Wow, podziwiam jej cierpliwość.
- No cóż... - speszyłam się nieco, zastanawiając się nad tym, co powinnam jej odpowiedzieć, bo z jednej strony bardzo chciałam zostać tu dłużej i móc ją lepiej poznać, z drugiej zaś miałam świadomość tego, że po tylu miesiącach spędzonych samotnie mogę zwyczajnie nie odnaleźć się w wilczej społeczności - Jeśli mogę, to z chęcią dołączę do watahy - odparłam z szerokim uśmiechem na pysku.
Jung Yunge? ^-^
- To bardzo miłe z twojej strony... - zaczęłam, ale głos jakby utkwił mi w gardle, poruszony przez dziwne, nieznane dotąd uczucie. Może powinnam zaufać tej waderze? Może warto zaryzykować, przestać w końcu uciekać? Sama nie wiem, czy lepszy jest los wędrowca uwięzionego w spirali wiecznej tułaczki, czy też nudny żywot w otoczeniu bliskich. Zapewne dla większości osób wybór w tej sytuacji byłby niezwykle prosty, ja jednak jestem skłonna rozważyć jedną i drugą opcję, zwłaszcza że żadna z nich nie zdawała mi się teraz być tą właściwą. Dopiero po dłuższej chwili do mnie dotarło, iż przez ten cały czas, gdy tak sobie układałam w łepetynie plan na dalsze życie, biedna Jung Yunge wyczekiwała zniecierpliwiona na odpowiedź. Brawo, Riley. Teraz to cię na pewno uznała za nienormalną, a o samym dołączeniu do jej watahy, to już możesz sobie tylko pomarzyć.
- A więc? - wilczyca podniosła na mnie wzrok, w oczekiwaniu na wciąż nieotrzymaną odpowiedź. Wow, podziwiam jej cierpliwość.
- No cóż... - speszyłam się nieco, zastanawiając się nad tym, co powinnam jej odpowiedzieć, bo z jednej strony bardzo chciałam zostać tu dłużej i móc ją lepiej poznać, z drugiej zaś miałam świadomość tego, że po tylu miesiącach spędzonych samotnie mogę zwyczajnie nie odnaleźć się w wilczej społeczności - Jeśli mogę, to z chęcią dołączę do watahy - odparłam z szerokim uśmiechem na pysku.
Jung Yunge? ^-^
czwartek, 28 czerwca 2018
Nowy członek watahy - Sheroy!

Pragnę powitać basiora o dumnym imieniu - Sheroy! Mam nadzieję, że zostaniesz wraz z siostrą jak najdłużej.
środa, 27 czerwca 2018
Subskrybuj:
Posty (Atom)

