niedziela, 12 sierpnia 2018

Informacja - umiejętności

Witajcie kochani! Z dniem dzisiejszym zostały wprowadzone (planowane już od jakiegoś czasu) umiejętności. Są nimi siła, szybkość, zwinność, wytrzymałość, oraz strategia. 
  • Każdą umiejętność można rozwinąć do poziomu dziesiątego.
  • O tym, jak wilk ma rozwiniętą daną um. świadczy to, ile kropek jest pełnych, a ile pustych. Oczywiście, pełne świadczą o zdobytym poziomie. 
  • Każdy wilk po dołączeniu do watahy od dnia dzisiejszego otrzyma 4 punkty do rozdzielenia, do wybranych przez siebie cech. 
  • Punkty zdobywamy za największą aktywność, wszelkie konkursy itp itd.

Wilki zaś należące do watahy już, proszę o informację w wiadomości prywatnej do jakich cech i po ile punktów mam porozdzielać. Wam daję po 5 na wilka, wybierzcie mądrze! 
Jeżeli coś jest niezrozumiałe - piszcie śmiało!

Pozdrawiam serdecznie, 
Wasza samica alfa 
Jung Yunge

Od Lacerty c.d.Menace, oraz Daemona

Obudziłam się i przez chwilę rozglądałam się, nie wiedząc, gdzie jestem, zaraz jednak doszedł do mnie zapach szczeniąt i Menace’a, wszyscy byli pogrążeni we śnie. Od narodzin moich dzieci, a także na wpół legendarnego polowania basiora (sarna była przepyszna i nadal pamiętam wyraz pyska Menca, gdy w podzięce liznęłam go w ucho) minęło już kilka tygodni. Młode powoli zaczynały chodzić, a różnice w charakterze stawały się coraz bardziej widoczne. Saga, a właściwie Sagitta oraz Volans, zwany Voltem, byli w zasadzie nierozłączni i razem starali się odkryć tajemnice nory oraz jej najbliższego otoczenia. Fornax, a raczej jak go nazywaliśmy- Fort, zwykle przebywał z dala i ode mnie i od swojego rodzeństwa, nie lubił zbytnio Menca, od kiedy ten przez nieuwagę się na nim położył. Basior zarobił wtedy dwie nowe blizny- ślady zębów moich i ostrych jak szpilki, dopiero co wyrżniętych ząbków mojego syna. Ech... no właśnie, co ja mam zrobić z Mencem? Odważny, zabawny, opiekuńczy, a także jest urodzonym myśliwy, moje dzieci (no z wyjątkiem Forta) go uwielbiają, zresztą z wzajemnością. Czy jednak powinna wplątywać się w jakiś związek? Przyznaje, że przy Mencu czuje się świetnie, a gdy go nie ma czuje... hmm... lekki niepokój. Wilczki zawsze były i będę dla mnie priorytetem i to im w pierwszej kolejności poświęcam i będę poświęcać swoją uwagę, czas, życie. Menace’a musiałby się pogodzić z rolą co najwyżej tego czwartego. Właściwie to czy on w ogóle myśli o mnie w ten sposób, bo bycie opiekunem - wujkiem - moich dzieci, a bycie moim partnerem to zdecydowanie co innego. W końcu pomijając przynoszenie jedzenie, gdy ja nie mogłam polować oraz skomplementowanie mojego ogona, nie dał mi żadnego znaku, że jest w jakikolwiek bardziej romantyczny sposób mną zainteresowany.
Dziwny zapach przypomniał mi mój sen, w którym wracałam z moimi dziećmi do… właściwie nie wiem gdzie, ale czułam się, jakbym wracała do Domu. Moje dzieci znajdowały się kilka metrów przede mną, a Volt wbiegał do naszej jaskini, gdy poczułam dziwny zapach. Nie myśląc wiele, w kilku susach pokonałam odległość dzielącą mnie szczeniąt i po kilku sekundach również znalazłam się w grocie. To, co zobaczyłam, sprawiło, że zamarłam: * Smoczyca i rudo-czarny wilk, który znajdował się nos w nos z Volansem. Starszy basior przywitał się z Voltem, no co ten urażony słowem „mały” skoczył na niego. W myślach aż warknęłam na zachowanie mojego pierworodnego, jednocześnie gotując się do ataku na obcego samca, gdyby ten zdecydował się zrobić krzywdę mojemu dziecku. Na szczęście dla nas wszystkich, basior obrócił wszystko w żart i przeprosił smyka, chociaż w tej sytuacji to on powinien oczekiwać przeprosin. Gdy stał już na nogach, zwrócił się do mnie:
- Przepraszam, twoje młode są bardzo piękne. Czy coś się stało, panienko?*
Z tym pytaniem dudniącym mi w głowie i przeczuciem, że to nie był zwykły sen, obudziłam się jakiś czas temu, ale dopiero ten zapach, tak bardzo podobny, a właściwie taki sam jak ten z mojego snu, sprawił, że zaczęłam się niepokoić. Uznałam, że muszę to sprawdzić, więc cicho, aby nie zbudzić śpiących, prześlizgnęłam się do wyjścia. Gdy już miałam wyjść usłyszałam cichy głos Menca:
- Lacerta, gdzie idziesz?
- Muszę coś sprawdzić - szepnęłam. - Zostań tu.
Odwróciłam się i wyszłam z nory, a cichy szelest za mną poinformował mnie, że Menace mnie nie posłuchał, co nieszczególnie mnie zdziwiło. Delikatnie zaczęłam węszyć, a ten specyficzny zapach w tej samej chwili dotarł do moich nozdrzy, jednakże teraz jeszcze bardziej intensywny. Intruz jest blisko, przemknęło mi przez głowę. I nie pomyliłam się, gdy zza rozłożystej leszczyny wychodzi czarno- rudy wilk, którego widziałam we śnie.
- Widziałam Cię we śnie - powiedziałam, nie pomyślawszy, jak to może zabrzmieć, w tej samej chwili, w której Menc zapytał:
- Kim jesteś i czego tu chcesz?

[Menace? Daemon?]


* fragment jest parafrazą opowiadania Daemon’a

czwartek, 9 sierpnia 2018

Od Levithana do Riley

Wadera powoli zaczęła się wycofywać. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafiłem się nawet ruszyć. Przystąpiłem z łapy na łapę, aby upewnić się czy na pewno nie przywarłem do podłoża.
- Riley - powiedziałem cicho, po czym zrobiłem krok w przód. Samica spojrzała na mnie z oczekiwaniem, lecz zamilkłem na następne dziesięć sekund. Westchnąłem. - To tylko sny.
- Ale dlaczego wszystko dookoła się unosiło?! Mogło Cię przygnieść! - Riley była stanowczo pod wpływem emocji. Zrobiłem jedynie minę w stylu "nie wiem", unosząc jedną łapę. Po spojrzeniu i wyrazie pyszczka wadery zrozumiałem, że to wszystko wprawia we mnie wręcz poczucie chłodu. Spuściłem głowę, pomachawszy nią powoli na prawo i lewo. Z kolejnym westchnięciem podszedłem do Riley. Coś sprawiało, że odczuwałem iż wadera zaczęła się bać. Ale czego? Kamieni? Tej sytuacji? Mnie..? Przypomniały mi się Jej poprzednie słowa. "Zależy mi na Tobie". Oh, czy naprawdę tak ciężko było powiedzieć, że mi także, na niej? Poczułem jak do oczu napływają mi łzy. Przytuliłem się do wadery.
- Riley, mi na Tobie także zależy. - po tych słowach poczułem okropne kłucie. W oczach, gardle, żołądku, sercu... łzy napływały jeszcze szybciej, a oddech stał się wręcz niespokojny.
Zamknąłem oczy, pragnąłem pozostać wtulony w mięciutkie futro samicy jak najdłużej się da.


<Riley?>

wtorek, 7 sierpnia 2018

Od Riley do Levithana

- Coś nie tak? - przechyliwszy głowę basior popatrzył na mnie odrobinę zmieszany. Przez moment staliśmy w milczeniu. Właściwie to miałam teraz zupełny mętlik w głowie i sama nie wiedziałam, jak powinnam odpowiedzieć na to pytanie.
- Nie, nie. Nic takiego... - położyłam uszy po sobie, wędrując rozlatanym wzrokiem po wnętrzu jaskini, jednak chcąc nie chcąc w pewnej chwili byłam zmuszona znów skierować spojrzenie na jego pysk - Po prostu się wystraszyłam, że coś ci się stanie... - dodałam ściszonym głosem, choć nie na tyle cichym, by Levithan tego nie usłyszał. Zapewne zabrzmiało to wyjątkowo banalnie, ale co tam, nie lubię obijać w bawełnę! Speszona usiadłam obok, zastanawiając się czy powinnam powiedzieć coś więcej, czy może lepiej pozostawić ten temat na inną okazję.
- Spokojnie, nic się nie dzieje - mruknął przyjaciel siląc się na lekki uśmiech, ale jego oczy i ton głosu mówiły zupełnie coś innego.
- To nie prawda! - zaprotestowałam zrywając się na równe nogi. Hm, chyba zabrzmiało to trochę zbyt emocjonalnie, no trudno - Nie jestem głupia. Widzę, że coś się dzieje i nie mam zamiaru stać bezczynnie i się przyglądać, bo... bo... zależy mi na Tobie! - warknęłam przez cały czas patrząc w jego pełne niepewności spojrzenie.
Dopiero teraz, kiedy odważyłam się wykrzyczeć to na głos dotarło do mnie ile sam Levithan dla mnie znaczy i co tak naprawdę do niego czuję. Dziwna sprawa. Chyba jeszcze nigdy w całym swoim żywocie nie doświadczyłam czegoś tak... eh, nawet nie wiem jak określić zaistniałą sytuację. Jedyne na co mogłam liczyć to rozstąpienie się ziemi pod łapami, która mogłaby mnie wciągnąć; bo rozmówca wciąż milczał, a ja miałam coraz większe wyrzuty sumienia, że zamiast go teraz wesprzeć nie dziabnęłam się w porę w język. W pewnej chwili zrobiłam krok w tył, potem drugi, trzeci, czwarty... Aż znalazłam się przed samym wejściem do jaskini. Basior nadal siedział pogrążony w rozmyślaniach, więc postanowiłam po prostu się wycofać, zwłaszcza że pewnie ma mnie już za kompletną wariatkę.

Levithan? :3

Od Jung Yunge

Wstał kolejny, gorący dzień. Leżałam na skalnej półce wewnątrz mej własnej jaskini, dysząc ciężko. Byłam w lekkim szoku, miałam bowiem dzisiejszej nocy sny. Położyłam łeb na chłodnym podłożu. Sny, tylko sny... przymknęłam oczy, by przypomnieć sobie wszystko. W mej jawie byłam krukiem, o piórach czarnych jak noc, oraz oczach złotych, niczym złoto. Przemierzałam tereny watahy, patrząc na całość z góry. Po obniżeniu lotu, powoli snułam między licznymi gałęziami drzew, wprawiając liście na nich w niewielki ruch. Wyleciałam z lasu nad kuszące zapachem pola lawendy, która delikatnie powiewała pod wpływem letniego wiaterku. Zmierzałam w kierunku północno-wschodniemu, mknąc z zawrotną szybkością nad pustkowiem. Pył z podłoża uderzał w me oczy, obraz niknął... aż ukazały mi się monumentalne, przepiękne góry północne. Leciałam powoli, a wiatr smyrał przyjemnie me skrzydła. Im głębiej w górach byłam, tym sen stawał się coraz to bardziej głuchy. Urwał się nad górską rzeką, której nurt uderzył w me niewielkie ciało i zabrał ze sobą.
Wstałam. Co ten sen miał znaczyć? Spojrzałam po sobie, lecz futro dalej jasne.
Przeszłam się nad rzekę, po czym usiadłam patrząc w taflę wody. Dalej wilk. Napiłam się, przymykając oczy. Gdy je otworzyłam, ujrzałam odbijającą się, niczym w lustrze, sylwetkę drugiego wilka.


< Ktoś? >

Od Levithana do Riley

Spojrzałem na Riley. Oczywiście, że nie chcę się już rozdzielać. Szczerze powiedziawszy, to chciałbym by nigdy nie odeszła na krok, ale tak się przecież nie da. Chyba nigdy nie czułem takiego przywiązania do kogoś.
- Jesteś zmęczona, odprowadzę Cię. - powiedziałem odwracając wzrok. Miałem wrażenie, że coś jest nie tak, a co najgorsze, że ze mną samym.
- Wszystko w porządku? - zapytała wadera. Oh nie, Riley, nic nie jest w porządku, ale nim sam nie dowiem się, to chyba lepiej milczeć.
- Jak najbardziej. - Wstałem z westchnieniem. Uśmiechnąłem się, chociaż poczułem jakby było mi słabo.

Drogę do jaskini przebyliśmy w niepokojącym milczeniu, Riley, nim weszła do swego miejsca zamieszkania, zapytała raz jeszcze czy wszystko na pewno jest dobrze. Tym razem tylko spojrzałem z wymownym uśmiechem. Do swej jaskini poszedłem dość ociężale. Kładąc się wewnątrz gawry uznałem, że to tylko zmęczenie.

~~~

Ze snu zbudził mnie krzyk. Riley. Wadera stała u wejścia, a niewielkie skałki dookoła latały w kółko nad mną. Moje oczy świeciły jasnym światłem, a mi samemu było niezwykle gorąco. Wstałem gwałtownie, a kamienie opadły z hukiem prawie, że na mnie.
- Ouhh.. - wymamrotałem jedynie rozglądając się ze zdziwieniem dookoła.
- Co to... było? - zapytała lekko przestraszona wadera.
- Sam nie wiem. Miałem sny - wyszedłem z kręgu jaki ułożyły skałki. - tylko nie pamiętam jakie.

Uśmiechnąłem się, ale wadera nie odwzajemniła uśmiechu.
- Coś nie tak? - zapytałem przechylając głowę.


< Riley? >
Netka Sidereum Graphics